"Jeśli Podbeskidzie się utrzyma, to czapki z głów, wielki szacunek"

15.04.2013
- Pod koniec meczu zobaczyliśmy, co to znaczy ambicja. Jak to się mówi - trzeba dać z wątroby, czyli więcej niż 100%. Podbeskidzie to zrobiło - podsumowuje Derbiki były trener Górnika i "Górali", Jan Żurek.
Jak podobał się panu pojedynek Górnika Zabrze z Podbeskidziem Bielsko-Biała?
Jan Żurek: To był naprawdę dobry mecz. W pierwszej połowie bardzo mi się podobał. Zmienne tempo, sytuacje. Przed przerwą kapitalnie grało Podbeskidzie, szczególnie Dariusz Łatka i Piotr Malinowski. Było kilka dobrych sytuacji. W drugiej "Górale" stracili impet, to Górnik dominował. Miał przewagę, ale nic z tego nie wynikało. Goście szybko wracali na swoją połowę większą ilością zawodników. Zabrzanie mieli inicjatywę, ale nie dochodziło do poważniejszych i groźnych okazji.
Pod koniec zobaczyliśmy, co to znaczy ambicja. Jak to się mówi - trzeba dać z wątroby, czyli więcej jak 100%. Podbeskidzie to zrobiło. Najpierw Damian Chmiel, jednak świetnie zachował się Łukasz Skorupski, a później Robert Demjan, o którym mówi się teraz dużo, kapitalnie wkręcił Oleksandra Szeweluchina. Mecz stał na dobrym poziomie, tylko Górnik przegrał, co by nie mówić - w derbowym spotkaniu.
Szkoda, że musiał zejść Olek Kwiek. W pierwszej części zastanawiałem się, gdzie on jest. Ostatnio to on kreował grę i grał bardzo, bardzo dobrze. Wyszedł jednak z urazem, musiał zejść. To było ważne, brakowało tego choreografa na boisku.

Podbeskidzie ma teraz pięć punktów straty do Pogoni Szczecin, z którą jeszcze zmierzy się w lidze.
- Na pytanie czy Podbeskidzie ma szanse, wszyscy kiwaliśmy głowami, że ich nie ma. Jeśli jednak ta drużyna się utrzyma, to czapki z głów, wielki szacunek. A tak może być - jeśli Legia Warszawa wygra z Pogonią, a zespół z Bielska-Białej pokona GKS Bełchatów, to się zbliżą na dwa punkty i wtedy to, co było nie możliwe, może stać się możliwe.

Wydaje mi się, że Podbeskidzie zagrało z większą ambicją niż Górnik, który zaprzepaścił szansę na powrót na podium.
- Górnik grał momentami jednostajnie, nie było odpowiedniej zmiany rytmu przeprowadzanych akcji. Nie można powiedzieć, że zabrzanie nie walczyli. Chłopcy starali się, ale brakowało tej determinacji, którą było widać u "Górali", a ona jest potrzebna, bo trzeba dać z siebie więcej, jeśli chce się osiągnąć wynik.

Kibice po końcowym gwizdku śpiewali: "Chcemy pucharów". Może to wywołać dodatkową presję wśród zawodników?
- To jest urok piłki. Górnik przegrał, ale dalej jest w czołówce, nie ma dużych strat. Wszystko jest możliwe, trzeba myśleć już o kolejnym spotkaniu - dobrze, przegraliśmy z Podbeskidziem, mecz nam się nie ułożył, ale jedziemy dalej. W Zabrzu zawsze są duże oczekiwania. Tak, jak rośnie nam stadion, tak samo rosną apetyty. Szczególnie po bardzo udanej jesieni. Trzeba jednak też wyważyć pewne rzeczy, ale oczywiście można być niezadowolonym z porażek.

Widzi pan Górnik w pucharach? Wielu jest zdania, że w Europie powinny reprezentować nas kluby poukładane organizacyjnie i finansowo.
- Trzeba systematycznie robić pewne rzeczy - budować drużynę, stawiać kolejne cele. Ja przypominam sobie, że już nie takie drużyny grały w pucharach. To zawsze jest spełnienie marzeń, sukcesy, pokazanie się w Europie. To nowy napęd - może być więcej kibiców, sponsorów, itd. Klub musi stawiać sobie cel. Jest szansa. Będą? OK. Nie? Trzeba dalej dążyć do tego, budować mocny zespół, który na tym nowym stadionie zagra właśnie w pucharach. Tak trzeba myśleć.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również