Jedyny gracz "Górali", który grał w Legii, nie czuje dodatkowej mobilizacji
08.09.2011
- Żadnej dodatkowej motywacji nie czuję, bo też przecież ja tam w ogóle nie zaistniałem - przyznaje napastnik bielszczan. - Można jednak powiedzieć, że było blisko. Przeszkodziły mi kontuzje. Trenowałem tylko w kadrze pierwszej drużyny z niektórymi zawodnikami, którzy jeszcze tam grają - przypomina 29-latek. Chodzi o obrońców Tomasza Kiełbowicza i Dicksona Choto.
Cieśliński trafił do rezerw klubu z Łazienkowskiej w 2000 roku, mając 18 lat. Od wiosny sezonu 2001/2002 awansował do pierwszej drużyny. Okazji debiutu w meczu ligowym wtedy jednak nie dostał, ale trener Dragomir Okuka wystawił go na końcówki dwóch spotkań półfinałowych Pucharu Ligi. Młody Cieśliński zagrał łącznie 15 minut w potyczkach z RKS-em Radomsko i dzięki temu ma w CV zdobycie tego trofeum.
Gdyby zagrał choć kilka sekund również w ekstraklasie, miałby też na koncie mistrzostwo Polski, lecz na jego usprawiedliwienie należy przyznać, że Legia była wtedy wyjątkowo mocna, a w ataku występował Stanko Svitlica, pierwszy zagraniczny król strzelców naszej ligi. Z rezerw warszawskiej drużyny, napastnik odszedł definitywnie w 2004 roku.
- Wracam tam więc bez większych emocji. Traktuję to spotkanie jako kolejny mecz ligowy. Mam tylko nadzieję, że uda się przywieźć jakiekolwiek punkty. A już idealnie by było, gdybym wybiegł w podstawowym składzie, strzelił gola, dającemu zespołowi przełamanie... - mówi Adam Cieśliński.
Cieśliński trafił do rezerw klubu z Łazienkowskiej w 2000 roku, mając 18 lat. Od wiosny sezonu 2001/2002 awansował do pierwszej drużyny. Okazji debiutu w meczu ligowym wtedy jednak nie dostał, ale trener Dragomir Okuka wystawił go na końcówki dwóch spotkań półfinałowych Pucharu Ligi. Młody Cieśliński zagrał łącznie 15 minut w potyczkach z RKS-em Radomsko i dzięki temu ma w CV zdobycie tego trofeum.
Gdyby zagrał choć kilka sekund również w ekstraklasie, miałby też na koncie mistrzostwo Polski, lecz na jego usprawiedliwienie należy przyznać, że Legia była wtedy wyjątkowo mocna, a w ataku występował Stanko Svitlica, pierwszy zagraniczny król strzelców naszej ligi. Z rezerw warszawskiej drużyny, napastnik odszedł definitywnie w 2004 roku.
- Wracam tam więc bez większych emocji. Traktuję to spotkanie jako kolejny mecz ligowy. Mam tylko nadzieję, że uda się przywieźć jakiekolwiek punkty. A już idealnie by było, gdybym wybiegł w podstawowym składzie, strzelił gola, dającemu zespołowi przełamanie... - mówi Adam Cieśliński.
Polecane
Ekstraklasa