Krzysztof Chrapek: Nie chcę skończyć w wieku 27 lat na wózku...

23.05.2012
Z Bielska-Białej odchodził jako gwiazda i był bohaterem największego transferu z Podbeskidzia. Zdobył z Lechem mistrzostwo Polski. A potem... Krzysztof Chrapek opowiada o swych dramatycznych losach.
23-letni Kamil Adamek z Drzewiarza Jasienica jest obecnie o krok od przejścia z grającego w lidze okręgowej Drzewiarza Jasienica do Podbeskidzia Bielsko-Biała. Podobnie dużego przeskoku dokonał sześć lat temu 21-letni wówczas Krzysztof Chrapek. Z grającego w wadowickiej okręgówce Górnika Brzeszcze trafił do "prawdziwej" piłki - II-ligowego (wg starej nomenklatury) Podbeskidzia z czasów najgłębszego kryzysu.

Bielszczanie byli świeżo po nieudanej walce o awans. Z wyczyszczoną, po graczach "z nazwiskami" kasą, klub ledwo zipał. Na boisku wiodło mu się fatalnie. Chrapek trafił na Rychlińskiego zimą, pod skrzydła Włodzimierza Małowiejskiego, i od razu został rzucony w najgłębszą wodę - dramatyczną walkę o utrzymanie. Przez całą rundę strzelił jedną - wprawdzie zwycięską - bramkę z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski i był to dorobek taki, jakiego można się spodziewać po graczu przeskakującego o cztery ligi, czyli mizerny.

Przyszedł jednak najbardziej dramatyczny mecz w dziejach Podbeskidzia. Rewanżowy baraż o utrzymanie w II lidze z Pelikanem Łowicz, w którym bielszczanie przegrywali, w którym rywale strzelali rzut karny. A jednak to hat trick Chrapka pozwolił wygrać 5-2 i cudem uratować zaplecze ekstraklasy dla Bielska.

To go odblokowało. Pozwoliło uwierzyć, że pomiędzy profesjonalistami on niekoniecznie jest parweniuszem. Choć sezon 2006/2007 Podbeskidzie miało tragiczny, jego dziewięć goli nie mogło być uznane za zły wynik.

Później stało się jednak coś dziwnego. O ile Marcina Brosza uznaje się za kogoś, kto przemienił Podbeskidzie z brzydkiego kaczątka w łabędzia, to początkowo Chrapka zamienił zgoła odwrotnie. W całym rewelacyjnym sezonie, który zakończyłby się awansem, gdyby nie sześć ujemnych punktów, akurat Chrapek trafił ledwie dwa razy. Mniej niż w jednym meczu z Pelikanem.

Jak Brosz zdołał do niego dotrzeć - nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że Chrapek stał się rok później trzecim strzelcem całej I ligi, a jego pięć goli w meczu z Turem Turek pozostaje niepobitym klubowym rekordem. Cała Polska miała na świeżo w pamięci, jak wyciągnięty z I ligi Robert Lewandowski został gwiazdą ekstraklasy. Kolejną taką gwiazdą miał być Chrapek. Poruszyło to wyobraźnię działaczy Lecha, którzy chcieli pozyskać Chrapka za wszelką cenę. "Górale" zbili wtedy fortunę. Miliona za zawodnika nie otrzymali nigdy wcześniej ani później...

- Z perspektywy czasu można na to patrzeć różnie. Może gdybym został, kariera potoczyłaby się lepiej, ale może tak samo? Wtedy sytuacja była jasna. My przez kolejne lata nie mogliśmy awansować i brakowało nam zawsze bardzo niewiele. Nie wiadomo, co by było potem. Może przestałbym strzelać bramki i nie miałbym już nigdy szansy na transfer do Lecha? - zastanawia się piłkarz.

Trafił na pierwszy sezon Jacka Zielińskiego przy Bułgarskiej. Zadebiutował w europejskich pucharach, w ekstraklasie. Zagrał 12 meczów i... doznał pierwszej ciężkiej kontuzji, która wykluczyła go z gry do końca sezonu. - Mistrzostwo i Superpuchar jednak w dorobku mam. Znajomi śmieją się, że Piotrek Reiss był w Lechu 17 lat i nie zdobył mistrzostwa. Ja przyszedłem i zdobyłem je od razu, choć fakt, że niezbyt się do niego przyczyniłem. Jest jednak jakaś pamiątka - uśmiecha się napastnik.

