Janusz Okrzesik: Podbeskidzie istniało przede mną, będzie istnieć po mnie
05.09.2011
Panie Prezesie, na początek to, co najbardziej nurtuje wszystkich. Jakie są motywy pana decyzji o rezygnacji z funkcji prezesa Podbeskidzia Bielsko-Biała?
- Nie chciałbym tego komentować. Mogę powiedzieć tyle, że przychodziłem do klubu blisko dwa lata temu, mając dwa cele. Awans do ekstraklasy i przekształcenie w spółkę akcyjną, co miało pomóc w profesjonalizacji działań klubu. Oba udało się więc spełnić.
Dlaczego akurat teraz, po rozpoczęciu sezonu, zdecydował się pan na rezygnację?
- Mogłem to zrobić kilka miesięcy wcześniej. Wtedy odchodziłbym w glorii prezesa klubu, który wywalczył awans. Była jednak konkretna robota do wykonania. Klub musiał otrzymać licencję, a nowa spółka też wymagała ruszenia z pewnymi sprawami. Zupełnie świadomie się tego podjąłem. Trudno jednak funkcjonować w sytuacji ciągłego konfliktu, nieporozumień ze wszystkich stron. Jeżeli dobro klubu wymaga żebym odszedł, to odchodzę. Podbeskidzie istniało przed Okrzesikiem, i będzie istnieć po nim.
Czy pana decyzja ma związek z tym, co ostatnio działo się wokół klubu - opóźnieniami w budowie nowego stadionu, próbą zamknięcia obecnego?
- Nie. I nie chciałbym się zagłębiać w ten temat. Powiem tylko, że każde działanie ma kilka przyczyn. Klub musi żyć w zgodzie z miastem. Bez tego nikt długo nie pociągnie. Potrzeba nowego stadionu, który może wybudować tylko gmina. Jeżeli moja osoba w tych relacjach przeszkadzała, to... już nie przeszkadza. Poza tym, jeśli miałem podjąć decyzję o rezygnacji, to teraz, bo jest to związane z moim zawodem nauczyciela akademickiego. To też wpłynęło, na to co zrobiłem.
Żegna się pan z Podbeskidziem definitywnie?
- To kawał mojego życia. Nie jest tak, że odchodzę, obrażam się i zabieram manatki. Pozostaję prezesem Towarzystwa Sportowego Podbeskidzie, które jest większościowym udziałowcem klubu. Zostaję więc blisko. Dalej zamierzam zrobić wszystko, co w mojej mocy żeby Podbeskidzie utrzymało się w ekstraklasie w tym debiutanckim sezonie. Jeżeli klubowi będę potrzebny, to cały czas będę gotów pomóc.
Pana następcą został Jerzy Wolas, który był także pana poprzednikiem...
- Będę z nim współpracował. Tak jak on mi pomagał na początku mojego urzędowania, tak teraz ja mu oferuję pełną pomoc w tym podejrzewam, że niełatwym dla niego okresie.
Rozmawiał Michał Trela.
- Nie chciałbym tego komentować. Mogę powiedzieć tyle, że przychodziłem do klubu blisko dwa lata temu, mając dwa cele. Awans do ekstraklasy i przekształcenie w spółkę akcyjną, co miało pomóc w profesjonalizacji działań klubu. Oba udało się więc spełnić.
Dlaczego akurat teraz, po rozpoczęciu sezonu, zdecydował się pan na rezygnację?
- Mogłem to zrobić kilka miesięcy wcześniej. Wtedy odchodziłbym w glorii prezesa klubu, który wywalczył awans. Była jednak konkretna robota do wykonania. Klub musiał otrzymać licencję, a nowa spółka też wymagała ruszenia z pewnymi sprawami. Zupełnie świadomie się tego podjąłem. Trudno jednak funkcjonować w sytuacji ciągłego konfliktu, nieporozumień ze wszystkich stron. Jeżeli dobro klubu wymaga żebym odszedł, to odchodzę. Podbeskidzie istniało przed Okrzesikiem, i będzie istnieć po nim.
Czy pana decyzja ma związek z tym, co ostatnio działo się wokół klubu - opóźnieniami w budowie nowego stadionu, próbą zamknięcia obecnego?
- Nie. I nie chciałbym się zagłębiać w ten temat. Powiem tylko, że każde działanie ma kilka przyczyn. Klub musi żyć w zgodzie z miastem. Bez tego nikt długo nie pociągnie. Potrzeba nowego stadionu, który może wybudować tylko gmina. Jeżeli moja osoba w tych relacjach przeszkadzała, to... już nie przeszkadza. Poza tym, jeśli miałem podjąć decyzję o rezygnacji, to teraz, bo jest to związane z moim zawodem nauczyciela akademickiego. To też wpłynęło, na to co zrobiłem.
Żegna się pan z Podbeskidziem definitywnie?
- To kawał mojego życia. Nie jest tak, że odchodzę, obrażam się i zabieram manatki. Pozostaję prezesem Towarzystwa Sportowego Podbeskidzie, które jest większościowym udziałowcem klubu. Zostaję więc blisko. Dalej zamierzam zrobić wszystko, co w mojej mocy żeby Podbeskidzie utrzymało się w ekstraklasie w tym debiutanckim sezonie. Jeżeli klubowi będę potrzebny, to cały czas będę gotów pomóc.
Pana następcą został Jerzy Wolas, który był także pana poprzednikiem...
- Będę z nim współpracował. Tak jak on mi pomagał na początku mojego urzędowania, tak teraz ja mu oferuję pełną pomoc w tym podejrzewam, że niełatwym dla niego okresie.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa