Jastrzębski - Skra 1-3. Nie dorośli, by ograć Bełchatów
24.10.2009
Kibice w Jastrzębiu zobaczyli w sobotę pojedynek na wysokim poziomie. Hit nie zawiódł, a najwięcej emocji dostarczyła pierwsza partia, gdzie po długiej grze na przewagi wynik meczu na korzyść gospodarzy otworzył Hardy. Dość niespodziewanie, przy wyniku 15-14 dla przyjezdnych, w hali zgasło światło, co mogło wybić z rytmu ekipę Skry. - Nie miało to żadnego znaczenia. Takie rzeczy się zdarzają. Oni czekali tak samo jak my - skomentował całą sytuację środkowy gości, Daniel Pliński.
Od początku drugiego seta prowadził zespół z Bełchatowa i bez większych problemów doprowadził do wyrównania. W trzeciej odsłonie wydawało się, że sytuacja się odwróci. Siatkarze Jastrzębskiego prowadzili 11-3, by ostatecznie zejść z parkietu jako pokonani. - Chyba zbyt szybko uwierzyli w wygranie tej partii. To był decydujący moment spotkania - stwierdził przyjmujący Bełchatowa, Michał Bąkiewicz. - Bardzo boli niewykorzystanie tej przewagi. Niepotrzebnie daliśmy im się podnieść, a w końcówce zabrakło nam trochę szczęścia - ocenił środkowy gospodarzy, Patryk Czarnowski.
Po tej wpadce trudno było się drużynie Roberto Santilliego pozbierać, choć była ona bliska doprowadzenia do piątego seta. Miejscowi odrobili w końcówce czteropunktową stratę. Przy remisie po 23 kolejne dwie piłki padły jednak łupem Skry, a spotkanie - atakiem ze środka - skończył Kurek. - To był bardzo ciężki pojedynek. Poradziliśmy sobie z przyjęciem, a w tej hali jest to kluczem do zwycięstwa - powiedział zadowolony Bąkiewicz.
- Pomimo porażki możemy, być zadowoleni ze swojej postawy. Szkoda tylko, że nie udało się przeciwników bardziej odrzucić od siatki, bo wtedy wynik mógł być odwrotny - podsumował Czarnowski.
Konferencja prasowa
Mariusz Wlazły (kapitan Skry): Gratulacje dla przeciwników, bo mecz stał na bardzo wysokim poziomie. Widziałem z boku, jak trudno nam się grało. W trzecim secie gospodarze odskoczyli nam na kilka punktów, ale udało się odrobić przewagę i wygrać. To był klucz do zwycięstwa.
Grzegorz Łomacz (kapitan Jastrzębskiego): Nie przestraszyliśmy się przeciwnika. Z gry możemy być zadowoleni, z wyniku już jednak nie. Trzeci set podciął nam skrzydła. Skra nas powoli doganiała i w końcu przegoniła.
Jacek Nawrocki (trener Skry): W Jastrzębiu zawsze są mecze na szczycie. Wzbudzają dodatkowe emocje u zawodników, trenerów i kibiców. Wiedzieliśmy, że w tej hali decyduje zagrywka i przyjęcie. Byliśmy w tym elemencie odrobinę lepsi. Wykorzystaliśmy też więcej szans w kontrze. Taki set, jak dziś ten trzeci, zdarza się może raz na pięćdziesiąt. To było bardzo dobre widowisko.
Roberto Santilli (trener Jastrzębskiego): Największa różnica pomiędzy zespołami była w utrzymaniu poziomu gry. Nie mogę narzekać na nasz występ, bo graliśmy podobnie jak Bełchatów, momentami byliśmy nawet lepsi. Mieliśmy jednak wzloty i upadki. Traktujemy ten wynik jak drogę, którą należy pokonać. Musimy jeszcze trochę dorosnąć, aby pokonać Skrę.
Od początku drugiego seta prowadził zespół z Bełchatowa i bez większych problemów doprowadził do wyrównania. W trzeciej odsłonie wydawało się, że sytuacja się odwróci. Siatkarze Jastrzębskiego prowadzili 11-3, by ostatecznie zejść z parkietu jako pokonani. - Chyba zbyt szybko uwierzyli w wygranie tej partii. To był decydujący moment spotkania - stwierdził przyjmujący Bełchatowa, Michał Bąkiewicz. - Bardzo boli niewykorzystanie tej przewagi. Niepotrzebnie daliśmy im się podnieść, a w końcówce zabrakło nam trochę szczęścia - ocenił środkowy gospodarzy, Patryk Czarnowski.
Po tej wpadce trudno było się drużynie Roberto Santilliego pozbierać, choć była ona bliska doprowadzenia do piątego seta. Miejscowi odrobili w końcówce czteropunktową stratę. Przy remisie po 23 kolejne dwie piłki padły jednak łupem Skry, a spotkanie - atakiem ze środka - skończył Kurek. - To był bardzo ciężki pojedynek. Poradziliśmy sobie z przyjęciem, a w tej hali jest to kluczem do zwycięstwa - powiedział zadowolony Bąkiewicz.
- Pomimo porażki możemy, być zadowoleni ze swojej postawy. Szkoda tylko, że nie udało się przeciwników bardziej odrzucić od siatki, bo wtedy wynik mógł być odwrotny - podsumował Czarnowski.
Konferencja prasowa
Mariusz Wlazły (kapitan Skry): Gratulacje dla przeciwników, bo mecz stał na bardzo wysokim poziomie. Widziałem z boku, jak trudno nam się grało. W trzecim secie gospodarze odskoczyli nam na kilka punktów, ale udało się odrobić przewagę i wygrać. To był klucz do zwycięstwa.
Grzegorz Łomacz (kapitan Jastrzębskiego): Nie przestraszyliśmy się przeciwnika. Z gry możemy być zadowoleni, z wyniku już jednak nie. Trzeci set podciął nam skrzydła. Skra nas powoli doganiała i w końcu przegoniła.
Jacek Nawrocki (trener Skry): W Jastrzębiu zawsze są mecze na szczycie. Wzbudzają dodatkowe emocje u zawodników, trenerów i kibiców. Wiedzieliśmy, że w tej hali decyduje zagrywka i przyjęcie. Byliśmy w tym elemencie odrobinę lepsi. Wykorzystaliśmy też więcej szans w kontrze. Taki set, jak dziś ten trzeci, zdarza się może raz na pięćdziesiąt. To było bardzo dobre widowisko.
Roberto Santilli (trener Jastrzębskiego): Największa różnica pomiędzy zespołami była w utrzymaniu poziomu gry. Nie mogę narzekać na nasz występ, bo graliśmy podobnie jak Bełchatów, momentami byliśmy nawet lepsi. Mieliśmy jednak wzloty i upadki. Traktujemy ten wynik jak drogę, którą należy pokonać. Musimy jeszcze trochę dorosnąć, aby pokonać Skrę.
Polecane
Plus Liga