Jan Kocian: "Każda seria ma swój koniec"

19.10.2016
Jan Kocian podczas konferencji prasowej skomentował swój debiut w Tychach, odniósł się także do najbliższego meczu z Pogonią Siedlce. Jego podopieczni podejmą próbę przełamanie domowej niemocy. Bielskie Podbeskidzie w tym sezonie u siebie nie wygrało. 
Łukasz Sobala/PressFocus

Podbeskidzie punktuje systematycznie na wyjazdach. Pod tym względem nie ma sobie równych. Z 18 wywalczonych punktów aż 16 zdobyło na „obczyźnie”. W minionej kolejce wygrało 1:0 w Tychach. Tym samym udany debiut zaliczył trener Jan Kocian. – Dzisiaj analizowaliśmy mecz w Tychach. Analiza nie polegała na monologu z mojej strony, aktywni byli także asystenci oraz piłkarze, dlatego miała bardzo konstruktywny charakter. Rozmawialiśmy o gorszych i lepszych momentach. Jest kilka elementów, nad poprawą których musimy pracować, m.in. nad zachowaniem przy stałych fragmentach gry – ocenił debiut w konfrontacji z beniaminkiem trener Kocian.

Zgoła odmiennie „Górale” prezentują się przed własną publicznością, przy Rychlińskiego w tym sezonie jeszcze nie wygrali. Próbę numer siedem podejmą w najbliższą sobotę w konfrontacji z Pogonią Siedlce. – Widziałem fragmenty meczów domowych. Moim zdaniem momentami zespół za bardzo ryzykował, grał ofensywnie, stosował wysoki pressing i zostawiał otwartą defensywę, z czego korzystał rywal kontratakując. Pracujemy nad organizacją gry w defensywie i ofensywie. Każda seria ma swój koniec, najwyższy czas na zwycięstwo u siebie – podkreślił słowacki trener. – Punkty zdobywane na wyjazdach trzeba potwierdzać punktami zdobytymi u siebie, tylko wtedy dla zespołu z aspiracjami mają one pełną wartość. Tabela jest spłaszczona, nie tylko Zagłębie Sosnowiec, GKS Katowice i Górnik Zabrze są w grze o awans. Osiem, może nawet dziewięć zespołów może się liczyć w walce o najwyższe miejsca – dodał.

Nowy szkoleniowiec Podbeskidzia nie będzie mógł skorzystać w sobotę ze swojego rodaka – Martina Barana z gry i treningów wyklucza uraz stawu skokowego, którego nabawił się podczas meczu z Wisłą Puławy. Także Robert Menzel najbliższe spotkanie obejrzy z wysokości trybun. – Sytuacja Barana jest bardziej skomplikowana, nie zagra jeszcze w kilku następnych meczach, natomiast Menzel trenuje indywidualnie. Pozostali zawodnicy są zdrowi. Trenujemy w grupie ponad 20-osobowej, nie licząc bramkarzy. Pojawiają się na zajęciach piłkarze z rezerw, ponieważ chcemy wprowadzać młodzież do pierwszego zespołu – stwierdził doświadczony szkoleniowiec.

 

autor: KB

Przeczytaj również