Ireneusz Jeleń: Dużo nam jeszcze brakuje do dobrej gry
Po zdobyciu gola na 1-1, to chyba wy byliście bliżsi zwycięstwa. Tymczasem straciliście głupiego gola i wszystko wzięło w łeb...
Ireneusz Jeleń, napastnik Podbeskidzia: - Dokładnie, strasznie szkoda tej drugiej bramki, zwłaszcza straconej w takich okolicznościach. Nasz bramkarz popełnił niestety błąd. Przeszkodziły mu mocno warunki. My, wychodząc na drugą połowę, też wiedzieliśmy, że musimy często strzelać na bramkę, bo w takim deszczu trudno złapać piłkę. Przeciwnik to wykorzystał. Uderzył, błąd bramkarza i stało się 2-1. Po tym golu obawiałem się, że będzie po mecz, ale błąd popełnił z kolei golkiper drużyny przeciwnej, strzeliliśmy na 2-2, poszliśmy za ciosem. Szkoda tego kontrataku. Niepotrzebnie Darek Pietrasiak poszedł „na raz”.
No właśnie, czy to nie jest dziwne, że niemal najbardziej doświadczony zawodnik w drużynie w ostatniej minucie meczu fauluje w polu karnym?
- On ratował, bo chciał zapobiec wrzutce w pole karne. Zawodnik Lechii dostał dobre prostopadłe podanie i Darek podjął ryzyko. Zrobił błąd. Trzeba się wziąć w garść, potrenować i w Lubinie powalczyć o punkty.
Chyba nie tak wyobrażał pan sobie debiut w Podbeskidziu i powrót do polskiej ekstraklasy?
- Wiadomo, że chciałem pokazać się z jak najlepszej strony i tej drużynie pomóc. Niestety, jak się przegrywa mecz, to nie można debiutu zaliczyć do udanych. Brakuje mi rytmu meczowego, wierzę w to, że w każdym spotkaniu będzie lepiej i zespół będzie ze mnie zadowolony. Chcieliśmy u siebie przełamać tę złą passę. Niestety, przegraliśmy i musimy o tym meczu jak najszybciej zapomnieć, po to by w sobotę z Lubina wywieźć punkty, bo to drużyna w naszym zasięgu.
Czeka was tam kolejny mecz o „sześć punktów”...
- Tak, bo to nasz sąsiad w tabeli. Trzeba walczyć dalej, bo jeszcze nic straconego.
Nie miał pan problemów, by wytrzymać kondycyjnie te 90 minut?
- Trener ciągle pytał, czy dalej się dobrze czuję. 90 minut wytrzymałem. Brakowało mi tylko zgrania z drużyną i to było w kilku sytuacjach wyraźnie widać.
W 12. minucie miał pan dobrą sytuację, gdy strzelił pan z ostrego kąta w krótki słupek...
- Można to było lepiej wykorzystać, bo... chciałem strzelać po długim rogu. Trochę się pospieszyłem w tej sytuacji. Dopiero wchodzę do gry i będę robił wszystko na treningach, by złapać zrozumienie z drużyną.
W pierwszej połowie nie trzymał się pan wcale środka ataku, ale często wracał się pan po piłkę. Takie było założenie, czy to była pańska „oddolna” inicjatywa?
- Wracałem, bo miałem za mało piłek. To pierwszy mecz z drużyną. Wierzę, że w kolejnych będzie dużo lepiej.
Jest pan w Podbeskidziu nowy, ale z drugiej strony takiego doświadczenia nie ma prawie nikt. Zaczął pan już instruować w szatni młodszych kolegów?
- Nie no, od tego jest kapitan. Ale wiadomo, że moja osoba dla niektórych młodych chłopaków jest mobilizująca i sam na miarę możliwości też staram się podpowiadać.
W meczu z Lechią wiele osób narzekało na arbitra. Pan jak oceni jego pracę?
- Nie chciałbym go osądzać. Rzut karny wydaje mi się, był ewidentny. My mieliśmy grać swoje, staraliśmy się i na tym się skupiałem. W pierwszej połowie to nie wychodziło, w drugiej było lepiej, ale brakuje nam jeszcze dużo do dobrej gry.
Co pana zdaniem trzeba poprawić?
- Trzeba grać kolektywem, bo widać było, że szczególnie w pierwszej połowie, Lechia tak konstruowała kontrataki, że spokojnie mogła podwyższyć prowadzenie. Graliśmy za szeroko i za nerwowo. Trzeba nad tym pracować.
Mimo że jest pan nowy w drużynie, widać było wyraźnie, że sporo piłek grano na pana. Zaskoczyło to pana?
- Drużyna po takiej serii bez zwycięstwa potrzebowała świeżej krwi. Ja w piątek podpisałem kontrakt i chciałem zmobilizować drużynę moją osobą na ten dzisiejszy mecz. Było widać, że koledzy mnie szukali, ale brakowało nam zrozumienia. To jednak kwestia czasu.
Rozmawiał Michał Trela.