Halkbank - Jastrzębski 3-1. Szalony pierwszy set, a potem... bez szału
22.10.2013
Już od momentu losowania było wiadomo, że to między Halfbankiem a Jastrzębskim Węglem powinna się rozstrzygnąć rywalizacja o dwa pierwsze miejsca w grupie F. Pozostali rywale - Rumuni z Konstancji i Austriacy z Innsbrucku, powinni być groźni przede wszystkim we własnej hali. Polacy z Turkami mieli walczyć jak równy z równym zarówno u siebie, jak i na wyjeździe.
Znakomity pierwszy set dzisiejszego meczu w pełni potwierdził te przewidywania. Siatkarze obu drużyn szli "łeb w łeb". Turcy dobrze grali z kontry, zaś nasi zawodnicy ostro ryzykowali zagrywką, co sprawiało rywalom duże problemy w przyjęciu. To była siatkówka, którą dobrze się oglądało. Po drugiej przerwie technicznej siatkarze Jastrzębskiego Węgla zaczęli odskakiwać rywalom i wydawało się, że spokojnie wygrają seta. Nic bardziej mylnego. Nagle gra się posypała, a Turcy odrobili straty. Doszło do prawdziwej wojny nerwów i wyglądało na to, że pierwsza partia nigdy się nie skończy. Ostatecznie górą byli nasi zawodnicy. Wynik? 34-36!
Wydawało się, że psychologicznie będzie to miało bardzo duże znaczenie dla losów dalszego spotkania. Okazało się jednak, że ta minimalna porażka tylko rozsierdziła Turków. W drugim secie nasi siatkarze nie serwowali już tak dobrze, zaś w zespole z Ankary rozpędziły się największe gwiazdy - Juantorena, Matej Kajski i Raphael. Efekt? Klęska 25-16. Niestety, także w kolejnej partii zawodnicy Bernardiego pokazali, że nie radzili sobie z głową. Źle wchodzili w seta i gdy gospodarze odskakiwali, nie byli już w stanie nawiązać walki. Skończyło się więc tylko o punkt lepiej niż w poprzedniej odsłonie.
W tym momencie stało się jasne, że jeśli Jastrzębski Węgiel ma nie wracać z pustymi rękami, musi znakomicie wejść w grę już od pierwszej piłki czwartego seta. Faktycznie, było lepiej niż w poprzednich partiach, ale nie wystarczająco dobrze. Wyglądało na to, że nasi siatkarze byli po prostu słabsi. W stolicy Turcji zabrakło im dziś jakości.
Znakomity pierwszy set dzisiejszego meczu w pełni potwierdził te przewidywania. Siatkarze obu drużyn szli "łeb w łeb". Turcy dobrze grali z kontry, zaś nasi zawodnicy ostro ryzykowali zagrywką, co sprawiało rywalom duże problemy w przyjęciu. To była siatkówka, którą dobrze się oglądało. Po drugiej przerwie technicznej siatkarze Jastrzębskiego Węgla zaczęli odskakiwać rywalom i wydawało się, że spokojnie wygrają seta. Nic bardziej mylnego. Nagle gra się posypała, a Turcy odrobili straty. Doszło do prawdziwej wojny nerwów i wyglądało na to, że pierwsza partia nigdy się nie skończy. Ostatecznie górą byli nasi zawodnicy. Wynik? 34-36!
Wydawało się, że psychologicznie będzie to miało bardzo duże znaczenie dla losów dalszego spotkania. Okazało się jednak, że ta minimalna porażka tylko rozsierdziła Turków. W drugim secie nasi siatkarze nie serwowali już tak dobrze, zaś w zespole z Ankary rozpędziły się największe gwiazdy - Juantorena, Matej Kajski i Raphael. Efekt? Klęska 25-16. Niestety, także w kolejnej partii zawodnicy Bernardiego pokazali, że nie radzili sobie z głową. Źle wchodzili w seta i gdy gospodarze odskakiwali, nie byli już w stanie nawiązać walki. Skończyło się więc tylko o punkt lepiej niż w poprzedniej odsłonie.
W tym momencie stało się jasne, że jeśli Jastrzębski Węgiel ma nie wracać z pustymi rękami, musi znakomicie wejść w grę już od pierwszej piłki czwartego seta. Faktycznie, było lepiej niż w poprzednich partiach, ale nie wystarczająco dobrze. Wyglądało na to, że nasi siatkarze byli po prostu słabsi. W stolicy Turcji zabrakło im dziś jakości.
Polecane
Plus Liga