Izaak Stachowicz: Mój wiek w perspektywie czasu będzie plusem (wywiad)
Powiedz, jak to się stało, że zostałeś trenerem bramkarzy? Jakieś dwa tygodnie przed ogłoszeniem tej decyzji, tę informację podawał sport.bielsko.biala.pl, a ty to zdementowałeś na Facebooku. Już wtedy wiedziałeś, że coś jest na rzeczy, czy zostałeś totalnie zaskoczony?
Izaak Stachowicz, trener bramkarzy Podbeskidzia: - Nie, wtedy naprawdę nie wiedziałem. Kiedy ta informacja do mnie doszła, to była już sama końcówka rozmów. Wiem, że były też brane pod uwagę inne kandydatury i ja nie wnikałem w szczegóły. Nie chciałem sam sobie robić zamieszania w głowie, bo to nie miało sensu. Trzeba było dalej pracować, robić swoje. I kiedy to do mnie doszło, na pewno zaskoczenie było duże. W wieku 24 lat być w ekstraklasie trenerem bramkarzy, to raczej niespotykane, więc to z pewnością miłe zaskoczenie, że dano mi szansę. To duży kredyt zaufania, za co jestem wdzięczny wszystkim, którzy moją kandydaturę poparli. Każdemu prezesowi coś zawdzięczam. Prezesi Okrzesik i Wolas zatrudniali mnie w roli trenera bramkarzy Młodej Ekstraklasy. Przy prezesie Glogazie otwierałem akademię bramkarską. A za prezesa Boreckiego zostałem trenerem bramkarzy pierwszej drużyny.
Nie obawiasz się, że wszystko się skończy tak szybko, jak się zaczęło? To się zrobił w Podbeskidziu bardzo gorący stołek, trenerzy bramkarzy zmieniają się częściej niż prezesi...
- Akurat w tym sezonie tak wyszło, że jestem czwartym trenerem bramkarzy. Myślę, że przydałoby się ustabilizować ten stołek. Ja jestem na pewno do końca sezonu. Co później, zdecyduje prezes i zarząd. Nie obawiam się. Samo to, że dostałem szansę, jest dla mnie wyróżnieniem. A czy zostanę na dłużej, nie ma to znaczenia. Pracuję teraz i na tym się chcę skupiać. Fajnie, gdybym dostał okazję prowadzenia bramkarzy przez dłuższy okres, żebym mógł ich sam przygotować do przyszłego sezonu, ale tym też się na razie nie zajmuję. Skupiam się na pracy, bo za nią będę oceniany.
Wybrał cię prezes Borecki, więc nie miałeś obawy, że przyjdzie nowy trener pierwszej drużyny, zobaczy, że szkoleniowiec bramkarzy ma 24 lata i się przeciwko takiemu rozwiązaniu zbuntuje?
- Miałem zostać zatrudniony za trenera Kubickiego. Prowadziłem zajęcia dzień po tym, jak on odszedł z Podbeskidzia i już wcześniej wstępnie rozmawialiśmy. Niepewności nie było. Wiadomo, że ten wiek może być dla niektórych problemem, ale trener Michniewicz bardzo fajnie do tego podszedł, rozmawiał ze mną i dopiero zaczyna oceniać moją pracę na podstawie treningów a nie roku urodzenia. To na pewno bardzo pozytywne.
A dla ciebie samego nie jest problemem, że Rysiek Zajac ma ponad 100 meczów w najwyższych ligach polskiej i słowackiej, więc doświadczeniem mu nie dorównujesz?
- Już wcześniej miałem z nim kontakt, będąc asystentem Roberta Mioduszewskiego. Z Mateuszem Bąkiem też nie miałem żadnych problemów na linii trener-zawodnik. Bartek Danowski czy Bąk też schodzili czasem do Młodej Ekstraklasy i tam też nie było żadnych problemów, bo zawsze podchodzili do obowiązków bardzo profesjonalnie. Z racji tego, że wcześniej nie miałem żadnych problemów, nie bałem się tego. Różnica wieku jest i zawsze ona będzie wypominana, ale spokojnie do tego podchodzę. Ryśka znam od dawna, oprócz niego są dwaj młodzi bramkarze - Baran i Adamek. Wszyscy podchodzimy profesjonalnie do sprawy i patrzymy na to, co ja mogę im zaoferować i jak jestem w stanie ich przygotować do meczu. Liczy się mój warsztat trenerski.
Powiedz, jak to się stało, że w ogóle rozmawiamy o tobie, jako trenerze bramkarzy? W normalnych warunkach 24-latek byłby "młodym, zdolnym" bramkarzem.
