Kapitan "Górali": Jak teściowa wpadnie w przedświąteczny amok...

24.12.2010
- Wigilia to jedyna taka okazja w roku, kiedy można skosztować wszystkiego. Jest pełna dowolność. Byle tylko się nie przejeść - mówi Sławomir Cienciała, obrońca Podbeskidzia Bielsko-Biała.
Na boisku prawy obrońca "Górali" jest zawsze aktywny, nie unika włączania się do akcji ofensywnych. W czasie przedświątecznych przygotowań jego rola trochę się zmienia. - Pozostaję raczej bierny w tych wszystkich pracach. Co najwyżej kilka pierogów podkleję - przyznaje się. Natychmiast znajduje jednak coś na swoje usprawiedliwienie. - Kiedy moja teściowa wpadnie w taki przedświąteczny amok, nikomu nie pozwoli nic zrobić w kuchni - mówi.

- Święta spędzam trochę ze swoją rodziną, a trochę z narzeczoną i jej bliskimi. Odwiedzamy się wszyscy, bo chcemy w tym czasie być jak najbliżej siebie - tłumaczy. Wbrew przypuszczeniom, kolacja wigilijna piłkarza nie różni się od tej, którą spożywają "zwykli" ludzie. - To jeden taki dzień w roku, kiedy można skosztować wszystkiego. Jest pełna dowolność. Trzeba tylko uważać, żeby sobie nie zrobić krzywdy, czyli się nie przejeść - twierdzi kapitan bielszczan. - Najchętniej jadam barszcz z krokietem. No i jeszcze pierogi! Jak teściowa zrobi, to palce lizać - zachwyca się.

Wraz ze świętami, przyjdą też życzenia. Co Cienciała chciałby usłyszeć podczas łamania się opłatkiem? - Chyba to, co każdy w Bielsku-Białej - żebyśmy wreszcie awansowali do tej ekstraklasy. A dla siebie prywatnie, żebym był zdrowy, bo to najważniejsze dla piłkarza - kończy.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również