Jak sprawa Kamila Adamka może wyglądać z perspektywy zawodnika...
Dzień dobry, jestem Kamil i mój brat jest piłkarzem. Ja też chciałbym być piłkarzem. Mógłbym tu u was trenować? Tak, mam korkotrampki. To mogę? I zacząłem. Zawsze lubiłem strzelać gole. Biegłem i strzelałem gola. I znowu. Najpierw strzelałem najwięcej w swojej wsi. Potem w gminie. W końcu w powiecie. Mój brat był już piłkarzem w I lidze. Też chciałem. Ale póki co, strzelałem tak, że trener w końcu wziął mnie do drużyny seniorów. Oglądała mnie cała wieś i oklaskiwała. Ta Krycha zza góry, też klaskała jak strzelałem. Jeździłem nawet w okolice Bielska-Białej! Tam też strzelałem. To było łatwe. Mały byłem, ale sprytny. Stoisz między obrońcami, obaj mają brzuszki, jakby byli w ciąży, hehe. No, to stoisz między nimi i czekasz. Jeden nie trafi, drugi wyskoczy za wcześnie, a teraz biegnę ja. Jestem szybszy, kopię i gol. I tak 40 razy na sezon. Łatwe, nie?
O, fajnie. Ściągnęli nam Jelenia. Jest napastnikiem. Jego brat też jest napastnikiem. Gra we Francji. Łukasz się nazywa, będziemy razem grać w ataku. Zakumpluję się z nim, może mi opowie coś, jak to jest w tej Francji. On też strzela gole, ale nie tak dużo, jak ja. Hehe, strzelam więcej od Jelenia. I w „Kronice Beskidzkiej” nawet napisali, że dużo strzelam i, że „herosem murawy” jestem. Hehe. Nieźle, nie? Ja taki chłopak ze wsi, a oni, że heros. A podobno mnie chcą do Jasienicy kupić. Wy wiecie, co to znaczy, nie? Drzewiarz. On tam bogaty jest. Marokańczykowi ponoć nawet dwa tysiące płacą! Noo, iść do Drzewiarza, to może wtedy herosem będę. I poszedłem.
Przeczytaj cały tekst: "A może było tak..." na Śląskim z nogą w głowie