Jastrzębski - Siatkarz 3-2. Zawodnicy Jastrzębia mieli strach w oczach
04.11.2009
Wszyscy kibice jastrzębian oczekiwali gładkiego zwycięstwa w środowym starciu z drużyną z Wielunia. Przez pierwsze dwa sety sympatycy gospodarzy przecierali jednak oczy ze zdumienia, bowiem w Jastrzębiu Zdroju pachniało sensacją. Przyjezdni od początku ostro serwowali, co bardzo utrudniło przyjęcie podopiecznym Roberto Santilliego. Od stanu 11-16 miejscowi próbowali gonić, ale pierwsza partia i tak padła łupem Siatkarza. - Znów zaczęliśmy od zwycięstwa, tak jak to było w poprzednich meczach. W końcu udało nam się przełamać w drugim secie, ale później była już na parkiecie wyrównana walka - opowiadał kapitan przyjezdnych, Andrzej Stelmach.
Gospodarze na początku drugiej odsłony prowadzili, ale nieskuteczne ataki Yudina i niezbyt dobra dyspozycja rozgrywającego Łomacza sprawiły, iż goście zapewnili sobie zdobycie jednego punktu. Skuteczni w ataku wielunian byli Kordysz i Sarnecki. Włoski szkoleniowiec gospodarzy na parkiet posłał Brazylijczyka Azenhę. Można zaryzykować stwierdzenie, że jego postawa przesądziła o wyniku spotkania.
Rezerwowy Jastrzębskiego zaprezentował groźną zagrywkę, a przede wszystkim był bardzo skuteczny w ataku. Jastrzębski pewnie wygrał dwa sety i doprowadził do tie-breaka. W nim od początku ekipa Santilliego objęła prowadzenie, którego nie oddała do samego końca, pewnie kontrolując przebieg wydarzeń. - Jesteśmy takim zespołem, że jeśli pozwolimy odskoczyć przeciwnikowi, to trudno nam te straty później odrobić. Szkoda, bo mogliśmy zdobyć trzy punkty. Jednak każde "oczko" wywalczone na trudnym terenie cieszy - powiedział Stelmach.
Mieszane uczucia po spotkaniu panowały w obozie gospodarzy. Bardzo chcieliśmy się zrehabilitować za ostatnie dwie porażki. Częściowo nam się to udało, bo wygraliśmy. Niestety nie zdobyliśmy pełnej puli. Cieszymy się z tego, że pokazaliśmy charakter i wróciliśmy do gry - podkreślił Grzegorz Łomacz.
Konferencja prasowa
Damian Dacewicz (trener Siatkarza): Spodziewaliśmy się trudnego spotkania i takie było. Próbowaliśmy od początku narzucić przeciwnikowi nasz styl i dobrą grę. To wystarczyło tylko na dwa pierwsze sety. Ustawiliśmy się na Igora Yudina i udało się go wyłączyć z gry. Dobrą zmianę dał jednak Pedro Azenha, który w trudnych momentach zdobywał ważne punkty dla gospodarzy. Mogliśmy zdobyć "oczko" więcej, a może nawet dwa.
Roberto Santilli (trener Jastrzębskiego): Był to dziwny mecz. Moi podopieczni rozpoczęli go ze strachem w oczach. Czasem tak bywa, że traci się pewność w grze i nam się to dziś przytrafiło. Goście bardzo dobrze grali zwłaszcza w ataku. Z dwóch powodów jestem jednak zadowolony. Po pierwsze, udało nam się wyjść z opresji i zwyciężyć. Po drugie, znalazłem kolejnego zawodnika, który jest w stanie wejść z ławki i zagrać na wysokim poziomie.
Gospodarze na początku drugiej odsłony prowadzili, ale nieskuteczne ataki Yudina i niezbyt dobra dyspozycja rozgrywającego Łomacza sprawiły, iż goście zapewnili sobie zdobycie jednego punktu. Skuteczni w ataku wielunian byli Kordysz i Sarnecki. Włoski szkoleniowiec gospodarzy na parkiet posłał Brazylijczyka Azenhę. Można zaryzykować stwierdzenie, że jego postawa przesądziła o wyniku spotkania.
Rezerwowy Jastrzębskiego zaprezentował groźną zagrywkę, a przede wszystkim był bardzo skuteczny w ataku. Jastrzębski pewnie wygrał dwa sety i doprowadził do tie-breaka. W nim od początku ekipa Santilliego objęła prowadzenie, którego nie oddała do samego końca, pewnie kontrolując przebieg wydarzeń. - Jesteśmy takim zespołem, że jeśli pozwolimy odskoczyć przeciwnikowi, to trudno nam te straty później odrobić. Szkoda, bo mogliśmy zdobyć trzy punkty. Jednak każde "oczko" wywalczone na trudnym terenie cieszy - powiedział Stelmach.
Mieszane uczucia po spotkaniu panowały w obozie gospodarzy. Bardzo chcieliśmy się zrehabilitować za ostatnie dwie porażki. Częściowo nam się to udało, bo wygraliśmy. Niestety nie zdobyliśmy pełnej puli. Cieszymy się z tego, że pokazaliśmy charakter i wróciliśmy do gry - podkreślił Grzegorz Łomacz.
Konferencja prasowa
Damian Dacewicz (trener Siatkarza): Spodziewaliśmy się trudnego spotkania i takie było. Próbowaliśmy od początku narzucić przeciwnikowi nasz styl i dobrą grę. To wystarczyło tylko na dwa pierwsze sety. Ustawiliśmy się na Igora Yudina i udało się go wyłączyć z gry. Dobrą zmianę dał jednak Pedro Azenha, który w trudnych momentach zdobywał ważne punkty dla gospodarzy. Mogliśmy zdobyć "oczko" więcej, a może nawet dwa.
Roberto Santilli (trener Jastrzębskiego): Był to dziwny mecz. Moi podopieczni rozpoczęli go ze strachem w oczach. Czasem tak bywa, że traci się pewność w grze i nam się to dziś przytrafiło. Goście bardzo dobrze grali zwłaszcza w ataku. Z dwóch powodów jestem jednak zadowolony. Po pierwsze, udało nam się wyjść z opresji i zwyciężyć. Po drugie, znalazłem kolejnego zawodnika, który jest w stanie wejść z ławki i zagrać na wysokim poziomie.
Polecane
Plus Liga