Kołodziej: Pobyt w Górniku wspominam w samych pozytywach

02.11.2011
- Nie uważam, żeby moje przejście do Górnika Zabrze było błędem. To był dla mnie sportowy awans, a Górnik to przecież jedna z największych marek w Polsce - mówi Dariusz Kołodziej, gracz Podbeskidzia.
Ten środkowy pomocnik jest jednym z trzech graczy bielszczan - obok Piotra Malinowskiego i Adriana Sikory - którzy w przeszłości bronili barw zabrzańskiego klubu. Jego przypadek był jednak wyjątkowy. Z Bielska odchodził  jako gwiazda I ligi, po tym jak strzelił 14 goli w sezonie 2007/2008. Do Zabrza trafił za darmo, bo w Podbeskidziu skończył mu się kontrakt. Tymczasem w ekstraklasie zagrał 22 mecze, w tym tylko dwa pełne, w których strzelił trzy gole i już po sezonie zakończonym spadkiem z ekstraklasy z powrotem był w Podbeskidziu. Tyle, że "Górale" musieli już za niego zapłacić, bo uczynił jeden z ówczesnych sponsorów klubu.

W piątkowej potyczce przeciwko byłemu klubowi 29-latek jednak nie zagra, bowiem leczy kontuzję, której doznał w meczu z Legią Warszawa. - Nie ma na to szans. Rehabilitacja przebiega poprawnie, wszystko idzie zgodnie z planem i od stycznia powinienem normalnie brać udział w przygotowaniach do rundy wiosennej - informuje zawodnik. Choć po powrocie do Bielska-Białej nie powtórzył strzeleckich osiągnięć z sezonu 2007/2008, nie zgadza się z tezą, że wyjazd do Górnika znacząco przyhamował jego karierę.



- Zawsze będę bardzo dobrze wspominał ten klub. To jedna z największych marek w Polsce. Może teraz nie idzie mu już taki jak dawniej, ale i tak był to dla mnie sportowy awans. Szkoda, że potrwało to tylko rok, lecz trafiłem ligę wyżej, zaliczyłem tam debiut w ekstraklasie - przypomina. Nie uważa też, że jego forma po powrocie drastycznie spadła. - Najlepsze jest to, że w pierwszym sezonie po tym jak ponownie przyszedłem do Bielska strzeliłem siedem bramek, a wszyscy mówią, że to były nieudane rozgrywki w moim wykonaniu. Pokażcie mi pomocnika, który zdobywa tyle goli! Może chodzi o to, że cele były zupełnie inne, bo mieliśmy walczyć o awans, a graliśmy o utrzymanie? No, ale to już nie tylko moja wina, a gdyby nie te siedem bramek mogliśmy być w zupełnie innym miejscu. Takie jest prawo kibiców i dziennikarzy... - denerwuje się Kołodziej.

Jeśli mowa o prawie kibiców, to również fani z Zabrza nie byli zachwyceni, gdy Kołodziej odchodził po spadku, jako jeden z nielicznych piłkarzy. Niektórzy mówili, że ucieka jak szczur z tonącego okrętu. Czy Kołodziej nie żałuje, że nie został i nie powalczył z zabrzanami o powrót do elity? - U mnie było inaczej, niż wielu myśli. Ja musiałem odejść, bo zmuszały mnie do tego sprawy pozasportowe, a konkretnie rodzinne. Musiałem wrócić i ludzie z Zabrza, z którymi później rozmawiałem, to rozumieli. To nie było tak, że Górnik mi nie pasował, więc uciekłem. Zresztą, najlepszym dowodem jest to, że odszedłem do tej samej ligi i to do klubu, który zajął niższe od zabrzan miejsce - tłumaczy pomocnik.

W piątek Kołodziej spotkanie obejrzy z trybun, jednak w Górniku wciąż gra kilku zawodników, z którymi występował w jednej drużynie. Przed kim szczególnie ostrzegłby kolegów? - Tam jest wielu dobrych graczy. Przy stałych fragmentach gry trzeba będzie zwrócić uwagę na Adama Banasia i Michała Pazdana. Tomasz Zahorski to naprawdę groźny napastnik, zaś Mariusz Przybylski dobrze spisuje się jako defensywny pomocnik. Myślę jednak, że pokonamy ich drużyną. Zadecyduje kolektyw... - kończy Dariusz Kołodziej.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również