- Kariera nie potoczyła się tak jak miała. Byłem w pierwszej drużynie Podbeskidzia za trenera Brosza. Byłem wypożyczany. Grałem w III lidze w Ząbkowicach Śląskich, gdzie poszedłem w celu ogrania się, bo miałem tu kontrakt bodaj pięcioletni. Tam zagrałem prawie wszystkie mecze, ale złapałem kontuzję kręgów. Mam dyskopatię i zdecydowałem, że jak mam się kopać w III lidze i to ma być mój pułap maksymalny, to trzeba iść w innym kierunku, a im szybciej podejmie się taką decyzję, tym lepiej. Podjąłem ją bardzo szybko. Już wcześniej, jako zawodnik, uciekałem w trenerkę. Próbowałem ustawiać chłopaków, pomagać im. Chodziłem na zajęcia młodszych roczników, żeby prowadzić ich zajęcia. Łapałem już jakieś doświadczenia i podobało mi się to. Wiek nie jest teraz moim plusem, ale w perspektywie czasu jednak będzie, bo szybko zacząłem, więc mając 30 lat będę dalej młodym trenerem, ale już z doświadczeniem. Znajomi też mnie do tego namawiali do spełniania marzeń, których się nie spełniło jako zawodnik. Podjąłem decyzję, realnie patrząc na swoje możliwości. Jako trener mogę pójść wyżej niż jako zawodnik. Nie trzeba być mistrzem świata w graniu, żeby być dobrym trenerem.
Mam jednak wrażenie, że trenerami bramkarzy szczególnie często zostają byli bramkarze. Popatrzmy choćby na Podbeskidzie - Matuszek, Mioduszewski, Dreszer, Matusiak. Wszyscy grali w ekstraklasie. Myślisz, że nie będzie ci brakować doświadczenia z profesjonalnej piłki?
- Myślę, że nie. W Legii Warszawa jest jeden z najlepszych trenerów bramkarzy w Polsce Krzysztof Dowhań, który na poziomie ekstraklasy nie zagrał ani jednego meczu. W II lidze coś bodaj zagrał, ale też w niewielkim wymiarze. Jeśli takim osobom nie zabrakło doświadczenia, myślę, że mi też nie zabraknie. Trzeba się dalej rozwijać. Dalej jeżdżę, podglądam innych trenerów. Na mecze ekstraklasy zawsze przychodziłem wcześniej, żeby podpatrywać rozgrzewki innych trenerów. Myślę, że to kwestia rozwoju samego siebie. Brak doświadczenia boiskowego zejdzie na drugi plan. Nie jest to coś, co by mnie przerosło.
Odczepmy się w takim razie od twojego wieku, a porozmawiajmy o twoim przygotowaniu do zawodu...
- Zaczynałem u trenera Mioduszewskiego jako asystent, choć już wcześniej pracowałem z młodymi bramkarzami. Przy Mioduszewskim zobaczyłem trochę ekstraklasy od środka. Pracowaliśmy razem z młodzieżą. Rok później zacząłem pracę z Młodą Ekstraklasą. To był chyba największy przeskok. Nie dość, że robiłem to samodzielnie, to jeszcze praca z młodzieżą to jest widywanie chłopaków dwa-trzy razy w tygodniu. W Młodej miałem ich codziennie, musiałem ich przygotować do sezonu. Teraz MESĘ prowadzę drugi sezon, ale wraz z klubem akademię bramkarską. Młodzieżą zajmuję się do spółki z Pawłem Górą. Pomagają też staże. Byłem w West Hamie, gdzie zobaczyłem najlepszą ligę świata od środka.
I też świetną szkółkę.
- Tak, chyba najlepszą akademię w Anglii. Mają naprawdę dużo wychowanków. Miałem tam dostęp do wszystkiego. Avram Grant pozwalał nam na wszystko, rozmawialiśmy z każdym, zaglądaliśmy wszędzie. To na pewno duże wrażenie i także doświadczenie. Dalej chcę patrzeć jak pracują inni szkoleniowcy, żeby się w wieku 24 lat nie zatrzymać, a iść dalej do przodu. Nie osiągnąłem pułapu maksymalnego.
Teraz, gdy jesteś już w pierwszej drużynie, dalej zajmujesz się Młodą Ekstraklasą i akademią, czy musiałeś tego zaprzestać?
