Jagiellonia – Podbeskidzie 2-2. Cuda się zdarzają!

21.02.2014
„Górale” mecz w Białymstoku rozpoczęli wybornie. Szybko strzelony gol przez gości nie wpłynął jednak negatywnie na piłkarzy Jagiellonii, którzy już cieszyli się z wygranej. Stracili ją dopiero w końcowych sekundach w kuriozalnych okolicznościach...
Łukasz Laskowski/Pressfocus
Wydarzenie.
Gol Piotra Malinowskiego. Ostatni raz – dodajmy jedyny w T-Mobile Ekstraklasie – filigranowy napastnik Podbeskidzia trafił do siatki w sezonie 2011/2012, w meczu przeciwko gdańskiej Lechii. Wówczas, dzięki jego bramce, bielszczanie zwyciężyli na Stadionie Miejskim. Od tego czasu „Malina” rozegrał w barwach Podbeskidzia cały poprzedni sezon i rundę jesienną bieżącego. W ponad 40 występach do siatki trafić nie zdołał, choć okazji ku temu miał wiele, a z napastnika, który goli... nie strzela zaczęto ironizować. W piątek zawodnik, na którego liczy trener Leszek Ojrzyński stanął przed szansą wyborną, gdy po błędzie Jakuba Słowika znalazł się przed... pustą bramką. Dopełnienie formalności dało „Góralom” prowadzenie od 6. minuty meczu.

Bohater.
Dariusz Kołodziej. W tym miejscu należałoby wskazać hiszpańskiego pomocnika „Jagi” Daniego Quintanę. Ten jednak zagrał znakomity mecz, ale nie wykorzystał tzw. piłki meczowej. A „Kołek” znów dał zmianę na wagę punktów. To po jego strzale piłka odbiła się od Filipa Modelskiego i zupełnie zaskoczyła Jakuba Słowika. Był to strzał rozpaczy pomocnika Podbeskidzia, już w czwartej minucie doliczonego czasu gry!

Rozczarowanie.
Jakub Słowik. Przez cały mecz zanotował kilka fatalnych interwencji. To po błędzie bramkarza miejscowej drużyny bielszczanie objęli prowadzenie. Mogli i w podobnych okolicznościach zdobyć kolejne gole. Dopełnieniem kiepskiego dnia golkipera Jagiellonii był pech, o którym mówić może w przypadku sytuacji z 94. minuty.

Co ciekawego.
- Trener Leszek Ojrzyński miał przed meczem „ból głowy” dotyczący zestawienia linii obrony. Z powodu nadmiaru kartek ze składu wypadł Tomasz Górkiewicz, kontuzja wyeliminowała z gry Bartłomieja Koniecznego.

- W dwóch ostatnich sezonach „Górale” swoje najwyższe zwycięstwa świętowali po meczach z... Jagiellonią. 2:0 w Białymstoku wygrali w sezonie 2011/2012, w ubiegłym rywali rozgromili 4:0 na własnym boisku.

- W Podbeskidziu dziś jeden debiutant. Po raz pierwszy w meczu ligowym w bielskim zespole zaprezentował się Mateusz Stąporski.

- Mecz poprzedziła minuta ciszy ku uczczeniu pamięci zmarłego wczoraj spikera Jagiellonii, Macieja Kotarskiego.

- Po kwadransie gry żółtą kartkę „złapał” Adam Deja. Oznacza to absencję piłkarza w kolejnym spotkaniu z Pogonią Szczecin. Również pozostali piłkarze Podbeskidzia nie przebierali w środkach.

- W 20. minucie Dani Quintana skierował futbolówkę do bramki gości, ale arbiter słusznie odgwizdał spalonego.

- Jedną z kartek w ekipie Podbeskidzia ujrzał Dariusz Łatka, dla którego był to mecz z sentymentem. W stolicy Podlasia występował aż przez osiem sezonów.

- Podbeskidziu, jak i w końcowych fragmentach potyczki z Widzewem, przyszło grać w przewadze. W 67. minucie, za faul na Marku Sokołowskim, z boiska wyrzucony został Giorgi Popchadze.

- Gospodarze pretensje mogą mieć sami do siebie. Gdy prowadzili 2-1 mieli dwie wyborne okazje, by „domknąć” mecz. W doskonałych sytuacjach skutecznością nie wykazali się i Dani Quintana, i Maciej Gajos. Inna sprawa, że na wysokości zadania stanął między słupkami Richard Zajac.


źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również