Kluczbork - Podbeskidzie 1-3. Reaktywacja "Górali". Kapitalny Rocki!
11.11.2009
- Pomyślałem sobie w przerwie, że skoro ostatnio po pierwszych połowach zawsze prowadziliśmy, by ostatecznie kończyć w roli pokonanych, to dzisiaj musi być odwrotnie - zaznaczał Piotr Bagnicki. Stało się i to w stylu, jakiego "Górale" nie prezentowali już od dawna. Dość powiedzieć, że trzecie trafienie padło po strzale Rockiego bezpośrednio z narożnika boiska! Grupce 30 kibiców z Bielska-Białej od razu przypomniało się trafienie Goncerza ze starcia z GKS-em Katowice. Od minionej środy bielszczanie przeszli już jednak metamorfozę.
Proces rozmontowywania beniaminka z Kluczborka rozpoczął wspomniany Bagnicki, który pojawił się na murawie już w trakcie drugiej połowy. - Przyjęciem piłki udało mi się zwieść od razu dwóch rywali, a że bramkarz zostawił mi po długim słupku trochę wolnego miejsca... - opisywał napastnik Podbeskidzia. Bramki pozazdrościł mu Konieczny. Jeden z najlepszych aktorów tego widowiska wyskoczył najwyżej do dośrodkowania z rzutu rożnego Świerblewskiego. Ten z kolei zmarnował w międzyczasie "setkę". Goście byli w dużym gazie.
- Po prostu byliśmy lepsi piłkarsko - Sławomir Cienciała, kapitan "Górali", miał jasne wytłumaczenie dominacji swojego zespołu. Choć ta nie trwała pełne 90 minut. Do MKS-u należał ostatni kwadrans pierwszej części gry. Wtedy to sytuacje sam na sam z Linką marnowali Półchłopek i Sobota. Część obrońców drużyny z Bielska-Białej wyraźnie drzemała. Nie obudziła się również, gdy Sobota rozpoczął kolejną z kontr. Ostatecznie piłka - za sprawą świetnego podania Nitkiewicza - trafiła do Niziołka, który ze spokojem umieścił ją w siatce.
Mocno zestresowany musiał być Tomasz Świderski. Ale nie ma co się dziwić, skoro... - Przed meczem powiedziałem chłopakom, że nie ogolę się dopóki nie wygrają ligowego pojedynku - śmiał się trener gości. - Powtarzamy sobie trzy słowa: cierpliwość, odpowiedzialność, wiara. Dzisiaj dołożyliśmy do nich jeszcze jedno: determinacja - triumfował Świderski. To pozwoliło "Góralom" nie stoczyć się na dno, jakim byłaby dla nich lokata w strefie spadkowej. Miejscowi z kolei jeszcze długo po ostatnim gwizdku nie mogli pogodzić się z porażką.
Proces rozmontowywania beniaminka z Kluczborka rozpoczął wspomniany Bagnicki, który pojawił się na murawie już w trakcie drugiej połowy. - Przyjęciem piłki udało mi się zwieść od razu dwóch rywali, a że bramkarz zostawił mi po długim słupku trochę wolnego miejsca... - opisywał napastnik Podbeskidzia. Bramki pozazdrościł mu Konieczny. Jeden z najlepszych aktorów tego widowiska wyskoczył najwyżej do dośrodkowania z rzutu rożnego Świerblewskiego. Ten z kolei zmarnował w międzyczasie "setkę". Goście byli w dużym gazie.
- Po prostu byliśmy lepsi piłkarsko - Sławomir Cienciała, kapitan "Górali", miał jasne wytłumaczenie dominacji swojego zespołu. Choć ta nie trwała pełne 90 minut. Do MKS-u należał ostatni kwadrans pierwszej części gry. Wtedy to sytuacje sam na sam z Linką marnowali Półchłopek i Sobota. Część obrońców drużyny z Bielska-Białej wyraźnie drzemała. Nie obudziła się również, gdy Sobota rozpoczął kolejną z kontr. Ostatecznie piłka - za sprawą świetnego podania Nitkiewicza - trafiła do Niziołka, który ze spokojem umieścił ją w siatce.
Mocno zestresowany musiał być Tomasz Świderski. Ale nie ma co się dziwić, skoro... - Przed meczem powiedziałem chłopakom, że nie ogolę się dopóki nie wygrają ligowego pojedynku - śmiał się trener gości. - Powtarzamy sobie trzy słowa: cierpliwość, odpowiedzialność, wiara. Dzisiaj dołożyliśmy do nich jeszcze jedno: determinacja - triumfował Świderski. To pozwoliło "Góralom" nie stoczyć się na dno, jakim byłaby dla nich lokata w strefie spadkowej. Miejscowi z kolei jeszcze długo po ostatnim gwizdku nie mogli pogodzić się z porażką.
Polecane
I liga