- Zajmuję się dalej. Jestem trenerem z zawodu, więc nic poza tym nie robię i mam dużo czasu. Skupiam się na pierwszej drużynie, bo to jest priorytet. Ale nie rzuciłem do kąta młodych, tylko codziennie jestem na treningach różnych grup. Praca jest kontynuowana. Nie ma żadnych przestojów, wszystko funkcjonuje tak samo. Jedyna zmiana, to to, że mam mniej wolnego czasu.
Zastanawia mnie, jak trener bramkarzy ogląda mecze. Każdy patrzy, gdzie jest piłka, a ty w tym momencie interesujesz się tylko tym, co robi bramkarz?
- Ciągle wzrok mi ucieka na bramkarzy. Nawet jak akcja jest zupełnie gdzie indziej, patrzę co on robi, jak się zachowuje. Każdy bramkarz jest inny, więc można ich fajnie porównywać, także w polskiej lidze. Zupełnie inaczej gra Kuciak, a inaczej Zajac. Dwa kompletnie inne typy bramkarzy, więc dobrze ich obserwować, gdy stoją naprzeciwko siebie. A jeszcze lepiej, gdy Kuciak ma dużo do roboty. Akurat w Bielsku miał trochę pracy.
Na czym polega różnica między nimi?

- Na stylu bronienia. Różnią się warunkami fizycznymi. Kuciak jest bardzo wysoki, ma ogromny zasięg ramion, gra całkiem inaczej na przedpolu. Rysiek nie jest niski, ale od Kuciaka jednak niższy. I bazuje na dynamice, refleksje, grze na linii. Jeśli chodzi o to, jest jednym z lepszych bramkarzy w Polsce. To jest różnica jak między np. Fabiańskim i Kuszczakiem. Oni mają podobne warunki fizyczne, ale grają całkiem inaczej. Myślę, że Fabiański to jeden z nielicznych bramkarzy, który gra - a przynajmniej próbuje - grać na przed polu. Z różnym skutkiem, ale teraz wrócił do bramki Arsenalu. Większość polskich bramkarzy gra głównie na linii. Każdy musi wykorzystywać swoje atuty. Zajac wykorzystuje szybkość, tak inny bramkarz musi wykorzystywać swoje inne zalety.
Powiedz, jak na Zajaca mogą wpływać te częste zmiany trenerów bramkarzy?
- Myślę, że szczególnie on cierpi na tych wszystkich roszadach. Bramkarz to taka pozycja, gdzie potrzeba większej niż gdziekolwiek indziej stabilizacji, spokoju. Nawet jak się zawali bramkę, ale ma się zaufanie trenera, to czuje się większą pewność siebie. Co innego wyjść na mecz, gdy trener ci ufa, a co innego mieć w głowie myśl: "kurde, jak coś zawalę, mogę nie zagrać w następnym meczu". Dlatego ogólnie brak stabilizacji wpływa źle na bramkarzy. Zresztą nie tylko na nich. Spore znaczenie w piłce ma psychologia. Jak drużyna gra o życie i jeszcze w jej środku ciągle są zmiany, to na pewno nie wpływa to na nią dobrze. Dlatego to, że do końca sezonu w Podbeskidziu ta stabilizacja będzie, na pewno wpłynie pozytywnie na wszystkich.
Zajac ma 37 lat. Jak długo jest w stanie jeszcze grać na tym poziomie?
- Van der Sar grał do czterdziestki, więc myślę, że "Richi", z jego zdrowiem, też spokojnie może do tego wieku grać. Zresztą prezentuje się bardzo dobrze fizycznie. Nie ma kontuzji, bo odkąd tutaj przyszedł, nie pamiętam, żeby miał jakiś uraz. Zdrowie ma, dyspozycję również. Dalej jest ważnym ogniwem drużyny, więc jeszcze kilka lat może spokojnie grać, o ile tylko dalej będzie miał w sobie pasję. A myślę, że ma i widać to po nim.
Możesz powiedzieć coś o Krzysztofie Baranie? Jego nie widział żaden z kibiców Podbeskidzia, nie licząc tych, którzy widzieli jego epizody w Jagiellonii.
- Jest młody, perspektywiczny, a już ma na koncie mecze w ekstraklasie. Mimo 20 lat jest ograny, bo grał też w Chojniczance w II lidze. Był tu zresztą u nas na testach, Robert Mioduszewski go chciał, ale dostał ofertę z Jagiellonii i tam poszedł. Pobronił trochę w ekstraklasie i miał dużo fajnych meczów. Teraz jest tutaj i myślę, że to materiał na bardzo dobrego bramkarza. Zbiera zresztą bardzo pozytywne recenzje od trenera Jankowskiego, który pracuje w "Jadze" i trenuje bramkarzy reprezentacji młodzieżowych. Ale na pewno dużo pracy przed nim. Jak najbardziej może kiedyś zaistnieć nie tylko w polskiej lidze.
