Gwiazda - Tychy 5-2. "Moi zawodnicy na parkiecie zdarli dziś skarpetki"
08.11.2010
Mimo że pierwsza odsłona pojedynku nie przyniosła zmiany rezultatu, kibice zgromadzeni w hali na Halembie nie mogli się nudzić. Od początku spotkania zarysowała się przewaga gospodarzy, którzy po uderzeniu Jacka Hewlika i rykoszecie Adama Jonczyka mogli (a wręcz powinni!) prowadzić. Kilka minut później w odpowiedzi w słupek trafił Wojciech Ćwieląg.
Bramka dla rudzian wisiała w powietrzu tym bardziej, że gospodarze co rusz stwarzali sobie doskonałe sytuacje sam na sam z Dariuszem Dłużniewskim. Jeszcze przed zmianą stron wybornych okazji nie wykorzystali między innymi Kamil Neznal i Szymon Łuszczek...
Worek z bramkami rozwiązał się dopiero po przerwie. Przez dziesięć minut Dłużniewski uwijał się co prawda jak w ukropie, ale przy dokładnych zagraniach Gwiazdy nie miał nic do powiedzenia. Rezultat otworzył Hewlik, którego podaniem na nos obsłużył Tomasz Klimas.
Po czterech kolejnych akcjach... padły cztery bramki! W roli egzekutora wystąpili: Szymon Łuszczek, dwukrotnie Ariel Piasecki i Tomasz Klimas. - Kiedyś musiało to pęknąć, bo z tygodnia na tydzień każdy z nas miał wiele okazji do wpisania się na listę strzelców. Wpadło jedno, potem się posypało, na szacunek zasługuje jednak cała drużyna - cieszył się Jacek Hewlik.
Bliski wpisania się do protokołu meczowego w kolumnie "strzelcy" był nawet Maciej Rozmus. Bramkarz Gwiazdy próbował zdobyć gola z własnego pola karnego, ale jeden z graczy GKS-u wybił futbolówkę z linii bramkowej. Inna sprawa, że przyjezdni grali już wówczas z Mirosławem Miozgą w roli lotnego bramkarza... - I chyba zrobiliśmy to zbyt późno. Choć z drugiej strony, patrząc przez pryzmat całego widowiska, może dobrze się stało. Grać w przewadze, a nie umieć wykonać schematów związanych z dwóch dokładnych podań woła o pomstę do nieba. Graliśmy jak w lidze środowiskowej. Tragedia... Młody zespół Gwiazdy chciał nam coś udowodnić, jednak to, co my robiliśmy, było żenujące - przyznał samokrytycznie Miozga.
O kosmetykę wyniku zadbał Roman Trojanowski. Rudzianie mieli już w bramce Rafała Krzyśkę, który na ostatnie dwie minuty zaliczył (kolejny) debiut w Gwieździe. - Po dwóch miesiącach wreszcie wróciłem do piłki. Cieszę się, że chłopcy dali mi tę możliwość. Brawa dla nich, bo dziś na parkiecie zdarli skarpetki. Należy się cieszyć, że z meczu na mecz wykonują coraz to więcej założeń taktycznych - podkreślał Krzyśka, który jeszcze kilka tygodni temu był... graczem GKS-u.
Bramka dla rudzian wisiała w powietrzu tym bardziej, że gospodarze co rusz stwarzali sobie doskonałe sytuacje sam na sam z Dariuszem Dłużniewskim. Jeszcze przed zmianą stron wybornych okazji nie wykorzystali między innymi Kamil Neznal i Szymon Łuszczek...
Worek z bramkami rozwiązał się dopiero po przerwie. Przez dziesięć minut Dłużniewski uwijał się co prawda jak w ukropie, ale przy dokładnych zagraniach Gwiazdy nie miał nic do powiedzenia. Rezultat otworzył Hewlik, którego podaniem na nos obsłużył Tomasz Klimas.
Po czterech kolejnych akcjach... padły cztery bramki! W roli egzekutora wystąpili: Szymon Łuszczek, dwukrotnie Ariel Piasecki i Tomasz Klimas. - Kiedyś musiało to pęknąć, bo z tygodnia na tydzień każdy z nas miał wiele okazji do wpisania się na listę strzelców. Wpadło jedno, potem się posypało, na szacunek zasługuje jednak cała drużyna - cieszył się Jacek Hewlik.
Bliski wpisania się do protokołu meczowego w kolumnie "strzelcy" był nawet Maciej Rozmus. Bramkarz Gwiazdy próbował zdobyć gola z własnego pola karnego, ale jeden z graczy GKS-u wybił futbolówkę z linii bramkowej. Inna sprawa, że przyjezdni grali już wówczas z Mirosławem Miozgą w roli lotnego bramkarza... - I chyba zrobiliśmy to zbyt późno. Choć z drugiej strony, patrząc przez pryzmat całego widowiska, może dobrze się stało. Grać w przewadze, a nie umieć wykonać schematów związanych z dwóch dokładnych podań woła o pomstę do nieba. Graliśmy jak w lidze środowiskowej. Tragedia... Młody zespół Gwiazdy chciał nam coś udowodnić, jednak to, co my robiliśmy, było żenujące - przyznał samokrytycznie Miozga.
O kosmetykę wyniku zadbał Roman Trojanowski. Rudzianie mieli już w bramce Rafała Krzyśkę, który na ostatnie dwie minuty zaliczył (kolejny) debiut w Gwieździe. - Po dwóch miesiącach wreszcie wróciłem do piłki. Cieszę się, że chłopcy dali mi tę możliwość. Brawa dla nich, bo dziś na parkiecie zdarli skarpetki. Należy się cieszyć, że z meczu na mecz wykonują coraz to więcej założeń taktycznych - podkreślał Krzyśka, który jeszcze kilka tygodni temu był... graczem GKS-u.
Polecane
Futsal Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów