Idzie, idzie... ale dokąd?

11.11.2016
Bielskie Podbeskidzie do rywalizacji ligowej przystępowało jako jeden z kandydatów do awansu. W teorii wciąż nim pozostaje, ale z każdym kolejnym potknięciem szanse na powrót do Ekstraklasy maleją. "Górale" w pierwszej części sezonu, która dobiega końca, nie zaprezentowali futbolu na miarę końcowego sukcesu. 
Łukasz Laskowski/Press Focus

Po zatonięciu okrętu pod banderą „Podbeskidzie” podjęto w klubie z Bielska-Białej decyzję, aby go odnowić i wrócić na głęboką, ekstraklasową wodę. Wraz z okrętem na dno poszedł kapitan, którego postanowiono wymienić. Roberta Podolińskiego zastąpił Dariusz Dźwigała. Nowy trener nie był pierwszym wyborem prezesa, ale ostatecznie Tomasz Mikołajko postawił na byłego szkoleniowca Dolcanu Ząbki i Arki Gdynia. „Mocniejsi” kandydaci, mówiło się m.in. o Marcinie Broszu i Czesławie Michniewiczu, wybrali oferty innych klubów. Przed Dźwigałą postawiono klarowny cel, który zrealizować miał w dwa lata – Zostałem obdarzony zaufaniem w projekcie odbudowy zespołu po spadku z Ekstraklasy, co bardzo mnie cieszy. Rozmawialiśmy z władzami klubu o wizji długofalowej pracy, choć oczywiście możliwie szybko chcemy znów znaleźć się w elicie – powiedział po ogłoszeniu nominacji Dźwigała. Wymieniono po spadku także znaczną część załogi. Niektórzy piłkarze nie chcieli grać w I lidze – Kohei Kato, Mateusz Szczepaniak, Emilijus Zubas, Adam Mójta, czy Mateusz Możdżeń, z niektórymi przyszłości nie wiązał klubu – Adam Pazio, Krystian Nowak, Frank Adu Kwame, czy Jakub Kowalski. W ich miejsce pozyskano nowych graczy, w dużej mierze załogę kompletowano według wskazówek nowego kapitana. Pod Klimczok zawitali m.in.: Martin Baran, Daniel Feruga, Tomasz Podgórski, Łukasz Sierpina, Michał Janota, Mariusz Magiera oraz wypożyczony bramkarz – Rafał Leszczyński. Wszyscy wymienieni mają, większy lub mniejszy, wpływ na postawę zespołu... odbiegającą od oczekiwań.

Odmienione Podbeskidzie I-ligowe zmagania rozpoczęło w sposób napawający optymizmem. Po pierwszych czterech meczach kurs na Ekstraklasę był widoczny. Bielski zespół otwierał ligową tabelę z dorobkiem 10 punktów, wygrał trzy mecze wyjazdowe w stosunku 2:0, zremisował u siebie z Wigrami Suwałki. Dalszej części rejsu do udanych nie można zaliczyć. „Górale” przegrali trzy mecze z rzędu – m.in. z obecnym liderem z Katowic i wiceliderem z Chojnic, po wygranej w Pruszkowie zanotowali kolejną serię bez zwycięstwa – wywalczyli dwa punkty w czterech spotkaniach. Drużyna nie prezentowała futbolu na miarę oczekiwań, nie grała ani widowisko, ani skutecznie, zboczyła z kursu i osiadła na mieliźnie, z której (jeszcze) się nie wydostała.

Słaba postawa zespołu i brak wyraźnego stylu przekładały się na kolejne niepowodzenia, co w konsekwencji doprowadziło do zmiany kapitana. Po porażce na otwarcie Stadionu Miejskiego 0:1 ze Stalą Mielec czara goryczy się przelała. Szybko udało się znaleźć szkoleniowca, który podjął się misji ratowania sezonu. Za stery chwycił Jan Kocian. – Cel powrotu do elity pozostaje niezmienny. Bijemy się o Ekstraklasę, bo tam jest nasze miejsce – oznajmił po zatrudnieniu nowego trener prezes Mikołajko. Pod szkoleniowym okiem Słowaka Podbeskidzie w czterech meczach wywalczyło sześć punktów (6 straciło) – zwycięstwo i trzy remisy. Znaczącej poprawy w grze „Górali” nie widać, ale i czasu Kocian nie miał zbyt dużo.  Nadal nie potrafią wygrać u siebie – za poprzedniego kapitana podjęli sześć prób (2 remisy, 4 porażki), za obecnego dwie (2 remisy). Bielski zespół strzela mało bramek – 17 w 16 meczach (4 w 4 po zmianie trenera), z czego aż 7 zdobył w dwóch spotkania – porażka 4:5 z Zagłębiem Sosnowiec po meczu pełnym rażących błędów w defensywie z obu stron oraz remis 3:3 w minionej kolejce z Górnikiem Zabrze. – Po tym meczu mamy nie dwóch rannych, ale dwóch prawie zabitych – skomentował wynik „derbików” Dawid Plizga odnosząc się rzecz jasna do sytuacji spadkowiczów w tabeli. Po 16. kolejkach Podbeskidzie z dorobkiem 21 „oczek” zajmuje 9. miejsce. Do lidera z Katowic traci 11 punktów, do wicelidera z Chojnic 10, z Górnikiem sąsiaduje. Natomiast nad strefą spadkową ma... 6 punktów przewagi, nad pozycją barażową tylko 3. 


Przekreślać „Górali” jeszcze nie powinno się, ale biorąc pod uwagę ich dotychczasowe dokonania o optymizm niełatwo. Runda się kończy, a zespół nie zdołał rozwinąć w pełni żagli. Obiecujący początek sezonu, dobre fragmenty w konfrontacji z Zagłębiem, często napędzane poprzez błędy rywali oraz niezła postawa z meczu z Górnikiem, to zdecydowanie za mało. Zdecydowanie za mało to także dobre wyniki na wyjazdach, gdzie Podbeskidzie wywalczyło 17 z posiadanych 21 punktów, straciło zarazem tylko dwa gole. 

Przed spadkowiczem ostatni mecz rundy jesiennej w Kluczborku z tamtejszym MKS-em, który zamyka ligową stawkę. Następnie dwa domowe pojedynki rewanżowe – z Olimpią Grudziądz i Bytovią Bytów. Podbeskidzie rywalizować będzie zatem z trzema zespołami, od których aktualnie sklasyfikowane jest wyżej. Pełna pula w konfrontacji z „czerwoną latarnią”, następnie przełamanie niemocy na własnym stadionie... bez kompletu punktów na finiszu roku o zakotwiczenie w czerwcu w porcie o nazwie „Ekstraklasa” będzie niezwykle trudno.

autor: KB

Przeczytaj również