On ma właśnie świetne warunki, więc można to wykorzystać do gry na przedpolu.
- Już ma dużo atutów, a można jeszcze wiele rzeczy poprawić. By wszystkie szczegóły, które decydują o grze bramkarza, wyglądały jak najlepiej. Musi walczyć o grę i pracować na treningach.
Widziałeś wielu młodych bramkarzy Podbeskidzia. Jak wygląda przyszłość tego klubu jeśli chodzi o tę pozycję? Bo w ekstraklasie niewiele klubów stawia na polskich bramkarzy. Zwłaszcza jak na "polską szkołę bramkarską", o której się - chyba na wyrost - mówi...
- Wątpię, że jest coś takiego jak polska szkoła bramkarzy. Mamy po prostu wielu golkiperów, ale coraz mniej z nich gra. Tytoń wypadł ze składu PSV, Szczęsny z Arsenalu, dobrze, że chociaż na rzecz Polaka. Polscy bramkarze trochę tracą renomę, ale na pewno nie na tyle, żeby w naszej lidze grało ich tak mało. Mamy bardzo dobrych młodych zawodników, jak Skorupski z Górnika Zabrze, ale oni mają problem żeby się przebić. Wielu jak już dostaje szanse, idzie do przodu. A jeśli chodzi o Podbeskidzie, kwestią czasu jest, kiedy będzie tu bronił wychowanek. Teraz jak funkcjonuje akademia bramkarska, potrzeba kilku lat, by wychować dobrego fachowca. Wcześniej też tu było szkolenie bramkarzy, ale dopiero od kilku lat funkcjonuje na takim poziomie, jak powinno. Żeby wychować dobrego zawodnika, musi się złożyć wiele czynników. Najważniejsze, to trafić na dobrego chłopaka, "materiał" na dobrego bramkarza. Żeby wyszlifować talent. Można mieć najlepsze treningi, ale jak nie ma talentu, to bramkarza też nie będzie. Myślę, że mamy kilku chłopaków, którzy mają predyspozycję, żeby w perspektywie 4-5 lat zaistnieć w pierwszej drużynie. Trzeba jednak cierpliwości, czasu i pracy tych chłopaków, bo wiadomo, że w domu się ich nie przypilnuje. Praca z młodymi zawodnikami, to nie tylko praca na treningu. To, co robią w domu czy w wolnym czasie, jest nawet ważniejsze niż to, co na zajęciach.
Zawsze mnie zastanawia jak wygląda selekcja młodych bramkarzy. Powiedzmy, że przychodzi do ciebie 10-latek, prowadzić go siedem lat, a on przestaje rosnąć na poziomie 175. Co zrobić, żeby tego uniknąć? Patrzysz od razu na rodziców?
- W Młodej Ekstraklasie jest - teraz wypożyczyliśmy go do Iskry Pszczyna - Łukasz Mrzyk. On ma 177 wzrostu. Pracuję z nim od czterech lat, też trenował już z pierwszą drużyną. To chłopak z rocznika 1995. Myślę, że gdyby miał 10 centymetrów więcej, to w tej chwili on by rywalizował z "Richim" o miejsce w pierwszej drużynie. Tak się nie stało, bo warunki ma takie, jakie ma. W Europie, głównie we Francji, są bramkarze, którzy z takimi warunkami fizycznymi obie radzą...
Ale głównie czarnoskórzy, którzy braki nadrabiają naturalną sprawnością.
- Tak, tyle, że jest też Jeremy Janot, który w Saint Etienne zagrał ponad 250 meczów w Ligue 1, był wybierany najlepszy bramkarzem ligi francuskiej, a ma 176 centymetrów. Chłopakowi nie wolno odbierać marzeń, bo to czy zrobi karierę to w dużej mierze kwestia szczęścia. Wiadomo, że takich bramkarzy jest mało, ileś procent bramkarzy na świecie, ale nie skreślam ich. W Europie, żeby jak najbardziej zminimalizować ryzyko pomyłki w szkoleniu bramkarza, robi się badania wzrostu, które pozwalają oszacować przyszły wzrost chłopaka. Dzięki temu wiadomo, że ma sens np. pięcioletnia inwestycja w danego chłopaka. Wiadomo, że można się pomylić, ale w tej kwestii jest to pomyłka, która kosztuje bardzo dużo. W Polsce bramkarz poniżej 1,80 m raczej nie ma szans. Gdyby to była Francja, miałby większe szanse taki chłopak.
