Jerzy Wolas: Ireneusz Jeleń nas... wyjelenił
16.12.2012
Atmosfera wokół prezesa Podbeskidzia Bielsko-Biała wyraźnie gęstnieje. Powoli zaczynają go krytykować wszyscy. O sytuację i widoki na przyszłość w ekipie "Górali" spytaliśmy Jerzego Wolasa, byłego prezesa bielszczan.
- Ja zostawiałem Glogazie drużynę z 24 punktami na koncie, a więc praktycznie utrzymaną. On przegrał dwie rundy. Wiosną był na ostatnim miejscu, teraz jest na przedostatnim - rozpoczyna Wolas. Jego lista zarzutów do obecnego prezesa Podbeskidzia jest spora. - On gada o korporacyjnym zarządzaniu? Prowadzę dwie firmy, jedną od 19, drugą od 22 lat i sobie radzę, ale klubem zarządzałem w sposób zupełnie inny niż nimi. Facet porusza się niestety w innym świecie. Piłka jest taka, że czasem trzeba podejmować decyzje błyskawicznie. Kupić, sprzedać, zaryzykować - mówi.
Były sternik "Górali" wytyka nietrafione transfery. - Niech pan zobaczy, jak oni trafili z transferami. Moim zdaniem trafili z Michalem Piterem-Buczką, tyle, że to zasługa menedżera Pawła Zimończyka, który reprezentował też Ondrzeja Szourka i praktycznie podmienił w klubie dwóch swoich gości. To rzeczywiście wyszło na dobre. Adamek? Podobnie jak Sasal mam wątpliwości, czy to jest ten format. On jest fajny, ale na 20 minut. Oni tymczasem przedłużyli kontrakt z Piotrem Malinowskim o dwa lata, kiedy on od roku nic nie gra. To jest tragedia. Dalej, Jeleń to wtopa kompletna. Jeleń nas... wyjelenił i to konkretnie, bo na grubą kasę. Wtedy pieniądze się znalazły - wytyka Wolas. - Opowiadanie, że jest w formie, bo biegał po lesie, więc jest przygotowany, jest śmieszne, nawet zakładając, że w ekstraklasie każdy może wygrać z każdym. Z takim Jeleniem nie było jednak szans - dodaje.
Latem pieniędzy na wzmocnienia jednak brakowało. - A do wzięcia byli Mąka czy Łukasiewicz. Antek by nam pomógł, bo był gotowy do gry. W przeciwieństwie do Pietrasiaka, po którym już na korytarzu było widać, że jest za ciężki - twierdzi były prezes bielszczan.
Jak wiadomo, Wolas uważa też, że trenera Roberta Kasperczyka zwolniono za późno. - Ostatni dzwonek był po meczu z Górnikiem Zabrze, kiedy były dwa tygodnie przerwy. Po co? Przecież widać było, że w szatni jest tragedia. Sukces się rodzi w szatni. To, co na boisku, jest tylko realizacją tego, co w szatni. A tam pod koniec wszystko już było rozłożone. Sasal miałby czas poznać się z drużyną, a tak Kasperczyk dostał jeszcze Bełchatów. Po co? Ale Sasal i tak zrobił dużo. Jakaś wiara wróciła w tych ludzi - uważa były prezes.
To, co na boisku, jest jednak odzwierciedleniem tego, co w gabinetach... - Urzędnicy nie mogą rządzić. To muszą być ludzie, którzy kochają piłkę. Oni urzędują, ale nie rządzą. Co z tego, że są w klubie osiem godzin, jak z tego nic nie ma? Okrzesik przez trzy godziny zrobił więcej niż Glogaza w osiem. Ja, kiedy przez trzy miesiące byłem p.o. prezesa, tylko wpadałem do klubu, by potrząść niektórymi. Bo tam jest połowa ludzi do wypier... Nawet jeśli mają dyplomy - stwierdza Wolas.
Jerzy Wolas nie widzi perspektyw dla bielszczan. - Szkoda tego ostatniego meczu. Można by jeszcze marzyć. Żeby tabela chociaż była płaska... Ale niestety jest przepaść. Wszyscy będą po nas i po Bełchatowie skakać, żeby jak najszybciej zapewnić sobie utrzymanie. Na co liczyć? Że ktoś się wycofa? Nawet Widzew jakoś telewizyjnymi pieniędzmi połata, nawet jakby miał dograć sezon juniorami. Nie ma kogo spuścić...
