Kasperczyk: Nie umiemy inaczej grać. Pokazał to mecz z Piastem
03.03.2011
Oglądający ćwierćfinałowy mecz Pucharu Polski pomiędzy Wisłą Kraków a Podbeskidziem Bielsko-Biała, kibice i dziennikarze, a także uczestniczący w nim piłkarze i trenerzy, podkreślali, że bielszczanie zagrali przy ulicy Reymonta nad wyraz odważnie, tak jak boi się wystąpić większość zespołów ekstraklasy. - Zaskoczyliśmy ich, bo nikt przeciw nim tak nie gra. Dzięki temu, że nie było asekuranctwa, sprawiliśmy, że nie stała się widoczna różnica pomiędzy ekstraklasą a I ligą - twierdzi Piotr Malinowski, zdobywca zwycięskiej bramki.
- My nie umiemy inaczej grać. W lipcu obrałem sobie taką strategię i do niej dobierałem ludzi, także pod względem charakterologicznym. Jesienią ofensywna gra z dwoma napastnikami przyniosła efekt, więc nie powinniśmy tego zmieniać. Gdybym nagle wymyślił sobie, że mamy w Krakowie zagrać ustawieniem 4-5-1, zagęszczać środek pola i nakazać niski pressing, to sam bym sobie strzelił w kolano. Jesienią tylko raz spróbowałem gry jednym napastnikiem, przez 45 minut pucharowego meczu z Piastem Gliwice, i chłopcy się męczyli. Na Wiśle mogło się to skończyć różnie, ale udało się - tłumaczy Kasperczyk.
Szkoleniowiec Podbeskidzia, podobnie jak Malinowski, zwraca uwagę na element zaskoczenia. - Jesteśmy jedynym I-ligowcem w stawce, więc Wisła spodziewała się pewnie jakiegoś cofniętego, broniącego się zespołu - mówi. - Tak wyglądamy, gdy przeciwnik gra z nami w piłkę. Niestety, w lidze, zwłaszcza u nas w Bielsku, zespoły murują bramkę i nie da się pokazać z tak dobrej strony. Pamiętajmy jednak, że zrobiliśmy tylko pierwszy krok i do półfinału Pucharu Polski jest jeszcze daleka droga - studzi nastroje trener.
- My nie umiemy inaczej grać. W lipcu obrałem sobie taką strategię i do niej dobierałem ludzi, także pod względem charakterologicznym. Jesienią ofensywna gra z dwoma napastnikami przyniosła efekt, więc nie powinniśmy tego zmieniać. Gdybym nagle wymyślił sobie, że mamy w Krakowie zagrać ustawieniem 4-5-1, zagęszczać środek pola i nakazać niski pressing, to sam bym sobie strzelił w kolano. Jesienią tylko raz spróbowałem gry jednym napastnikiem, przez 45 minut pucharowego meczu z Piastem Gliwice, i chłopcy się męczyli. Na Wiśle mogło się to skończyć różnie, ale udało się - tłumaczy Kasperczyk.
Szkoleniowiec Podbeskidzia, podobnie jak Malinowski, zwraca uwagę na element zaskoczenia. - Jesteśmy jedynym I-ligowcem w stawce, więc Wisła spodziewała się pewnie jakiegoś cofniętego, broniącego się zespołu - mówi. - Tak wyglądamy, gdy przeciwnik gra z nami w piłkę. Niestety, w lidze, zwłaszcza u nas w Bielsku, zespoły murują bramkę i nie da się pokazać z tak dobrej strony. Pamiętajmy jednak, że zrobiliśmy tylko pierwszy krok i do półfinału Pucharu Polski jest jeszcze daleka droga - studzi nastroje trener.
Polecane
I liga