Gwiazda - Polkowice 2-4. "Czerwoni" rudzianie coraz bliżej degradacji
07.02.2010
- W razie porażki liga może się dla nas przedwcześnie zakończyć - prorokował przed początkiem spotkania z ostatnim zespołem ekstraklasy Mirosław Miozga. Jego koledzy z Halemby, nie chcąc po raz kolejny narażać swoich kibiców na niepotrzebną nerwówkę, od razu rzucili się więc na przeciwnika. Po kilku nieudanych akcjach pod polem karnym Polkowic przydarzył im się jednak moment dekoncentracji. Jak wykorzystuje się prezenty, pokazał im Koryciński.
Niezrażeni takim obrotem sprawy gospodarze w dalszym ciągu przeważali i trafienie wyrównujące wisiało w powietrzu. Co prawda próby Ficka i Łągiewki nie znalazły jeszcze powodzenia, ale po bombie z rzutu wolnego Jasińskiego miejscowi mogli wreszcie odetchnąć.
Nie wiadomo, jak rudzianie mobilizowali się w przerwie, ale drugą odsłonę meczu rozpoczęli bardzo agresywnie... Za bardzo, bo już w jednej z pierwszej akcji faul Ficka arbitrzy zakwalifikowali na czerwoną kartkę, co w konsekwencji oznaczało dwuminutowe osłabienie. I choć te udało się zagrać "na zero" w defensywie, to koszmar Ślązaków miał dopiero nastąpić...
Od 28. do 31. minuty wydarzyło się to, o czym w Rudzie Śląskiej jak najszybciej będą chwieli zapomnieć. W ciągu kilku minut polkowiczan na prowadzenie wyprowadził Trznadel, a chwilę potem trafienie dołożył Nowakowski. Warto zaznaczyć, że przy golu numer 3. miejscowi ponownie mieli "manko" w swoich szeregach, bo za dwa "żółtka" z parkietu wyleciał Jasiński.
Miozga już niemal tradycyjnie w końcówce wciągnął na siebie trykot lotnego bramkarza i wziął na swoje barki ciężar rozgrywania piłki. Udało się połowicznie, bo najpierw z przedłużonego rzutu karnego zdobył bramkę kontaktową, jednak chwilę później jego niedokładne podanie przejął Sebastian Jędrzejewski, który "do pustaka" ustalił wynik rywalizacji.
Niezrażeni takim obrotem sprawy gospodarze w dalszym ciągu przeważali i trafienie wyrównujące wisiało w powietrzu. Co prawda próby Ficka i Łągiewki nie znalazły jeszcze powodzenia, ale po bombie z rzutu wolnego Jasińskiego miejscowi mogli wreszcie odetchnąć.
Nie wiadomo, jak rudzianie mobilizowali się w przerwie, ale drugą odsłonę meczu rozpoczęli bardzo agresywnie... Za bardzo, bo już w jednej z pierwszej akcji faul Ficka arbitrzy zakwalifikowali na czerwoną kartkę, co w konsekwencji oznaczało dwuminutowe osłabienie. I choć te udało się zagrać "na zero" w defensywie, to koszmar Ślązaków miał dopiero nastąpić...
Od 28. do 31. minuty wydarzyło się to, o czym w Rudzie Śląskiej jak najszybciej będą chwieli zapomnieć. W ciągu kilku minut polkowiczan na prowadzenie wyprowadził Trznadel, a chwilę potem trafienie dołożył Nowakowski. Warto zaznaczyć, że przy golu numer 3. miejscowi ponownie mieli "manko" w swoich szeregach, bo za dwa "żółtka" z parkietu wyleciał Jasiński.
Miozga już niemal tradycyjnie w końcówce wciągnął na siebie trykot lotnego bramkarza i wziął na swoje barki ciężar rozgrywania piłki. Udało się połowicznie, bo najpierw z przedłużonego rzutu karnego zdobył bramkę kontaktową, jednak chwilę później jego niedokładne podanie przejął Sebastian Jędrzejewski, który "do pustaka" ustalił wynik rywalizacji.
Polecane
Futsal Ekstraklasa