"Jesienią w Podbeskidziu nie wszyscy szli w tym samym kierunku"
26.02.2013
Pracował pan w Podbeskidziu Bielsko-Biała od października zeszłego roku do grudnia. Dlaczego tak krótko?
Mirosław Dreszer, były trener bramkarzy Podbeskidzia: - Podpisałem umowę na trzy miesiące jeszcze za starego zarządu. Dostałem obietnicę, że - jako iż od początku roku będzie nowy budżet - będziemy mogli rozmawiać o trochę korzystniejszych warunkach. Zgodziłem się na to, ale nie podejrzewałem, że po trzech miesiącach dojdzie do takich radykalnych zmian.
Trener bramkarzy to nie jest jednak jakaś gorąca posada, zazwyczaj zmiana prezesa nie wpływa na jej obsadę...
- Prezes Borecki nie zechciał się ze mną w ogóle skontaktować. Wypadałoby po prostu zadzwonić i powiedzieć: "Nie przedłużamy umowy, jest tak i tak, nie podoba nam się to i to". Do tej pory nie otrzymałem żadnego telefonu. Ja wiem, że krótko tam pracowałem, ale i tak... jakoś tak głupio. Dopiero 3 stycznia dowiedziałem się od jakiejś tam osoby, że nie przedłużą ze mną umowy. Zdziwiło mnie to, bo nic na to nie wskazywało. Miały być roszady w kadrze zespołu, jeśli chodzi o bramkarzy. Sam wskazywałem, jakie rozwiązania byłyby najlepsze, ale nie było to niestety możliwe... Trener Kubicki dzwonił nawet do mnie i spytał: "Mirek, czym tu tak podpadłeś?". No, ale sęk w tym, że ja właśnie nie wiem! Widocznie nie pasowałem.
Wiem, że to był krótki czas, ale jak pan wspomina okres spędzony w Podbeskidziu?
- Starałem się swoją pracę wykonywać jak najlepiej, ale to naprawdę nie były łatwe trzy miesiące. Dość powiedzieć, że pracowałem z... trzema trenerami. To też nie jest normalne. Było dużo zawirowań. Traciliśmy naprawdę głupie bramki, takie, jakie nie miały prawa paść. No i nie wszyscy jesienią szli w jednakowym kierunku... Nie chcę jednak tego rozwijać.
Dobrze, więc proszę powiedzieć, jaki był pana plan względem Mateusza Bąka. Czy pan też by się go pozbył?
- Zanim pracowałem w Bielsku-Białej, miałem o nim inne zdanie. Chciałem go nawet ściągnąć do Polonii Bytom, gdy jeszcze tam pracowałem. Ale gdy pracowałem w Podbeskidziu akurat nie miałem z nim za dobrych kontaktów. Ruchy zrobili dobre, takie, jak im wcześniej podpowiadałem. Ci bramkarze, którzy odeszli, mieli odejść...
Co pan jeszcze zimą polecał?
- Mówiłem, że Rysiek Zajac musi zostać, bo to naprawdę bardzo dobry bramkarz. Wtedy nie miał szczęścia, a ono jest bramkarzowi bardzo potrzebne, za to z Jagiellonią bielszczanie zagrali już znakomicie i on też. Potrzebny był też - moim zdaniem - jeden bramkarz, który będzie go deptał po piętach i jeden młody, do nauki.
Krzysztof Baran i Piotr Adamek - pana zdaniem - spełniają te warunki?
- Barana widziałem jeszcze w Jagiellonii, zaś Adamka znam tylko z opinii kolegów. Nie byłoby fair, gdybym ich oceniał. Wybrali, jak wybrali. Baran powinien Zajacowi "dreptać po plecach", ale Richard powinien zostać numerem jeden. Chyba, że zdarzyłaby mu się jakaś kontuzja czy słabsza dyspozycja, lecz w to wątpię.
Zajac ma jednak już 37 lat. Pana zdaniem jest w stanie jeszcze kilka sezonów pograć na podobnym poziomie?
- Widywałem go codziennie, pracowaliśmy razem. To bardzo fajny, pozytywny chłopak. Bardzo dobry motorycznie. Moim zdaniem może spokojnie pobronić jeszcze przez dwa-trzy lata.
