Jego talent dla Podbeskidzia Bielsko-Biała uratował klub z... A-klasy
04.12.2009
By zyskać miano objawienia Podbeskidzia, potrzebował zaledwie kilkunastu spotkań. Sama droga na zaplecze ekstraklasy zajęła mu jednak kilka ładnych lat. I nie była ona łatwa, lekka i przyjemna... - Za regularne treningi wziąłem się bardzo późno, bo w wieku 16 lat - mówi Sylwester Patejuk. - Równolegle z występami w III-ligowym Hutniku Warszawa, uczyłem się i pracowałem. Ale że z piłki nie było pieniędzy, to musiałem dać sobie z nim spokój - tłumaczy.
Choć ostatecznie futbol i tak zwyciężył. - Akurat Perła Złotokłos szukała ludzi do gry, żeby uchronić się przed spadkiem z A-klasy. Trafiłem tam trochę po znajomości - uśmiecha się 27-letni dziś zawodnik. - Na tym szczeblu - wiadomo - o bramki jakoś specjalnie trudno nie było, więc trochę ich wpadło. W Perle pograłem 2,5 roku - wspomina. Wtedy pojawiła się propozycja z KS-u Piaseczno, którego prowadził szkoleniowcem był Robert Podoliński.
- Nie chciałem się tam przenosić, ale za chwilę trener Podoliński odszedł do Korony Góra Kalwaria i raz jeszcze się do mnie odezwał. Tym razem już nie odmówiłem - wyjaśnia Patejuk, który tym samym zyskał szansę pokazania się w... V lidze. - Ale mieli tam aspiracje na awans. I - jak się okazało - zespół nie zawiódł - wskazuje napastnik "Górali". Na IV-ligowym poziomie spędził dwa lata. Aż odezwał się... Podoliński, wówczas już opiekun III-ligowej Nidy Pińczów.
15 meczów w nowych barwach przyniosło sześć bramek i argument, by w lecie stawić się na testach w Podbeskidziu. - Szczerze mówiąc, myślałem, że nic z tego nie będzie. Tymczasem zagrałem w sparingu, strzeliłem gola i już zostałem - dodaje. Początkowo widziano w nim tylko zmiennika, ale - jak to w piłce nożnej bywa - boisko wszystko zweryfikowało. A władze klubu pewnie myślą już powoli o przedłużeniu z nim wygasającej w czerwcu umowy...
Choć ostatecznie futbol i tak zwyciężył. - Akurat Perła Złotokłos szukała ludzi do gry, żeby uchronić się przed spadkiem z A-klasy. Trafiłem tam trochę po znajomości - uśmiecha się 27-letni dziś zawodnik. - Na tym szczeblu - wiadomo - o bramki jakoś specjalnie trudno nie było, więc trochę ich wpadło. W Perle pograłem 2,5 roku - wspomina. Wtedy pojawiła się propozycja z KS-u Piaseczno, którego prowadził szkoleniowcem był Robert Podoliński.
- Nie chciałem się tam przenosić, ale za chwilę trener Podoliński odszedł do Korony Góra Kalwaria i raz jeszcze się do mnie odezwał. Tym razem już nie odmówiłem - wyjaśnia Patejuk, który tym samym zyskał szansę pokazania się w... V lidze. - Ale mieli tam aspiracje na awans. I - jak się okazało - zespół nie zawiódł - wskazuje napastnik "Górali". Na IV-ligowym poziomie spędził dwa lata. Aż odezwał się... Podoliński, wówczas już opiekun III-ligowej Nidy Pińczów.
15 meczów w nowych barwach przyniosło sześć bramek i argument, by w lecie stawić się na testach w Podbeskidziu. - Szczerze mówiąc, myślałem, że nic z tego nie będzie. Tymczasem zagrałem w sparingu, strzeliłem gola i już zostałem - dodaje. Początkowo widziano w nim tylko zmiennika, ale - jak to w piłce nożnej bywa - boisko wszystko zweryfikowało. A władze klubu pewnie myślą już powoli o przedłużeniu z nim wygasającej w czerwcu umowy...
Polecane
I liga