Jak wypadła rewolucja w Podbeskidziu? "Jest wiele mankamentów"

16.08.2011
Siedem zmian w porównaniu do poprzedniego meczu z Bełchatowem wprowadził Robert Kasperczyk, trener Podbeskidzia Bielsko-Biała. Niektóre z nich przyniosły zamierzony efekt. Inne mniej...
- W tym zestawieniu graliśmy właściwie po raz pierwszy. Jest wiele mankamentów. Chociażby bojaźń przy wyprowadzaniu piłki. Środkowi obrońcy wymieniali podania między sobą, ale gdy tylko podchodził Widzew jedynym ratunkiem było podanie do bramkarza - wytykał szkoleniowiec.

 Kasperczyk ponownie zaznaczył jednak, że z każdym meczem powinno być lepiej. - Czas pracuje dla każdego zawodnika. Chłopcy dopiero uczą się tej ekstraklasy. Piotr Koman dzisiaj w niej debiutował, więc nie oceniajmy go zbyt surowo, bo w następnych meczach się poprawi. Kolejny zespół pokazał nam, co to ekstraklasa, ile nauki jeszcze przed nami. Jak się jednak traci w dwóch meczach osiem goli to i zero z tyłu cieszy. Inna sprawa, że w drugim meczu z rzędu nie strzelamy bramki i nad tym też musimy pracować - przyznał trener Podbeskidzia.

Właśnie wspomniany przez niego Koman był najsłabszym z wprowadzonych nowych ogniw. Zawodnik podawał niecelnie, miał zdecydowanie mniej przechwytów niż zwykle i notorycznie cofał się za głęboko, co tworzyło dziurę w środku. Wydaje się, że w kolejnym meczu do składu może jednak wrócić Frantiszek Metelka. Swoje zrobili za to doświadczeni Dariusz Łatka i Marek Sokołowski. Ciekawie na lewej obronie zaprezentował się Krzysztof Król, a Adrian Sikora pokazał kilka niezłych akcji i to, że nadal jest w nim serce do walki.

Najważniejsze zmiany nastąpiły jednak w bramce i na środku obrony. Między słupki wskoczył Mateusz Bąk, a na pozycji stopera wystąpił po raz pierwszy Ondrzej Szourek. - Bardzo dobrze się rozumieliśmy z Mateuszem. Trener mówił żeby kierował całą defensywą i robił to bardzo dobrze - chwali Sokołowski. Podobne zdanie ma jego kolega z linii pomocy. - Po tych ośmiu straconych golach nie czuliśmy się pewnie, ale Bąk zaliczył udany debiut. To dobry bramkarz, trzeba mu było tylko zaufać - dodaje Maciej Rogalski. - Z kolei Szourek w końcówce miał bóle stopy i to mu trochę przeszkadzało w grze, ale wcześniej wprowadzał w obronie cenny spokój - kończy Marek Sokołowski.

Zmiany wypadły więc raczej na plus, lecz dopiero po kilku kolejkach powinien się wykrystalizować podstawowy skład. W pierwszych kolejkach bowiem w dużej mierze kryterium doboru jedenastki było wystawienie piłkarzy, którzy wywalczyli awans, zaś w spotkaniu z Widzewem - tych, którzy nie byli "skażeni" bełchatowską klęską. Prawda o podstawowym składzie leży zaś - jak zwykle - po środku i jest mieszanką zeszłorocznej drużyny z tegorocznymi wzmocnieniami.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również