W Podbeskidziu - jak podejrzewam - takich badań się nie robi?
- Kilka razy już robiliśmy coś takiego. Wiadomo, że nie w najmłodszych rocznikach, bo to są młodzi chłopcy, którzy mają chęci do treningów. To są bardziej gry i zabawy, więc nie mamy prawa u tych najmłodszych robić takich badań, bo przekreślilibyśmy marzenia pewnie wielu chłopaków. W starszych już takie coś robiliśmy, Lech Poznań podobnie. Tam mają bardzo dobry ośrodek. Myślę, że w kilku innych klubach też to robią, ale nie mam o tym dokładnej wiedzy.
Z tego, co mówisz, wynika, że Podbeskidzie całkiem nieźle wygląda jeśli chodzi o szkolenie bramkarzy i nadążanie za światowymi trendami.
- Staramy się iść do przodu i rozwijać akademię tak, żeby za kilka lat była na naprawdę europejskim poziomie.
Ilu chłopaków w niej obecnie trenuje?
- W tej chwili około 30. Klub bardzo pomaga, więc idziemy w kierunku Zachodu, żeby nic nie stało w miejscu. Jak wchodzą jakieś nowinki, staramy się je w miarę możliwości wprowadzać. Nie da się zrobić wszystkiego na raz. Akademia się rozwija stopniowo i trzeba dać jej czas. Każdy by chciał wszystko na już.
Wrócę teraz jednak do tego twojego wieku. Masz 24 lata, więc możesz wszystko. Zastanawiasz się nad prowadzeniem w przyszłości całej drużyny, nie tylko bramkarzy?
- Nie, na pewno nie chcę się zajmować całą drużyną. Chcę się specjalizować w szkoleniu bramkarzy. Mam swoje cele i ambicje. Troszkę wybiegłem z tymi rzeczami do przodu. Zawsze sobie zakładam, że za tyle lat będę tu i tu. W Podbeskidziu wszystko wydarzyło się dużo szybciej, ale cele mam jeszcze wyższe. W głowie każdy ma marzenia. Jedno z moich się spełniło.

Jakie są następne? Reprezentacja?
- Może reprezentacja, może jakaś młodzieżówka? Wiadomo, że to za x lat. Na razie moim celem jest dobra praca w pierwszej drużynie i z naszą młodzieżą. Jak mnie ocenią tutaj pozytywnie, to będzie klucz do dalszego rozwoju.
Wydaje mi się, że trener bramkarzy ma coś do powiedzenia w kwestii obsady bramki. Liczysz się z tym, że pewnego dnia trener Michniewicz przyjdzie do ciebie i powie: "Słuchaj, chciałbym wystawić w najbliższym meczu Krzyśka Barana. Co o tym sądzisz?"?
- Wiadomo, że pierwszy trener zawsze ma decydujący głos. Jasne, że może mnie zapytać, bo rozmawia z nami dużo w sztabie, ale raczej o ich aktualną dyspozycję, o to jak się czują. Trener może konsultować ze mną czy z asystentami, bo jest otwartą osobą, ale decyzja należy do niego. Ja nie mam zresztą oczekiwań, żebym to ja miał wybierać bramkarza, który będzie grał. Mam ich przygotować do meczu, a jeżeli trener zapyta mnie o zdanie, nie ma najmniejszego znaczenia. Wiadomo, że jak mnie zapyta, to powiem swoje zdanie, ale to on wybierze.
Jako trener bramkarzy musisz też być chyba dobrym psychologiem? Głowa ogólnie jest ważna, ale dla bramkarzy chyba najważniejsza.
- Ogólnie myślę, że trener musi być bardzo dobrym psychologiem i w tym akurat czuję się dobrze. Trener Dowhań kiedyś powiedział w jakimś wywiadzie, że jest bardzo dobrym psychologiem i ja to zapamiętałem, choć to było dawno. Zgadzam się z nim. Szkoleniowiec musi zawodnika poukładać. Każdy ma swoje życie, czasem sprawy prywatne przekładają się na grę i wtedy trzeba umieć zareagować na różne sytuacje. Trzeba im wtedy pomóc.
Rysiek jest mocny psychicznie?
- Myślę, że tak. Wytrzymał tutaj tyle zmian i dalej sobie radzi. Zresztą nie pamiętam, żeby po bramce, która go w jakiś sposób obciążała, powielił ten sam błąd w następnym meczu. Zwykle potrafił się pozbierać i w najbliższym spotkaniu prezentował się bardzo dobrze.
Rozmawiał Michał Trela