Kapitan Podbeskidzia: Chwała "Demiemu", ale to zasługa całej drużyny

15.04.2013
Gdyby nie Robert Demjan, Podbeskidzie pewnie nie miałoby już o co walczyć. Koledzy doceniają jego wyczyny i cieszą się na możliwość, że będą mieli w szatni króla strzelców, ale podkreślają, że sam meczów nie wygrywa.
Jacek Wiśniewski przekonywał, że Demjan sam meczu nie wygra. Wczoraj jednak znów jego indywidualny błysk dał bielszczanom trzy punkty. - Super, że tak strzela. Chwała "Demiemu" i możemy mieć za chwilę króla strzelców w szatni, ale to też zasługa całego zespołu - podkreśla - jak przystało na kapitana - Marek Sokołowski.

Jego zdaniem, bielszczanie celowo cofnęli się w drugiej połowie, bo bezbramkowy remis na boisku drużyny walczącej o puchary nie byłby dla nich zły. - Chcieliśmy tu oczywiście wygrać i udało nam się, ale ciężko sobie na to zapracowaliśmy. Graliśmy bardzo konsekwentnie w obronie i skupiliśmy się na tym, żeby Górnik nie stwarzał żadnych sytuacji. Liczyliśmy na tę jedną swoją. W drugiej połowie jeszcze bardziej koncentrowaliśmy się na defensywie, bo 0-0 też nie było złym wynikiem, ale cały czas wierzyliśmy, że uda się skontrować. Teraz tracimy więc do Pogoni tylko pięć punktów. Super, lecz trener mówił, żeby w tym momencie nie patrzeć na tabelę, tylko zbierać punkty, a zacząć zaglądać dopiero na dwie-trzy kolejki przed końcem - wyjaśnia "Sokół".

O tym, że było to bardzo ciężkie spotkanie, przekonuje też Adam Deja, 20-latek zmieniony już w przerwie. - Górnik w drugiej połowie nas przycisnął, ostatnie 15 minut toczyło się już praktycznie na naszej połowie, ale udało nam się skontrować i trzy punkty jadą do Bielska. Trener mnie zmienił, bo bał się, że dostanę czerwoną kartkę. Miałem już żółtą na koncie i każdy faul mi groził - mówi zawodnik, który drugi raz z rzędu zagrał w podstawowym składzie. - Bardzo dobrze mi się gra w ekstraklasie, powoli się przystosowuję. Trzeba grać szybciej niż w II lidze i myślę, że z czasem będzie mi to coraz lepiej wychodzić - dodaje piłkarz, którego jego były trener Zbigniew Smółka przyrównał do Michela Platiniego. W pierwszej połowie Deja miał okazję, by pokazać swój groźny strzał z dystansu, ale spudłował. - Niby miałem piłkę 20 metrów na wprost bramki, ale gdybym tak jeszcze miał ją na prawej nodze - wzdycha.

Bohater meczu był natomiast zmęczony, ale szczęśliwy. - Bardzo ciężko się tu grało przeciwko obrońcom Górnika, ale pomagali mi "Malinka" i Damian Chmiel. Po przerwie nas już trochę przycisnęli, ale udało się. Czy trafię do Zabrza latem? Będę się zastanawiał po sezonie - kończy Robert Demjan.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również