Czechowiczanin łapał kontuzję za kontuzją, dlatego jego ostatni oficjalny występ miał miejsce w sezonie 2009/2010. Głośno zrobiło się o nim półtora roku temu, gdy znów w jego życiu pojawił się Brosz. Trener Piasta Gliwice pamiętał kieszonkowego napastnika z bielskich czasów, a w walce o ekstraklasę potrzebował kogoś takiego. Wypożyczył Chrapka z Lecha, a... na Bielsko padł blady strach. „A co, jak to on strzeli nam decydującą o braku awansu bramkę?“ - pytano. Wszak pamiętać należy, że Piast miał wtedy wiosną walczyć o ekstraklasę z Podbeskidziem.

Zanim jednak Chrapek zdążył rozegrać jakikolwiek mecz... zerwał ścięgno Achillesa. - To nie jest tak, że tak po prostu zerwałem ścięgno, bo byłem słaby. Do tego przyczyniły się błędy pewnych ludzi - zauważa. Wtedy, początkiem 2011 roku słuch o nim zaginął. Wrócił do Poznania, a potem rozpoczął żmudną rehabilitację. Co działo się dalej?

- 8 grudnia 2011 zakończyliśmy już treningi i akurat wracałem do domu. Przed Wrocławiem „dobiła“ do mnie kobieta. Nie zatrzymała się na „stopie“, wbiła się w mój samochód. Dachowałem, wpadłem do rowu. Złamała mi kręgi szyjne. Do teraz przechodzę rehabilitację, Powoli zaczynam trenować, czyli chodzić na siłownię. Lekarz powiedział, że albo mi to ustąpi i będę mógł grać, albo nie ustąpi i wtedy będę musiał zakończyć karierę. To nie jest kolano, które można leczyć, aż będzie dobrze. Kręgosłup to kręgosłup. I tak cieszę się, że nie skończyłem na wózku, bo lekarz powiedział mi, że było blisko... - wspomina Chrapek.

Z jego słów wynika jednak, że nawet jeśli kiedyś będzie grał w piłkę, już raczej nie na profesjonalnym poziomie. - Nie, ja jeszcze w to wierzę. Robię wszystko, podejmuję próby,  ale ryzykować też nie będę. Nie chcę skończyć na wózku inwalidzkim w wieku 27 lat - przyznaje.

- Aktualnie rehabilituję się u siebie, w Brzeszczach, bo mamy wolne, ale wciąż mam jeszcze rok kontraktu z Lechem. Klub jakoś mi pomaga. To przecież ani jego, ani moja wina, że kobieta nie zatrzymuje się na „stopie“ i wjeżdża na skrzyżowanie. 18 czerwca treningi rozpoczyna pierwsza drużyna Lecha i będę się musiał tam stawić. Zobaczymy, jak będzie, zobaczymy jak ja będę wyglądał. Pewnie będę się starał o jakieś wypożyczenie, bo na grę i tak nie mam szans. Jestem wprawdzie już sześć miesięcy po tym wypadku, ale na ostatnim rezonansie magnetycznym nadal miałem szczeliny na kręgach. Także, zobaczymy, co się okaże w trakcie kolejnych badań - tłumaczy.

Tymczasem opuszczone przez niego Podbeskidzie... poradziło sobie. Wtorkowy sparing z Wisłą Kraków Chrapek oglądał w towarzystwie dawnych kolegów z Bielska - Juraja Danczika i Bartłomieja Koniecznego, którzy w międzyczasie stali się ekstraklasowymi piłkarzami. -  Bardzo się cieszyłem z ich awansu do ekstraklasy. Trochę się o nich bałem, bo ekstraklasa to ekstraklasa. Po tych dwóch pierwszych meczach wyglądało to „średnio“, ale później trener dobrze chłopaków zmotywował i ruszyli. Fajnie, że przetrwali ten pierwszy ciężki sezon. Zobaczymy, co będzie teraz... - mówi, chyba z lekką niepewnością.

Teraz nie ukrywa, że powrót do Bielska jest jego wielkim marzeniem. - Bardzo bym chciał, gdybym  był w 100 procentach zdrowy, a nie na zasadzie, że pójdę i znów coś mi strzeli. Tu jest moja rodzina, moi przyjaciele, mój dom. Tu grałem tyle lat i zawsze miałem wsparcie. Musiałoby jednak być zdrowie i chęci z obu stron - przypomina.

Na razie jednak, nie ma co marzyć o Podbeskidziu, skoro nie wiadomo, czy Chrapek będzie mógł wyczynowo uprawiać sport.. - Na razie walczę. Zobaczymy, co wywalczę... - kończy rozmowę z naszym portalem.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również