Kapitan Korony: Podbeskidzie gra najprostszymi środkami
29.03.2013
Mecz Podbeskidzia z Koroną zaczął się... jak zwykle, od trafienia Macieja Korzyma. Ten napastnik ma na bielszczan patent, bo strzelał im gole we wszystkich czterech spotkaniach obu drużyn w ekstraklasie. - Nie wiem, czy patent. Może po prostu mam do nich szczęście - zastanawia się. - Bramka by smakowała, gdyby dała trzy punkty. Z przebiegu całego meczu, trzeba szanować ten remis, bo pierwsza połowa była w miarę niezła, ale w drugiej nas "nie było". Nie wiem, z czego to wynikało. Może w psychice siedziało coś takiego, że mamy niby spokojny wynik. Tyle, że straciliśmy bramkę i zaczął się robić "smród" - dodaje.
Na podłoże psychiczne zwracają też uwagę dwaj obrońcy Korony - Paweł Golański i Tomasz Lisowski. - Wydaje mi się, że po strzeleniu bramki trochę za mocno się cofnęliśmy. Najpierw próbowaliśmy strzelić drugą bramkę, jeszcze poprawić wynik, ale po przerwie chyba podświadomie poczuliśmy, że trzeba się cofnąć i straciliśmy na 1-1 - mówi Lisowski. Wtóruje mu były reprezentacyjny prawy obrońca. - Chcieliśmy strzelić drugą bramkę i grać dalej tak, jak od początku, lecz chyba gdzieś w podświadomości tkwiło, że nie wygraliśmy już dziewięciu meczów na wyjeździe i chcieliśmy po prostu dowieźć wynik - zaznacza Golański.
Po wyrównaniu, momentami było gorąco pod bramką Korony, dlatego kielczanie raczej podkreślają, że szanują ten punkt. - Już po stracie gola, zdawaliśmy sobie sprawę, że czeka nas bardzo ciężki mecz, bo Podbeskidzie teraz na nas ruszy. Musieliśmy grać z kontry. Było parę sytuacji, w których, gdybyśmy zachowali zimną krew przy ostatnim podaniu, wyszlibyśmy sam na sam z bramkarzem. Trzeba się cieszyć z chociaż punktu. Teraz mamy u siebie GKS Bełchatów. Trzeba zrobić wszystko, by wygrać i sytuacja w tabeli będzie dobra - twierdzi Golański.
Podobnie mówi kapitan kielczan. - Trzeba uszanować ten punkt. Chociaż szkoda, bo jak się wygrywa na wyjeździe, to trzeba to dowieźć do końca. Podbeskidzie nie miało jakichś klarownych sytuacji. Wiemy doskonale, na czym oni bazują. Nie rozklepali nas ani razu, grali długą piłką, a to jest najprostszy środek na polską ligę. Tym bardziej boli, że nie mogliśmy sobie z tym poradzić. Wiemy, jak się gra na wyjazdach. Trzeba teraz spokojnie spędzić święta i przygotować się do kolejnego ciężkiego spotkania. Remis z Podbeskidziem jest raczej sprawiedliwy - kończy Tomasz Lisowski.
Na podłoże psychiczne zwracają też uwagę dwaj obrońcy Korony - Paweł Golański i Tomasz Lisowski. - Wydaje mi się, że po strzeleniu bramki trochę za mocno się cofnęliśmy. Najpierw próbowaliśmy strzelić drugą bramkę, jeszcze poprawić wynik, ale po przerwie chyba podświadomie poczuliśmy, że trzeba się cofnąć i straciliśmy na 1-1 - mówi Lisowski. Wtóruje mu były reprezentacyjny prawy obrońca. - Chcieliśmy strzelić drugą bramkę i grać dalej tak, jak od początku, lecz chyba gdzieś w podświadomości tkwiło, że nie wygraliśmy już dziewięciu meczów na wyjeździe i chcieliśmy po prostu dowieźć wynik - zaznacza Golański.
Po wyrównaniu, momentami było gorąco pod bramką Korony, dlatego kielczanie raczej podkreślają, że szanują ten punkt. - Już po stracie gola, zdawaliśmy sobie sprawę, że czeka nas bardzo ciężki mecz, bo Podbeskidzie teraz na nas ruszy. Musieliśmy grać z kontry. Było parę sytuacji, w których, gdybyśmy zachowali zimną krew przy ostatnim podaniu, wyszlibyśmy sam na sam z bramkarzem. Trzeba się cieszyć z chociaż punktu. Teraz mamy u siebie GKS Bełchatów. Trzeba zrobić wszystko, by wygrać i sytuacja w tabeli będzie dobra - twierdzi Golański.
Podobnie mówi kapitan kielczan. - Trzeba uszanować ten punkt. Chociaż szkoda, bo jak się wygrywa na wyjeździe, to trzeba to dowieźć do końca. Podbeskidzie nie miało jakichś klarownych sytuacji. Wiemy doskonale, na czym oni bazują. Nie rozklepali nas ani razu, grali długą piłką, a to jest najprostszy środek na polską ligę. Tym bardziej boli, że nie mogliśmy sobie z tym poradzić. Wiemy, jak się gra na wyjazdach. Trzeba teraz spokojnie spędzić święta i przygotować się do kolejnego ciężkiego spotkania. Remis z Podbeskidziem jest raczej sprawiedliwy - kończy Tomasz Lisowski.
Polecane
Ekstraklasa