- Ja zostawiałem Glogazie drużynę z 24 punktami na koncie, a więc praktycznie utrzymaną. On przegrał dwie rundy. Wiosną był na ostatnim miejscu, teraz jest na przedostatnim - rozpoczyna Wolas. Jego lista zarzutów do obecnego prezesa Podbeskidzia jest spora. - On gada o korporacyjnym zarządzaniu? Prowadzę dwie firmy, jedną od 19, drugą od 22 lat i sobie radzę, ale klubem zarządzałem w sposób zupełnie inny niż nimi. Facet porusza się niestety w innym świecie. Piłka jest taka, że czasem trzeba podejmować decyzje błyskawicznie. Kupić, sprzedać, zaryzykować - mówi.
Były sternik "Górali" wytyka nietrafione transfery. - Niech pan zobaczy, jak oni trafili z transferami. Moim zdaniem trafili z Michalem Piterem-Buczką, tyle, że to zasługa menedżera Pawła Zimończyka, który reprezentował też Ondrzeja Szourka i praktycznie podmienił w klubie dwóch swoich gości. To rzeczywiście wyszło na dobre. Adamek? Podobnie jak Sasal mam wątpliwości, czy to jest ten format. On jest fajny, ale na 20 minut. Oni tymczasem przedłużyli kontrakt z Piotrem Malinowskim o dwa lata, kiedy on od roku nic nie gra. To jest tragedia. Dalej, Jeleń to wtopa kompletna. Jeleń nas... wyjelenił i to konkretnie, bo na grubą kasę. Wtedy pieniądze się znalazły - wytyka Wolas. - Opowiadanie, że jest w formie, bo biegał po lesie, więc jest przygotowany, jest śmieszne, nawet zakładając, że w ekstraklasie każdy może wygrać z każdym. Z takim Jeleniem nie było jednak szans - dodaje.
Latem pieniędzy na wzmocnienia jednak brakowało. - A do wzięcia byli Mąka czy Łukasiewicz. Antek by nam pomógł, bo był gotowy do gry. W przeciwieństwie do Pietrasiaka, po którym już na korytarzu było widać, że jest za ciężki - twierdzi były prezes bielszczan.
Jak wiadomo, Wolas uważa też, że trenera Roberta Kasperczyka zwolniono za późno. - Ostatni dzwonek był po meczu z Górnikiem Zabrze, kiedy były dwa tygodnie przerwy. Po co? Przecież widać było, że w szatni jest tragedia. Sukces się rodzi w szatni. To, co na boisku, jest tylko realizacją tego, co w szatni. A tam pod koniec wszystko już było rozłożone. Sasal miałby czas poznać się z drużyną, a tak Kasperczyk dostał jeszcze Bełchatów. Po co? Ale Sasal i tak zrobił dużo. Jakaś wiara wróciła w tych ludzi - uważa były prezes.
To, co na boisku, jest jednak odzwierciedleniem tego, co w gabinetach... - Urzędnicy nie mogą rządzić. To muszą być ludzie, którzy kochają piłkę. Oni urzędują, ale nie rządzą. Co z tego, że są w klubie osiem godzin, jak z tego nic nie ma? Okrzesik przez trzy godziny zrobił więcej niż Glogaza w osiem. Ja, kiedy przez trzy miesiące byłem p.o. prezesa, tylko wpadałem do klubu, by potrząść niektórymi. Bo tam jest połowa ludzi do wypier... Nawet jeśli mają dyplomy - stwierdza Wolas.
Jerzy Wolas nie widzi perspektyw dla bielszczan. - Szkoda tego ostatniego meczu. Można by jeszcze marzyć. Żeby tabela chociaż była płaska... Ale niestety jest przepaść. Wszyscy będą po nas i po Bełchatowie skakać, żeby jak najszybciej zapewnić sobie utrzymanie. Na co liczyć? Że ktoś się wycofa? Nawet Widzew jakoś telewizyjnymi pieniędzmi połata, nawet jakby miał dograć sezon juniorami. Nie ma kogo spuścić...
Polecane
Ekstraklasa