Jerzy Wolas: Fuzja to nie jest zły pomysł. To jest bardzo zły pomysł

06.06.2013
- Borecki to facet z jajami, ale odnoszę wrażenie, że jaja zostawił w Białymstoku. Jego argumenty są jak z przeboju Lady Pank - "Mniej niż zero" - komentuje Jerzy Wolas, były prezes Podbeskidzia Bielsko-Biała.
Jakie jest pana zdanie na temat planowanej fuzji BKS-u z Podbeskidziem?

Jerzy Wolas, były prezes Podbeskidzia: - To nie jest zły pomysł. To jest pomysł bardzo zły. Nazwać go złym, to jest mało. Powiem panu tak: utrzymanie ligi w tym sezonie to jest moim zdaniem większy sukces i trudniejszy wynik do osiągnięcia niż awans do ekstraklasy. Wyjść z takiej dupy 6-punktowej... Ja wiem, że liga wyrównana, można opowiadać różne rzeczy, że każdy może wygrać z kazdym. Zdobyć 26 punktów przy naszym składzie, to jest rewelacja. I my zamiast się dziś cieszyć, że Demjan jest piłkarzem i napastnikiem sezonu, że jest królem strzelców, zamiast robić halo wokół tego, to czytamy wszędzie prezesa Podbeskidzia, który robi fuzję z BKS-em kompletnie nikomu nie potrzebną.

Nie przekonują pana argumenty prezesa?

- Nie. Ta fuzja jest nikomu nie potrzebna. Argument sportowy? Zerowy. Argument finansowy? Mniej niż zero, bo jaki tu może być argument finansowy? Ile ten BKS pochłania - milion? My mamy grać drugą drużyną opartą na młodych, na juniorach i wychowankach, to jakie tu są koszty? Myślałem, że głupszej rzeczy niż likwidacja drugiej drużyny w tym klubie się już nie da zrobić. Widać, że ktoś to wymyślił. Nie wiem kto. Przyznaje się do tego Borecki. Szczerze mówiąc, nie podejrzewałem go o taką głupotę. Ale jak on to firmuje, to jego sprawa. Teraz jest idealny czas, by promować sukces Podbeskidzia. Nie było w historii czegoś takiego. Zamiast o tym pisać, to my dostajemy takie gówno do wiadomości, że się łączymy z BKS-em.

Drużynom też to chyba nie pomoże?

- Nam nie, BKS-owi też na pewno nie. Nie mówię o zarządzie, bo on może się pozbyć czegoś, co nie bardzo chce. Podrzucą to nam. A co z kibicami?

Prezes przekonuje, że całe miasto będzie kibicować nowemu klubowi.

- Jak pan mnie nie lubi i powiem panu: "Niech pan polubi Wolasa", to pan polubi Wolasa na drugi dzień?! No, nie. Kto komu każe się lubić? Ja pamiętam taką fuzję Polonii z Szombierkami Bytom. Mówiło się, że klub będzie rok po roku zdobywał mistrzostwo Polski. Dziś nie ma ani jednych ani drugich. W Wałbrzychu było podobnie. Ja nie znam fuzji, która by się udała. Nie mówię tu o takich połączeniach, które mają na celu pozbycie się starych długów, jak Lech zrobił z Amiką. To inny typ fuzji. Nie rozumiem tego. Może jestem na to za krótki. Podbeskidzie dziś promuje miasto na całą Polskę. A BKS? Niech sobie gra. III liga nie stwarza jakichś mega obciążeń finansowych. A dlaczego tego klubu ma nie być? Co, mają im odebrać te 90 czy ileś, lat tradycji? A co zrobić z barwami klubowymi? Kibice BKS-u mają nagle polubić kibiców Podbeskidzia i odwrotnie? Tok myślenia Boreckiego jest mi obcy.

Nie zgadza się pan z niczym, co mówi na temat tej fuzji?

- Czytałem pana wywiad z Boreckim. Argumenty jak przebój Lady Pank - "Mniej niż zero". Borecki to jest facet z jajami, ale odnoszę wrażenie, że jaja zostały w Białymstoku. Innego go znałem. Tutaj dalej lejce są w ratuszu, tyle, że teraz już legalnie. Wcześniej było to półlegalnie, bo mówiło się, że większość ma stowarzyszenie i to ono psuje klub. A wiemy, kto rządził. Stowarzyszenie nie miało nic do gadania od kiedy odszedł Okrzesik.

Czy pana zdaniem, gdyby doszło do powstania tego nowego klubu, ktoś by chodził na jego mecze?

- Nie wiem, nie mam pojęcia. Kocham piłkę bielską, ale jakoś sobie tego nie wyobrażam. A jakie barwy? Czerwono-żółto-zielono-biało-niebieskie? A nazwa to już w ogóle... "BKS Podbeskidzie"? Nie mam pojęcia. Liczę na to, że ktoś komuś wyleje kubeł zimnej wody na głowę i powie, że to głupi pomysł. Pomysł jest tragiczny.

Kto by to jednak miał być? Raczej nikt z miasta...

- Miasto za tym stoi, ale chyba zaczyna umywać ręce, bo się zaczyna robić gorąco w całym środowisku. Nikt tego nie chce wziąć na siebie, więc zrobił to Borecki, nie wiedzieć czemu. Jego sprawa. On to firmuje, więc "walimy" w niego. Bo w kogo? Co ja mam powiedzieć, że Krywult wymyślił? Podejrzewam, że on wymyślił, a oni się go boją. Ja miałem tyle dobrze, że pracowałem za darmo, to on mi się w ogóle nie wtrącał. Dziś sobie nie wyobrażam współpracy. Musiałbym zaczynać dzień od raportu u "Największego" i zaliczać codzienną "zjebkę".

Ma pan nadzieję, że do fuzji jednak nie dojdzie?

- Myślę, że ktoś jeszcze otrzeźwieje - nie wytrzeźwieje! - na czas. Oby...

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również