Jak Ojrzyński i... Żewłakow uratowali karierę Kamilowi Adamkowi
28.03.2013
Teoretycznie wiele by się nie zmieniło. Końcówkę tego tygodnia Kamil Adamek i tak spędziłby w Bielsku-Białej. Przyjechałby nie na Rychlińskiego, tylko na Startową. Nie o 18:00, a o 13:00. Nie w czwartek, a w sobotę. Nie na mecz z Podbeskidziem, a z Rekordem. Nie na ekstraklasę, tylko na IV ligę. Tych alternatywnych rozwiązań było bardzo blisko. W ostatnich dniach okienka transferowego, Korona Kielce, wypożyczając napastnika z Drzewiarza Jasienica, zakończyła najdłuższy serial zimy i prawdopodobnie pozwoliła nie zwichnąć kariery Kamila.
Wszyscy mieli już dość. Kamil, bo nie mógł nigdzie grać w piłkę. Tomasz Kaczmarczyk, jego menedżer, bo jego klient nie mógł nigdzie grać w piłkę. Mirosław Łaciok, prezes Drzewiarza, bo nie miał ani Adamka, ani pieniędzy za Adamka. Kibice, bo cały czas musieli czytać, słuchać, analizować oświadczenia, oskarżenia jednej i drugiej strony. Władze Podbeskidzia, bo nie mogły się doczekać, aż dogadają się Kaczmarczyk z Łaciokiem. Dziennikarze, bo każdego dnia musieli tylko śledzić, co tam u panów Łacioka i Kaczmarczyka.
W pewnym momencie wydawało się, że Adamek jak szybko przeskoczył z ligi okręgowej do ekstraklasy, tak szybko spadnie do IV ligi. Mimo że sportowo się obronił. Nagle pojawiła się informacja "Adamek w Koronie Kielce". Chłopak uratowany! Jak to się stało? - pytamy Leszka Ojrzyńskiego, trenera Korony. - Wyciągnęliśmy do niego rękę, bo go potrzebowaliśmy. Marcin Żewłakow nagle podjął decyzję o zakończeniu kariery. Gdyby tego nie zrobił, to Kamila by u nas nie było. Potrzebowaliśmy szybko ściągnąć napastnika. Wprawdzie Kamil ma zupełnie inny profil od Żewłakowa, ale też potrafi strzelać bramki. Początek miał trochę gorszy, kiedy wszedł na 10 minut meczu ze Śląskiem Wrocław. Zagrał wtedy na skrzydle. Ale teraz wygląda coraz lepiej - przyznaje trener.
- To był nasz ostatni transfer. Adamek był trochę wytrącony z rytmu treningowego, bo trenował indywidualnie. A indywidualnie, to sobie można pójść na ryby, a nie trenować na tyle dobrze, żeby od razu wskoczyć do drużyny, która za chwile gra mecze. Potrzebował trochę czasu. U nas w większości spotkań napastnikiem był Korzym, który w prawie każdym spotkaniu ostatnio strzelał bramkę - raz mu nie uznali sędziowie. Adamek musi czekać na swoją szansę. Przyjechał z nami do Bielska-Białej, dobrze wyglądał na ostatnim treningu i nie ukrywam, że liczę na niego - przyznaje Ojrzyński.
W Bielsku-Białej często pojawiały się opinie, że mimo iż Adamek statystyki ma dobre, to nie prezentuje się wcale tak rewelacyjnie. - Chłopak przychodzący z niższej ligi nie wejdzie od razu przebojem. On i tak wyszedł obronną ręką z tej konfrontacji z ekstraklasą. Niejeden napastnik chciałby strzelić trzy gole w rundzie. Korzym - zanim przyszedłem do Korony - najlepszy sezon skończył z... trzema bramkami, a grał po 20 meczów w sezonie. Kamil natomiast w większości spotkań pojawiał się jako dżoker. Ma duże rezerwy i niedociągnięcia, ale umówmy się, że w okręgówce nie trenuje się codziennie czy dwa razy dziennie, nie ma się tylu trenerów do dyspozycji, a i treningi inaczej wyglądają. Musi być przeskok. Ja miałem kiedyś w podobnej sytuacji Kamila Kuczoka, którego - z grającego w okręgówce Gosławia Jedłownik - wprowadziłem do I-ligowej wówczas Odry Wodzisław. Wszedł do składu i chyba strzelił bramkę. Teraz chyba jednak zaginął (ostatnio grał w Fortecy Świerklany - IV liga - przyp. MT). Szkoda, bo z niższych lig można wyciągnąć dobrego zawodnika, który rokuje nadzieje na przyszłość. A czy tak będzie, zależy od zawodnika. Czy się zachłyśnie, czy będzie chciał się uczyć, bo taki przeskok może w głowie zawrócić - nie ukrywa były szkoleniowiec Odry i Rakowa Częstochowa.
Wydaje się, że kielczan raczej nie ucieszyła zmiana trenera w Podbeskidziu tuż przed meczem z nimi, choć Ojrzyński mówi, że rozstrzygnie się to dopiero... po meczu. - Teoretycznie bielszczanie to teraz niewiadoma i źle dla nas, że zmienił się szkoleniowiec. Ale jak wygramy, to będzie się mówić, że to wytrąciło Podbeskidzie z równowagi. Jak zremisujemy, to obie strony będą sobie mogły dorobić teorię. Jak przegramy, czego bym nie chciał, powie się, że to był dla Podbeskidzia dodatkowy impuls. Ja bym chciał, żeby ten Wielki Tydzień był dla nas dobry. To jest najważniejszy mecz, bo... jest najbliższy. Poza tym, gdybyśmy wygrali, Podbeskidzie będzie miało bardzo utrudnione zadanie w walce o utrzymanie - kończy Leszek Ojrzyński.
