Gwiazda - Polkowice 5-1. Najpierw zagrali jak Górnik, potem jak BVB

28.02.2011
Druga odsłona meczu w wykonaniu rudzian była o niebo lepsza, niż pierwsze 20 minut. Tym samym Gwiazda odniosła zwycięstwo najwyższą ilością bramek od kiedy występuje w ekstraklasie!
O pierwszej połowie niedzielnego pojedynku można napisać jedynie, że się odbyła. Oba zespoły nie potrafiły dobrze "wejść" w zawody, to i strzałów na bramkę rywala było niewiele. Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy uderzenie Szymona Łuszczka w słupek i niewykorzystane dwie szanse Adriana Zabłockiego. - Ta część spotkania wyglądała jak potyczka Polonii z Górnikiem. Na szczęście po zmianie stron oglądaliśmy widowisko przypominające choćby sobotni mecz Bayernu z Borussią - przyznał Arkadiusz Grzywaczewski, prezes gospodarzy.

Zanim doszło do zrywu Gwiazdy, na prowadzenie nieoczekiwanie wyszli goście z Polkowic. Na nieco ponad minutę przed końcem, na techniczną próbę zza pola karnego zdecydował się Andrzej Korciński i w obozie przyjezdnych (przynajmniej w tym momencie) zapanował spokój. Później jedynym, który prezentował ekstraklasową formę w ekipie TPH, był tylko Michał Długosz. I choć golkiper z Polkowic cztery razy (przy rzucie karnym Jacka Hewlika między słupkami zmienił go Grzegorz Duda) musiał wyciągać piłkę z bramki, był bezsprzecznie najlepszym aktorem swojego teamu. - Ewidentnie nam dziś czegoś brakowało. To na pewno nie jest ten zespół, który pewnie zdobywał punkty w pierwszej rundzie - dodał niezadowolony Długosz.

Na uznanie zasługuje za to postawa całej drużyny z Rudy Śląskiej. Od początku drugiej części potyczki miejscowi rzucili się do odrabiania strat. Te odrobili z dużą nawiązką, choć gdyby zliczyć wszystkie dogodne okazje Gwiazdy, wynik mógłby być przynajmniej dwa razy wyższy. W ekipie grającego trenera, Rafała Krzyśki, brylował autor dwóch bramek, Jacek Hewlik. Jedną zdobył po rajdzie z połowy boiska, a drugą po przedłużonym rzucie karnym. "Hewa" miał szansę przynajmniej na hat-tricka, ale przy kolejnej okazji z karnego zabrakło mu nieco szczęścia.

Na 4-1 kapitalną podcinką w samo okienko popisał się z kolei Tomasz Klimas. Ręce same składały się do oklasków... - Naprawdę fajnie weszło. bramkarz TPH rozgrywał chyba zawody życia, więc trzeba było spróbować czegoś specjalnego. Wcześniej mieliśmy tyle szans, że wołało to o pomstę do nieba. W końcu zaczęło wpadać - uśmiechał się zadowolony strzelec.

Podczas nawałnicy gospodarzy, polkowiczanie prezentowali się mizernie. Pod bramką Długosza z kolei seryjnie dobre okazje marnowali Łuszczek, Ariel Piasecki i Bartosz Siadul. Ten pierwszy wreszcie znalazł sposób na przeciwnika i ustalił wynik rywalizacji. - Nie był to może cudowny mecz w naszym wykonaniu, ale liczą się tylko trzy punkty. Na wyjeździe w tym sezonie idzie nam o wiele gorzej, więc tym bardziej cieszą punkty zdobyte u siebie - podkreślił Łuszczek.

- Chcemy w przyszłym roku grać w ekstraklasie i będziemy o to walczyć z całych sił. Ostatnio często zdarza nam się "przesypiać" pierwsze połowy. Gdy jednak piłkarze z Polkowic zmarnowali kilka swoich sytuacji, wiedziałem, że w końcu ich dopadniemy! Podreperowaliśmy dzisiaj nieco swoje statystyki strzeleckie - zaznaczył szkoleniowiec zwycięzców, Rafał Krzyśka.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również