Jak wyjść z całą twarzą, czyli nietypowe urazy obrońców Podbeskidzia

16.03.2010
Łukasz Ganowicz kończył mecz ze Zniczem z pękniętym łukiem brwiowym, a Bartłomiej Konieczny nabawił się problemów z jamą ustną. Na pojedynek z Górnikiem obaj powinni być jednak gotowi.
"Gana" może w 2010 roku mówić o szczególnym pechu. Miesiąc temu, w czasie sparingowego spotkania ze Startem Otwock, po jednym ze starć nabawił się kontuzji... wargi. Musiano założyć na nią aż sześć szwów. Twardy obrońca dotrwał do końca spotkania i zdobył nawet bramkę. W niedzielę, w Pruszkowie, przy jednym z wyskoków do piłki został trafiony w głowę. Efekt? Uraz typowy dla bokserów - pęknięty łuk brwiowy. Zawodnik wrócił na boisko z okazałym opatrunkiem.

Jego partner z linii defensywnej, Konieczny, też nie ma w tym sezonie lekko. W sierpniowym meczu złamał nos, co wykluczyło go z gry na kilka tygodni. Natomiast w starciu ze Zniczem doznał urazu jamy ustnej i z tego powodu musiał się wczoraj stawić w szpitalu. Na szczęście tym razem nie będzie musiał pauzować tak długo i powinien być do dyspozycji trenera Roberta Kasperczyka w potyczce z Górnikiem Zabrze.

Perypetie obrońców Podbeskidzia pokazują, że w I lidze zwycięstwa trzeba czasami wyszarpać zębami. Dobrze, że Konieczny i Ganowicz z uzębieniem nie mają problemów, ale że na boisku można je stracić, udowodnił dwa lata temu Marcin Hirsz. Były defensor "Górali" dwie jedynki stracił w starciu z...Turem.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również