Jastrzębski - Panathinaikos 1-3. Nie przeszkodziła im... świńska grypa

02.12.2009
Pełne trybuny, ogłuszający doping i ogromne emocje. Tak wyglądał pierwszy mecz Jastrzębskiego Węgla w tegorocznej Lidze Mistrzów. Niestety, lepsi okazali się goście z Grecji.
Miejscowi wyszli na parkiet chyba lekko stremowani, widząc na lodowisku Jastor komplet widzów w pomarańczowych koszulkach. Drużyna z Aten objęła szybko kilkupunktowe prowadzenie. Najwyższa przewaga wynosiła siedem "oczek". Trener miejscowych postanowił zmienić rozgrywającego. Łomacza zastąpił Master. Po drugiej przerwie technicznej sygnał do odrabiania strat dał Yudin, przy którego serwisie Jastrzębski wygrał cztery piłki z rzędu. Zawodnik gospodarzy popisał się też asem.

Ateńczycy zaczęli mylić się w ataku i ich przewaga "stopniała" do zaledwie jednego punktu. Końcówka należała jednak do nich, a seta potężnym "ciosem" zakończył były zawodnik jastrzębian, Samica. - Od początku mecz nam się nie układał. Próbowaliśmy wrócić do naszej gry, ale ostatecznie nam się to nie udało. Panathinaikos zagrał dobre zawody w okrojonym składzie - powiedział kapitan miejscowych, Grzegorz Łomacz.

W drugiej odsłonie goście objęli prowadzenie 4-1. Dzięki dobrej postawie w bloku, Jastrzębiu udało się jednak zejść na pierwszą przerwę techniczną przy wyniku 8-6. Od tego momentu toczyła się wyrównana walka, ale Jastrzębski nadal był o kilka "oczek" lepszy. Podopieczni Santilliego nie dali sobie odebrać prowadzenia do samego końca i wyrównali stan meczu.

Coraz bardziej pasjonujący był pojedynek rozgrywających z reprezentacji Polski. Zagumny popisywał się kiwkami, a Łomacz świetnie dogrywał piłki kolegom. Zwłaszcza Pęcherzowi, który w dwóch setach zdobył 13 punktów. Na starcie kolejnej partii kibice przeżyli małe deja vu. Przy stanie 1-5 włoski szkoleniowiec gospodarzy poprosił o czas i po chwili już był remis. Od tego momentu trwała wymiana cios za cios.

Ekipa "Koniczynek" w końcówce wygrywała trzema punktami dzięki mocnej i skutecznej zagrywce. Najpierw asem popisał się Samica. - Mam z Jastrzębia bardzo miłe wspomnienia. Fajnie było tutaj znów wystąpić - przyznał po spotkaniu Francuz. Następnie Abramow źle przyjął podanie Smaragdisa, a po tym, jak zablokowany został Yudin, goście ponownie objęli prowadzenie w spotkaniu. W kolejnym secie Jastrzębskiemu wreszcie udało się dobrze "wystartować". Gospodarze prowadzili 8-4. Ekipa Panathinaikosu mozolnie odrabiała straty. Po blokach na Szczygle i Azenhy ateńczycy wyszli na prowadzenie 18-17.

Końcówka była bardzo emocjonująca. Jastrzębie mogło doprowadzić do piątego seta, ale ostatecznie czwarta partia padła łupem Greków, którzy na zakończenie zablokowali znakomicie grającego Azenhę. - Byliśmy przerażeni ilością wypadających nam zawodników. Dlatego cieszy dobra gra i realizacja założeń taktycznych. Zwłaszcza mi i Samice zależało, aby się tutaj pokazać z dobrej strony - powiedział kapitan Panathinaikosu, Paweł Zagumny.

Głos trenerów

Stelios Kazazis (trener Panathinaikosu): Przeżywaliśmy trudny okres. Dlatego jest to dla nas ogromne zwycięstwo. Trzech zawodników zachorowało jeszcze w Grecji. Dwóch na świńską grypę i jeden na zwykłą. Nasz kapitan, Pantalon, rozchorował się tutaj. Byliśmy z nim w szpitalu. Miał wysoką gorączkę i został w hotelu. Jak wrócimy do siebie, to przejdzie te same badania, co pozostali zawodnicy.

Roberto Santilli
(trener Jastrzębskiego): Pierwszą część meczu graliśmy jak dzieci. Dopiero po 40 minutach zaczęliśmy prezentować się lepiej i grać z większą pewnością siebie. W pierwszym spotkaniu Ligi Mistrzów można grać nerwowo, ale nie tak jak my dziś. Panathinaikos pokazał nam, że dwójka siatkarzy - Samica i Zagumny - ma wielki wpływ na postawę drużyny. Trudno odnosić zwycięstwa w Champions League, ale dziś mieliśmy szansę zwyciężyć. Nie wykorzystaliśmy jej. Nie mamy jednak tak doświadczonego zespołu jak ateńczycy. Jest mi szkoda zwłaszcza licznie zgromadzonych kibiców. 
autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również