Kapitanowi "Górali" transfer przejdzie koło nosa, czyli... nic nowego

18.01.2010
- Tej zimy pojawił się temat Odry Wodzisław, pół roku temu był GKS Bełchatów, a wcześniej zapytania, o których media nic nie wiedzą - uśmiecha się Sławomir Cienciała, obrońca Podbeskidzia.
Wszystko wskazuje na to, że Sławomir Cienciała nie trafi tej zimy do Wodzisławia. Przeszkodą okazała się klauzula odstępnego, jaką prawy obrońca ma w umowie z Podbeskidziem. - Temat uznam za zamknięty, gdy oznajmi mi to trener Brosz. Na razie niczego takiego z jego ust nie usłyszałem, więc nadal czekam. Z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że na rynku jest tak wielu graczy, których można mieć za darmo... - kapitan "Górali" jest realistą. Ale nie może być inaczej, skoro fiasko przymiarek do przedstawicieli elity to dla niego niemalże... chleb powszedni.

Sytuacja powtarza się praktycznie co pół roku... Przykładowo, minionego lata mówiło się wiele o GKS-ie Bełchatów. - Wcześniej było sporo zapytań z innych klubów, o czym media nie wiedzą - uśmiecha się Cienciała. - Często bywa tak, że trenerzy, szukając piłkarza na konkretną pozycję, kontaktują się z wieloma kandydatami, a dopiero potem wybierają najlepszą opcję. Dlatego do takich spraw trzeba podchodzić spokojnie, a nie od razu sprawdzać na mapie, gdzie leży dane miasto. A zdarzyło mi się tak robić - śmieje się były gracz Beskidu Skoczów.

- Z każdym rokiem moje szanse na grę na najwyższym szczeblu maleją. Nie mam jednak zamiaru prosić się o angaż. Zresztą, cierpliwość popłaca. Świetny przykład dał mi Maciek Szmatiuk, który też zaliczył kilka nieudanych podejść na salony. Ale w końcu się udało i teraz jest już podstawowym piłkarzem Arki Gdynia - zauważa Cienciała, zawodnik 27-letni. Kilka spekulacji na temat transferu do lepszego klubu zdąży więc pewnie jeszcze usłyszeć...
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również