Gwiazda - Pogoń 2-4. Trener gości: Dzisiaj to nam kurka zniosła jajko!
06.02.2011
Dobry kwadrans musiał minąć, żeby zespół Gwiazdy zaczął być równorzędnym rywalem dla Pogoni. Formę Rafała Krzyśki co rusz sprawdzali Maksym Moskaliuk i Mariusz Lewandowski, ale grający trener rudzian nie dał się zaskoczyć. Inicjatywa zdecydowanie należała do przyjezdnych, ale że wrażenia artystyczne nijak mają się do zdobywania goli, toteż na przerwę obie ekipy schodziły z zerowym dorobkiem bramkowym. Gwiazda obudziła się pod koniec pierwszej części meczu. Stojący między słupkami Dominik Kubrak okazał się jednak górą w starciu z Adamem Jończykiem (akcja sam na sam) i Szymonem Łuszczkiem (strzał z dystansu).
Worek z bramkami otworzył Michał Kubik, który dobrze odnalazł się w sytuacji, gdy Krzyśka "wypluł" do boku obronioną wcześniej piłkę. - Trafienie mogło przyjść zdecydowanie wcześniej, ale postęp w grze obronnej naszego rywala od poprzedniej rundy jest ogromny! Pogoń ma wielki problem z zamianą okazji na bramki. Dziś udało nam się podreperować te statystyki - uśmiechał się Kubik, który w niedzielne popołudnie trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców.
Zanim autor hat-tricka wspólnie z kolegami mógł się cieszyć, miejscowi szybko doprowadzili do wyrównania. Perfekcyjnie wykonany aut bezbłędnie wykończył Ariel Piasecki. Cóż jednak z tego, skoro trzy minuty później świetne podanie Moskaliuka przytomnie na bramkę zamienił Kubik... - W dalszym ciągu czegoś nam brakuje. Być może doświadczenia i boiskowego cwaniactwa. Nie można wygrać jakiegokolwiek spotkania, kiedy nie oddaje się strzałów. Jeśli dalej będzie to tak wyglądało, nie zaczniemy zdobywać punktów - kręcił głową młody szkoleniowiec Gwiazdy.
Rudzianie na trzy minuty przed końcową syreną zaryzykowali i wycofali bramkarza. Wtedy Pogoń - za sprawą Marcina MIkołajewicza i wspomnianego Kubika - pokazała, jak dobić przeciwnika "do pustaka". Próby z własnej połowy okazały się skuteczne. Kontaktowe trafienie Jacka Hewlika mogło więc być tylko na otarcie łez... - Trudno nie być optymistą, jeżeli w dwóch pojedynkach wyjazdowych wywozi się komplet punktów. Jestem jednak pełen podziwu dla drużyny gospodarzy, która poczyniła wielkie postępy w defensywie. Parafrazując krakowskie przysłowie: dziś to nam kurka zniosła jajko. Może nie byliśmy lepsi o dwie bramki, ale o jedną na pewno tak - podkreślał zadowolony trener szczecinian, Gerard Juszczak.
- Niestety, ale baliśmy się grać przez środek parkietu. I choć mogło się to przełożyć na kontrataki, to trzeba było spróbować - dodał Szymon Łuszczek, kapitan gospodarzy.
Worek z bramkami otworzył Michał Kubik, który dobrze odnalazł się w sytuacji, gdy Krzyśka "wypluł" do boku obronioną wcześniej piłkę. - Trafienie mogło przyjść zdecydowanie wcześniej, ale postęp w grze obronnej naszego rywala od poprzedniej rundy jest ogromny! Pogoń ma wielki problem z zamianą okazji na bramki. Dziś udało nam się podreperować te statystyki - uśmiechał się Kubik, który w niedzielne popołudnie trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców.
Zanim autor hat-tricka wspólnie z kolegami mógł się cieszyć, miejscowi szybko doprowadzili do wyrównania. Perfekcyjnie wykonany aut bezbłędnie wykończył Ariel Piasecki. Cóż jednak z tego, skoro trzy minuty później świetne podanie Moskaliuka przytomnie na bramkę zamienił Kubik... - W dalszym ciągu czegoś nam brakuje. Być może doświadczenia i boiskowego cwaniactwa. Nie można wygrać jakiegokolwiek spotkania, kiedy nie oddaje się strzałów. Jeśli dalej będzie to tak wyglądało, nie zaczniemy zdobywać punktów - kręcił głową młody szkoleniowiec Gwiazdy.
Rudzianie na trzy minuty przed końcową syreną zaryzykowali i wycofali bramkarza. Wtedy Pogoń - za sprawą Marcina MIkołajewicza i wspomnianego Kubika - pokazała, jak dobić przeciwnika "do pustaka". Próby z własnej połowy okazały się skuteczne. Kontaktowe trafienie Jacka Hewlika mogło więc być tylko na otarcie łez... - Trudno nie być optymistą, jeżeli w dwóch pojedynkach wyjazdowych wywozi się komplet punktów. Jestem jednak pełen podziwu dla drużyny gospodarzy, która poczyniła wielkie postępy w defensywie. Parafrazując krakowskie przysłowie: dziś to nam kurka zniosła jajko. Może nie byliśmy lepsi o dwie bramki, ale o jedną na pewno tak - podkreślał zadowolony trener szczecinian, Gerard Juszczak.
- Niestety, ale baliśmy się grać przez środek parkietu. I choć mogło się to przełożyć na kontrataki, to trzeba było spróbować - dodał Szymon Łuszczek, kapitan gospodarzy.
Polecane
Futsal Ekstraklasa