Kapitan Podbeskidzia: Mamy nadzieję, że prezes wie co robi
04.01.2013
Zwolnienie Marcina Sasala było zaskoczeniem nie tylko dla dziennikarzy i kibiców, ale także dla piłkarzy, którzy wczoraj rozpoczęli przygotowania. - Na pewno się tego nie spodziewaliśmy, ale cóż, takie jest życie - mówi Sokołowski.
Jak jego zdaniem wyglądały relacje drużyny z trenerem? - Moim zdaniem zaczynało się robić dobrze. Uważam, że współpraca przebiegała bez zarzutu, dlatego mamy nadzieję, że prezes wie, co robi, bo teraz jest przecież bardzo ważny okres dla Podbeskidzia - dodaje.
Sasal jest uznawany za człowieka trudnego, a w ankiecie Canal+ przeprowadzonej wśród piłkarzy wygrał kategorię "Trener, z którym najbardziej nie chciałbym pracować". - Mam wrażenie, że większość z tych, którzy tak zagłosowali, nigdy z trenerem Sasalem nie współpracowała. Oni mówią o nim najgorzej. Uważam, że to nie jest szkoleniowiec nieprzystępny czy trudny. Ma swoje racje, które stara się udowodnić, tak jak każdy inny trener i tyle - mówi kapitan.
Od momentu objęcia przez Wojciecha Boreckiego fotela prezesa Podbeskidzia, w klubie sporo się dzieje. Podobnie jak kibice, Sokołowski wiąże z nim spore nadzieje. - Pamiętam współpracę z nim tutaj w Bielsku. To są miłe wspomnienia, bo robiliśmy awans za awansem, a ja się mocno przy nim rozwinąłem. Trenerem był dobrym, a jakim będzie prezesem, to się dopiero okaże. To na pewno człowiek, który zna się na sporcie i jest przedsiębiorcą, co jest dobrym połączeniem. Ma jakąś koncepcję, co widać. Mi tylko zależy na tym, żeby klub walczył o utrzymanie, a nie poddawał się. Prezydent, prezes i wszyscy powinni walczyć, bo szansa jeszcze jest - przekonuje prawy obrońca.
Póki co, wszystkie ruchy wskazują jednak na to, że bielszczanie budują skład na I ligę. - Nie chcę mówić, na co mi to wygląda. Są dwie drogi żeby się utrzymać. Można grać doświadczonymi zawodnikami i można grać młodzieżą. Myślę, że można to połączyć, spotkać się gdzieś w połowie drogi i wtedy szanse na powodzenie są duże - twierdzi.
Tymczasem jednak klub pozbył się kilku doświadczonych piłkarzy w tym Sławomira Cienciały, legendy "Górali". - Nie ukrywam, że jestem zaskoczony, bo podobno była dla niego przygotowana umowa. Miał ją przedłużyć. Cóż, taka była decyzja prezesa - wzdycha "Sokół".
Czy jednak on, przy takim odmładzaniu składu, nie boi się o miejsce w drużynie? - Raczej nie mam takich obaw. Ja już trochę pograłem, więc jeśli ktoś będzie lepszy ode mnie, albo powiedzą mi, że ze mnie rezygnują, to po prostu to zrobią - kończy Sokołowski.
Jak jego zdaniem wyglądały relacje drużyny z trenerem? - Moim zdaniem zaczynało się robić dobrze. Uważam, że współpraca przebiegała bez zarzutu, dlatego mamy nadzieję, że prezes wie, co robi, bo teraz jest przecież bardzo ważny okres dla Podbeskidzia - dodaje.
Sasal jest uznawany za człowieka trudnego, a w ankiecie Canal+ przeprowadzonej wśród piłkarzy wygrał kategorię "Trener, z którym najbardziej nie chciałbym pracować". - Mam wrażenie, że większość z tych, którzy tak zagłosowali, nigdy z trenerem Sasalem nie współpracowała. Oni mówią o nim najgorzej. Uważam, że to nie jest szkoleniowiec nieprzystępny czy trudny. Ma swoje racje, które stara się udowodnić, tak jak każdy inny trener i tyle - mówi kapitan.
Od momentu objęcia przez Wojciecha Boreckiego fotela prezesa Podbeskidzia, w klubie sporo się dzieje. Podobnie jak kibice, Sokołowski wiąże z nim spore nadzieje. - Pamiętam współpracę z nim tutaj w Bielsku. To są miłe wspomnienia, bo robiliśmy awans za awansem, a ja się mocno przy nim rozwinąłem. Trenerem był dobrym, a jakim będzie prezesem, to się dopiero okaże. To na pewno człowiek, który zna się na sporcie i jest przedsiębiorcą, co jest dobrym połączeniem. Ma jakąś koncepcję, co widać. Mi tylko zależy na tym, żeby klub walczył o utrzymanie, a nie poddawał się. Prezydent, prezes i wszyscy powinni walczyć, bo szansa jeszcze jest - przekonuje prawy obrońca.
Póki co, wszystkie ruchy wskazują jednak na to, że bielszczanie budują skład na I ligę. - Nie chcę mówić, na co mi to wygląda. Są dwie drogi żeby się utrzymać. Można grać doświadczonymi zawodnikami i można grać młodzieżą. Myślę, że można to połączyć, spotkać się gdzieś w połowie drogi i wtedy szanse na powodzenie są duże - twierdzi.
Tymczasem jednak klub pozbył się kilku doświadczonych piłkarzy w tym Sławomira Cienciały, legendy "Górali". - Nie ukrywam, że jestem zaskoczony, bo podobno była dla niego przygotowana umowa. Miał ją przedłużyć. Cóż, taka była decyzja prezesa - wzdycha "Sokół".
Czy jednak on, przy takim odmładzaniu składu, nie boi się o miejsce w drużynie? - Raczej nie mam takich obaw. Ja już trochę pograłem, więc jeśli ktoś będzie lepszy ode mnie, albo powiedzą mi, że ze mnie rezygnują, to po prostu to zrobią - kończy Sokołowski.
Polecane
Ekstraklasa