Koman zmienia świat, Okrzesik jak... Sokrates. Niezwykły rok "Górali"

27.12.2011
Szybka podróż do Bydgoszczy i z powrotem, pierwszy w historii awans do ekstraklasy. W niej, odwrotnie jak u Hitchcocka - najpierw trzęsienie ziemi, a dalej trochę spokojniej. Ale i tak to było szalone 12 miesięcy.
Efekt motyla...
... czyli, jak Piotrek Koman zmieniał świat. Podbeskidzie w marcu ograło w Krakowie zmierzającą po mistrzostwo Polski Wisłę, a w rewanżu u siebie odrobiło dwubramkową stratę i awansowało do półfinału Pucharu Polski. W nim również było ciekawie. W pierwszym meczu z Lechem uratowało remis w ostatniej akcji, a w Bielsku prowadziło już 2-0 i cały stadion przeniósł się już na mecz finałowy w Bydgoszczy. Później jednak wszystko toczyło się wokół Komana. Skutki tego, że nie przerwał akcji Semira Sztilicia już na połowie Lecha, lecz pozwolił mu biec, mogły być niesamowite. Nie tylko Lech zdobył kontaktową bramkę, złapał wiatr w żagle, wygrał 3-2 i awansował do finału. W nim doszło do pamiętnej rozróby, skutkiem czego wojewodowie zaczęli zamykać stadiony, co wywołało falę antyrządowych protestów kibiców. Gdyby fani rzeczywiście obalili Donalda, premier mógł mieć pretensje tylko do... pomocnika Podbeskidzia. Wystarczyło tylko przerwać akcję...

Jak podrzucają , to...
... niech nie zapomną złapać. W czerwcu prezes Janusz Okrzesik triumfował. Przemawiał z wysokości sceny na placu ratuszowym w Bielsku-Białej, gdzie kilka tysięcy kibiców Podbeskidzia hucznie fetowało pierwszy w historii awans do ekstraklasy. Piłkarze mogli się poczuć jak gwiazdy - przejechali przez miasto otwartym autobusem, a tłum skandował ich nazwiska. Dwa miesiące później prezes Okrzesik triumfował jeszcze bardziej - klubowi udało się wygrać batalię z komisją licencyjną o grę w Bielsku-Białej. Jeszcze 30 dni i... prezesa już w klubie nie było. A w końcówce roku z klubu wyrzucano już ludzi z nim związanych, oraz usuwano fragmenty wywiadu, w których Robert Kasperczyk ciepło się o nim wypowiadał. Coś ty bielszczanom zrobił, Okrzesiku?

"Janosik" wzięty do serca
Podbeskidzie przesiąknęło melodią z "Janosika" graną przed każdym meczem w Bielsku-Białej. Drużyna uwierzyła, że ma w ekstraklasie pełnić taką rolę, jak ten tatrzański góral. Co z tego wyszło? Dwukrotne ogranie Wisły w Krakowie i jej wyeliminowanie z Pucharu Polski, zwycięstwo na Łazienkowskiej z Legią Warszawa, dwa remisy z Lechem Poznań. Powiedzenie ma jednak dwa człony. Bogatym zabierali, ale... biednym dawali. GKS Bełchatów w meczu z Podbeskidziem wyrównał najwyższy wynik w swojej historii występów w ekstraklasie, ŁKS Łódź odniósł jedno z nielicznych zwycięstw, a wiosną swoje na "Góralach" zdobyły słaba wówczas Termalika Nieciecza, czy KSZO Ostrowiec Świętokrzyski i Dolcan Ząbki.

Dwie historie romantyczne...
... czyli Tomasz Górkiewicz i Sylwester Patejuk. Pierwszy stał się specjalistą od grania z polskimi potentatami. W strzelaniu bramek Wiśle Kraków i Legii Warszawa nie przeszkadzał mu fakt, że jest obrońcą. Historię drugiego, który jeszcze niedawno grał w A klasie i pracował jako elektryk, zna już bez mała cała Polska. Wystarczyło strzelić przewrotką na Łazienkowskiej i w każdym meczu grać tak, jakby od tego zależało jego życie. No, i dzięki nim wielu piłkarzy-amatorów może teraz uwierzyć w siebie. Ekstraklasa nie jest aż tak daleko...
autor: Michał Trela

Przeczytaj również