Podbeskidzie Bielsko-Biała - Korona Kielce
czwartek, 18:00
Sędzia Tomasz Musiał (Kraków)
Wszyscy mieli już dość. Kamil, bo nie mógł nigdzie grać w piłkę. Tomasz Kaczmarczyk, jego menedżer, bo jego klient nie mógł nigdzie grać w piłkę. Mirosław Łaciok, prezes Drzewiarza, bo nie miał ani Adamka, ani pieniędzy za Adamka. Kibice, bo cały czas musieli czytać, słuchać, analizować oświadczenia, oskarżenia jednej i drugiej strony. Władze Podbeskidzia, bo nie mogły się doczekać, aż dogadają się Kaczmarczyk z Łaciokiem. Dziennikarze, bo każdego dnia musieli tylko śledzić, co tam u panów Łacioka i Kaczmarczyka.
W pewnym momencie wydawało się, że Adamek jak szybko przeskoczył z ligi okręgowej do ekstraklasy, tak szybko spadnie do IV ligi. Mimo że sportowo się obronił. Nagle pojawiła się informacja "Adamek w Koronie Kielce". Chłopak uratowany! Jak to się stało? - pytamy Leszka Ojrzyńskiego, trenera Korony. - Wyciągnęliśmy do niego rękę, bo go potrzebowaliśmy. Marcin Żewłakow nagle podjął decyzję o zakończeniu kariery. Gdyby tego nie zrobił, to Kamila by u nas nie było. Potrzebowaliśmy szybko ściągnąć napastnika. Wprawdzie Kamil ma zupełnie inny profil od Żewłakowa, ale też potrafi strzelać bramki. Początek miał trochę gorszy, kiedy wszedł na 10 minut meczu ze Śląskiem Wrocław. Zagrał wtedy na skrzydle. Ale teraz wygląda coraz lepiej - przyznaje trener.
- To był nasz ostatni transfer. Adamek był trochę wytrącony z rytmu treningowego, bo trenował indywidualnie. A indywidualnie, to sobie można pójść na ryby, a nie trenować na tyle dobrze, żeby od razu wskoczyć do drużyny, która za chwile gra mecze. Potrzebował trochę czasu. U nas w większości spotkań napastnikiem był Korzym, który w prawie każdym spotkaniu ostatnio strzelał bramkę - raz mu nie uznali sędziowie. Adamek musi czekać na swoją szansę. Przyjechał z nami do Bielska-Białej, dobrze wyglądał na ostatnim treningu i nie ukrywam, że liczę na niego - przyznaje Ojrzyński.W Bielsku-Białej często pojawiały się opinie, że mimo iż Adamek statystyki ma dobre, to nie prezentuje się wcale tak rewelacyjnie. - Chłopak przychodzący z niższej ligi nie wejdzie od razu przebojem. On i tak wyszedł obronną ręką z tej konfrontacji z ekstraklasą. Niejeden napastnik chciałby strzelić trzy gole w rundzie. Korzym - zanim przyszedłem do Korony - najlepszy sezon skończył z... trzema bramkami, a grał po 20 meczów w sezonie. Kamil natomiast w większości spotkań pojawiał się jako dżoker. Ma duże rezerwy i niedociągnięcia, ale umówmy się, że w okręgówce nie trenuje się codziennie czy dwa razy dziennie, nie ma się tylu trenerów do dyspozycji, a i treningi inaczej wyglądają. Musi być przeskok. Ja miałem kiedyś w podobnej sytuacji Kamila Kuczoka, którego - z grającego w okręgówce Gosławia Jedłownik - wprowadziłem do I-ligowej wówczas Odry Wodzisław. Wszedł do składu i chyba strzelił bramkę. Teraz chyba jednak zaginął (ostatnio grał w Fortecy Świerklany - IV liga - przyp. MT). Szkoda, bo z niższych lig można wyciągnąć dobrego zawodnika, który rokuje nadzieje na przyszłość. A czy tak będzie, zależy od zawodnika. Czy się zachłyśnie, czy będzie chciał się uczyć, bo taki przeskok może w głowie zawrócić - nie ukrywa były szkoleniowiec Odry i Rakowa Częstochowa.
Wydaje się, że kielczan raczej nie ucieszyła zmiana trenera w Podbeskidziu tuż przed meczem z nimi, choć Ojrzyński mówi, że rozstrzygnie się to dopiero... po meczu. - Teoretycznie bielszczanie to teraz niewiadoma i źle dla nas, że zmienił się szkoleniowiec. Ale jak wygramy, to będzie się mówić, że to wytrąciło Podbeskidzie z równowagi. Jak zremisujemy, to obie strony będą sobie mogły dorobić teorię. Jak przegramy, czego bym nie chciał, powie się, że to był dla Podbeskidzia dodatkowy impuls. Ja bym chciał, żeby ten Wielki Tydzień był dla nas dobry. To jest najważniejszy mecz, bo... jest najbliższy. Poza tym, gdybyśmy wygrali, Podbeskidzie będzie miało bardzo utrudnione zadanie w walce o utrzymanie - kończy Leszek Ojrzyński.
Podbeskidzie Bielsko-Biała - Korona Kielce
czwartek, 18:00
Sędzia Tomasz Musiał (Kraków)
Polecane
Ekstraklasa