Korona - Podbeskidzie 2-1. Powrót na ziemię

15.09.2014
Po wygranej nad warszawską Legią apetyty kibiców Podbeskidzia wzrosły. Przyszła reprezentacyjna przerwa i... "Górale" w niczym pogromcy mistrza nie przypominali.
Norbert Barczyk/Press Focus
Wydarzenie
Przełamanie Korony i... brak przełamania „Górali”. Za ósmym podejściem w tym sezonie Korona zapunktowała wreszcie w komplecie. Lepszego rywala na przełamanie kielczanie wymarzyć sobie nie mogli. Z Podbeskidziem wygrali piąty kolejny mecz w elicie.

Bohater
Paweł Golański. Defensor z reprezentacyjną przeszłością przez trenera Ryszarda Tarasiewicza wystawiany był jako środkowy obrońca. Dziś zagrał w bocznym sektorze i należał do wyróżniających się zawodników. Miał także udział przy golu otwierającym wynik spotkania.

Rozczarowanie
Maciej Korzym. To był najsłabszy występ napastnika w barwach Podbeskidzia. Swoją obecność na boisku zaznaczył tylko jednym uderzeniem w drugiej połowie. Generalnie jednak przeszedł obok meczu. Byłym kolegom najwyraźniej nie chciał jeszcze bardziej popsuć nastrojów na starcie sezonu.

Co ciekawego
- Uraz z gry w Kielcach wyeliminował Dariusza Pietrasiaka, którego miejsce na środku obrony ponownie zajął były piłkarz Korony, Pavol Stano. Największy nieobecny wśród gospodarzy? Kamil Kuzera.

- Na stadion w Kielcach powrócili ponadto w poniedziałek związani do niedawna z Koroną – trener Leszek Ojrzyński, napastnik Maciej Korzym, a także rezerwowy Artur Lenartowski.

- „Górale” na wstępie meczu byli groźniejsi. Tuż obok słupka uderzył w 12. minucie głową Stano, chwilę później nad poprzeczką przeniósł piłkę Sylwester Patejuk strzałem z kilku metrów.

- 21. minuta to niezła szansa Korony. Adam Pazio „puścił” przy wrzutce z rzutu wolnego Piotra Malarczyka, którego główka minęła słupek.

- Kielczanie szczęśliwie objęli prowadzenie w 39. minucie. Dośrodkowanie Pawła Golańskiego przedłużył niefortunnie głową... Maciej Iwański, a Kamil Sylwestrzak z bliska uderzył nie do obrony pod poprzeczkę. Gospodarze wykonali „kołyskę”, bo kilkanaście dni temu Golańskiemu narodził się potomek.

- Pavol Stano przeszedł w poniedziałek drogę z nieba (gol głową w 44. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Iwańskiego) do piekła (czerwona kartka za faul na niespełna 10 minut przed końcem pojedynku).

- Debiutu przed własną publicznością dostąpił dziś Olivier Kapo, który na murawie przebywał od 57. minuty.

- Trzecią żółtą kartkę otrzymał Iwański. Kolejna skutkować będzie obowiązkową pauzą.

- Pechowa dla gości okazała się 66. minuta. Przemysław Trytko ograł Tomasza Górkiewicza i podał przed bramkę, gdzie pomylił się Michal Pesković. Nie mógł takiej szansy zaprzepaścić Jacek Kiełb. Korona objęła prowadzenie 2:1.

- W 78. minucie doskonałą szansę po ładnym rajdzie zaprzepaścił Robert Demjan. Jego zbyt lekki strzał wyłapał golkiper Korony.

- Od 82. minuty bielszczanie grali w „10”. „Czerwień” po fatalnym wślizgu zarobił Stano, który przed linią oznaczającą pole karne „skosił” Vlastymira Jovanovicia.

- Podbeskidzie zaprzepaściło szansę na podium ekstraklasy, ale utrzymało 4. pozycję w lidze.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również