Król: Nie widziałem żadnego dobrego meczu Podbeskidzia

27.09.2013
- Gdyby to był ostatni mecz w lidze, albo jakieś bardzo ważne starcie, to pewnie bym zagrał. A tak, to dzisiaj jeszcze nie wystąpię - mówi przed meczem z Podbeskidziem piłkarz gliwickiego Piasta - Krzysztof Król.
Dzisiaj Piast skonfrontuje swoje siły z Podbeskidziem, w którym grałeś. Serce do bielszczan jeszcze pika?
- Nie, nie pika i nigdy nie pikało.Tam po prostu grałem i starałem się to robić najlepiej, jak potrafiłem. Ale jeśli chodzi o samo kibicowanie, to specjalnym fanem Podbeskidzia nigdy nie byłem. I tyle - ten klub nie zajmuje w moim sercu żadnego specjalnego miejsca.

Czyli ciśnienia na występ przy Rychlińskiego nie było...
- Chciałem zagrać w Bielsku-Białej, ale nie mam jakiegoś sentymentu. Po prostu chciałem wystąpić w meczu ligowym, tylko tyle. Jestem piłkarzem Piasta Gliwice i to mnie teraz interesuje. Oczywiście będę kibicować chłopakom przed telewizorem, a może nawet wybiorę się do Bielska-Białej.

Ten obiekt ma w ogóle jakąś swoją moc, jakiś klimat? Piłkarze czują się tam nieswojo?
- Ktokolwiek do Bielska przyjeżdżał, temu było trudno. Naprawdę tam nie ma spacerków. Ale z tym Podbeskidziem to jest też tak, że do osiemdziesiątej pierwszej minuty może prowadzić, a ostatecznie przegra. Dlatego przyjezdni - jeśli chcą wygrać - muszą być przez cały mecz mocno skoncentrowani. Jeśli tam się piłkarz rozluźni, będzie mu ciężko udźwignąć ciężar gatunku.

Stadion to jednak ta mniej ważna kwestia. Kto ma więcej sportowych argumentów przed dzisiejszym meczem?
- Wydaje mi się, że więcej argumentów "na tak" ma Piast. Rozegraliśmy już kilka bardzo dobrych meczów w tym sezonie. Z kolei Podbeskidzie... Nie przypominam sobie, żeby zagrali jakiś super mecz, dlatego uważam, że jeśli zagramy tak, jak potrafimy najlepiej, to strzelimy nie jednego, a kilka goli i w konsekwencji wywieziemy z Bielska-Białej trzy punkty.

Jeśli ktoś nie potrafi zagrać choćby jednego dobrego meczu to znaczy tyle, że jest słaby...
- Nie można tak powiedzieć. To jest piłka nożna i po słabym starciu można rozegrać jakieś super spotkanie i na pewno żadne lekceważenie nie wchodzi w grę. Liga jest bardzo wyrównana i każdy może wygrać z każdym. Powiem więcej - za żadne pieniądze nie powiedziałbym, kto jest na ten moment słabszy. Decyduje dyspozycja meczu, bo szanse rozkładają się pięćdziesiąt na pięćdziesiąt.

Liga jest wyrównana, ale Podbeskidzie i tak wydaje się za resztą stawki nie nadążać. To - znów - kandydat do spadku?
- Za wcześnie, żeby mówić o ewentualnym spadku Podbeskidzia. Styl gry pewnie się jeszcze poprawi, ale nie można ukrywać, że postacią, która ciągnęła za sobą bielszczan do przodu był Robert Demjan. Przecież to był gość, że wszyscy zakładali "ee, teraz nic nie padnie", a on brał piłkę i strzelał. Robił fantastyczną grę i tytuł króla strzelców a późniejszy wyjazd zagranicę nie były przypadkowe.Teraz go w Podbeskidziu nie ma...

Nie ma ani Demjana, ani choćby solidnego kandydata na jego następcę... Kto więc może dziś Piasta użądlić?
- Teraz nie znam tej drużyny. To jest już inna ekipa, niż ta, w której ja grałem. Na pewno trzeba uważać na całe Podbeskidzie, bo niejednokrotnie w tym sezonie pokazali, że są nieprzewidywalni. Stąd nie można pozwolić sobie na stratę gola. A jeśli padnie bramka dla gospodarzy - będzie trzeba strzelić więcej. Stąd zakładam, że będzie 3-1 dla nas.

Miałeś być zdrowy... Tak mówił trener Marcin Brosz. A tymczasem w kadrze meczowej się nie znalazłeś.

- Gdyby to był ostatni mecz w lidze, albo jakieś bardzo ważne starcie, to pewnie bym zagrał. A tak, to dziś jeszcze nie wystąpię. Oczywiście zaznaczam, że spotkanie z Podbeskidziem jest istotne, ale sezon jest długi i nie warto ryzykować zdrowiem. Wolę dwa dni dłużej się rehabilitować niż zbyt szybko wejść w zajęcia i jeszcze dłużej pauzować. Z fizjoterapeutami postanowiliśmy, że normalne zajęcia zacznę dopiero w poniedziałek, a jutro będę wspierać kolegów z trybun.
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również