Rozmawiał Michał Trela.
Mirosław Dreszer, były trener bramkarzy Podbeskidzia: - Podpisałem umowę na trzy miesiące jeszcze za starego zarządu. Dostałem obietnicę, że - jako iż od początku roku będzie nowy budżet - będziemy mogli rozmawiać o trochę korzystniejszych warunkach. Zgodziłem się na to, ale nie podejrzewałem, że po trzech miesiącach dojdzie do takich radykalnych zmian.
Trener bramkarzy to nie jest jednak jakaś gorąca posada, zazwyczaj zmiana prezesa nie wpływa na jej obsadę...
- Prezes Borecki nie zechciał się ze mną w ogóle skontaktować. Wypadałoby po prostu zadzwonić i powiedzieć: "Nie przedłużamy umowy, jest tak i tak, nie podoba nam się to i to". Do tej pory nie otrzymałem żadnego telefonu. Ja wiem, że krótko tam pracowałem, ale i tak... jakoś tak głupio. Dopiero 3 stycznia dowiedziałem się od jakiejś tam osoby, że nie przedłużą ze mną umowy. Zdziwiło mnie to, bo nic na to nie wskazywało. Miały być roszady w kadrze zespołu, jeśli chodzi o bramkarzy. Sam wskazywałem, jakie rozwiązania byłyby najlepsze, ale nie było to niestety możliwe... Trener Kubicki dzwonił nawet do mnie i spytał: "Mirek, czym tu tak podpadłeś?". No, ale sęk w tym, że ja właśnie nie wiem! Widocznie nie pasowałem.
Wiem, że to był krótki czas, ale jak pan wspomina okres spędzony w Podbeskidziu?
- Starałem się swoją pracę wykonywać jak najlepiej, ale to naprawdę nie były łatwe trzy miesiące. Dość powiedzieć, że pracowałem z... trzema trenerami. To też nie jest normalne. Było dużo zawirowań. Traciliśmy naprawdę głupie bramki, takie, jakie nie miały prawa paść. No i nie wszyscy jesienią szli w jednakowym kierunku... Nie chcę jednak tego rozwijać.
Dobrze, więc proszę powiedzieć, jaki był pana plan względem Mateusza Bąka. Czy pan też by się go pozbył?
- Zanim pracowałem w Bielsku-Białej, miałem o nim inne zdanie. Chciałem go nawet ściągnąć do Polonii Bytom, gdy jeszcze tam pracowałem. Ale gdy pracowałem w Podbeskidziu akurat nie miałem z nim za dobrych kontaktów. Ruchy zrobili dobre, takie, jak im wcześniej podpowiadałem. Ci bramkarze, którzy odeszli, mieli odejść...
Co pan jeszcze zimą polecał?
- Mówiłem, że Rysiek Zajac musi zostać, bo to naprawdę bardzo dobry bramkarz. Wtedy nie miał szczęścia, a ono jest bramkarzowi bardzo potrzebne, za to z Jagiellonią bielszczanie zagrali już znakomicie i on też. Potrzebny był też - moim zdaniem - jeden bramkarz, który będzie go deptał po piętach i jeden młody, do nauki.
Krzysztof Baran i Piotr Adamek - pana zdaniem - spełniają te warunki?
- Barana widziałem jeszcze w Jagiellonii, zaś Adamka znam tylko z opinii kolegów. Nie byłoby fair, gdybym ich oceniał. Wybrali, jak wybrali. Baran powinien Zajacowi "dreptać po plecach", ale Richard powinien zostać numerem jeden. Chyba, że zdarzyłaby mu się jakaś kontuzja czy słabsza dyspozycja, lecz w to wątpię.
Zajac ma jednak już 37 lat. Pana zdaniem jest w stanie jeszcze kilka sezonów pograć na podobnym poziomie?
- Widywałem go codziennie, pracowaliśmy razem. To bardzo fajny, pozytywny chłopak. Bardzo dobry motorycznie. Moim zdaniem może spokojnie pobronić jeszcze przez dwa-trzy lata.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa