Jastrzębski - ZAKSA 3-2. O awansie do finału zadecyduje piąty mecz
24.04.2010
O tym, jak bardzo wyrównany poziom prezentują drużyny Jastrzębskiego Węgla i ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, może świadczyć fakt, że aż trzy z czterech meczów między nimi rozstrzygało się w pięciu setach. Niewątpliwie wpływa to na narastające zmęczenie zawodników i może właśnie dzięki temu, dzisiejsze starcie było jednym z najbardziej emocjonujących, a zarazem jednym z najdłuższych w tym sezonie PlusLigi siatkarzy.
Zaczęło się fantastycznie. Walka punkt za punkt, odrabianie strat przez gospodarzy, gra na przewagi i minimalne zwycięstwo kędzierzynian w pierwszym secie. Zapowiadało to niebywałe emocje w kolejnych partiach. Tymczasem już w drugim partii gdzieś uleciała ta mordercza walka. Jastrzębie jakby przestało wierzyć, ZAKSA natomiast grała koncertowo i wygrała pewnie, jej zwycięstwo nie podlegało żadnej dyskusji. Wydawało się, że rywalizacja o finał będzie miała jeszcze tylko jedną odsłonę.
Wtedy jednak zawodnicy Roberto Santilliego pokazali charakter. Nie grali wybitnego spotkania, a jednak konsekwentnie gromadzili punkty i zdołali wygrać trzeciego seta. Niektórym zaczęła się przypominać stara siatkarska prawda - "kto nie wygrywa 3-0, przegrywa 2-3".
Czwarta partia była jedną z dziwniejszych, jakie można sobie wyobrazić. Gigantyczna przewaga gospodarzy, fatalne błędy gości, dziesięciopunktowa przewaga jastrzębian i... nagle koniec. Siatkarze Santilliego zaczęli się mylić, Jakub Jarosz siał popłoch zagrywką i dopiero udanej końcówce Jastrzębski Węgiel zawdzięcza minimalną wygraną. W tie-breaku niejako siłą rozpędu wygrali gospodarze i przedłużyli rywalizację, aż do pięciu meczów. Wszystko rozstrzygnie się więc w Kędzierzynie-Koźlu.
Zaczęło się fantastycznie. Walka punkt za punkt, odrabianie strat przez gospodarzy, gra na przewagi i minimalne zwycięstwo kędzierzynian w pierwszym secie. Zapowiadało to niebywałe emocje w kolejnych partiach. Tymczasem już w drugim partii gdzieś uleciała ta mordercza walka. Jastrzębie jakby przestało wierzyć, ZAKSA natomiast grała koncertowo i wygrała pewnie, jej zwycięstwo nie podlegało żadnej dyskusji. Wydawało się, że rywalizacja o finał będzie miała jeszcze tylko jedną odsłonę.
Wtedy jednak zawodnicy Roberto Santilliego pokazali charakter. Nie grali wybitnego spotkania, a jednak konsekwentnie gromadzili punkty i zdołali wygrać trzeciego seta. Niektórym zaczęła się przypominać stara siatkarska prawda - "kto nie wygrywa 3-0, przegrywa 2-3".
Czwarta partia była jedną z dziwniejszych, jakie można sobie wyobrazić. Gigantyczna przewaga gospodarzy, fatalne błędy gości, dziesięciopunktowa przewaga jastrzębian i... nagle koniec. Siatkarze Santilliego zaczęli się mylić, Jakub Jarosz siał popłoch zagrywką i dopiero udanej końcówce Jastrzębski Węgiel zawdzięcza minimalną wygraną. W tie-breaku niejako siłą rozpędu wygrali gospodarze i przedłużyli rywalizację, aż do pięciu meczów. Wszystko rozstrzygnie się więc w Kędzierzynie-Koźlu.
Polecane
Plus Liga