Jarosław Matusiak chce wrócić do Podbeskidzia. "Być może temat wróci"
20.04.2013
Sprawa wyszła na jaw kilka tygodni temu. Matusiakowi postawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, praniu brudnych pieniędzy i zawłaszczenia 3,5 mln złotych z tytułu podatku VAT. Za to grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Były trener bramkarzy "Górali" nie przyznaje się do winy. Uważa, że został wrobiony. Dementuje też informacje, jakoby przyznał się do winy.
- Prowadziłem kiedyś działalność gospodarczą i zajmowałem się handlem złomem. Okazało się, że firmy, z którymi współpracowałem, w ogóle nie istniały. Nie miałem o tym zielonego pojęcia - broni się Matusiak. - Byłem wtedy w trudnej sytuacji, bo dowiedziałem się o chorobie żony, u której wykryto białaczkę. Nieszczególnie się znałem na prowadzeniu firmy i ktoś to wykorzystał. Nie byłem świadomy tego, co robią - zapewnia.
Wkrótce po tym, jak o sprawie dowiedziały się media, Matusiak stracił pracę w Podbeskidziu. - To są moje prywatne sprawy. Byłem przekonany, że wszystko szybko się wyjaśni i nikt nie będzie mi robił z tego powodu problemu. Postanowiłem więc nie informować o niczym prezesa Wojciecha Boreckiego - tłumaczy dla "Sportu" Matusiak. - Uważam, że decyzja o rozwiązaniu kontraktu został podjęta zbyt pochopnie. Nie jestem skazany prawomocnym wyrokiem, dopóki go nie ma, jestem człowiekiem niewinnym - argumentuje.
- Po cichu liczę na powrót do Podbeskidzia. Po cichu... - mówi Matusiak. Co na to w klubie? - Być może za szybko i nieskoordynowanie podjęliśmy taką, a nie inną decyzję. Sam Jarek wziął to na siebie i postanowił zrezygnować dla dobra klubu - tłumaczy prezes Wojciech Borecki. - Być może kiedyś, kiedy sprawa zostanie wyjaśniona, temat wróci - dodaje.
- Prowadziłem kiedyś działalność gospodarczą i zajmowałem się handlem złomem. Okazało się, że firmy, z którymi współpracowałem, w ogóle nie istniały. Nie miałem o tym zielonego pojęcia - broni się Matusiak. - Byłem wtedy w trudnej sytuacji, bo dowiedziałem się o chorobie żony, u której wykryto białaczkę. Nieszczególnie się znałem na prowadzeniu firmy i ktoś to wykorzystał. Nie byłem świadomy tego, co robią - zapewnia.
Wkrótce po tym, jak o sprawie dowiedziały się media, Matusiak stracił pracę w Podbeskidziu. - To są moje prywatne sprawy. Byłem przekonany, że wszystko szybko się wyjaśni i nikt nie będzie mi robił z tego powodu problemu. Postanowiłem więc nie informować o niczym prezesa Wojciecha Boreckiego - tłumaczy dla "Sportu" Matusiak. - Uważam, że decyzja o rozwiązaniu kontraktu został podjęta zbyt pochopnie. Nie jestem skazany prawomocnym wyrokiem, dopóki go nie ma, jestem człowiekiem niewinnym - argumentuje.
- Po cichu liczę na powrót do Podbeskidzia. Po cichu... - mówi Matusiak. Co na to w klubie? - Być może za szybko i nieskoordynowanie podjęliśmy taką, a nie inną decyzję. Sam Jarek wziął to na siebie i postanowił zrezygnować dla dobra klubu - tłumaczy prezes Wojciech Borecki. - Być może kiedyś, kiedy sprawa zostanie wyjaśniona, temat wróci - dodaje.
Polecane
Ekstraklasa