Gwiazda - Marwit 3-2. Piłkarze z Halemby poszli w ślady Odry Wodzisław
25.04.2010
Takich emocji w Rudzie Śląskiej nie było od dawna! Po raz kolejny przekonaliśmy się, że w futsalu dwie bramki przewagi to jeszcze nie wygrany mecz. Horror zakończył się jednak dla miejscowych happy endem, bo na 40 sekund przed końcową syreną - być może w najważniejszej akcji całego sezonu z perspektywy Gwiazdy - noga nie zadrżała Adrianowi Łągiewce. - Pokazaliśmy, że potrafimy walczyć do końca. Już kilka razy udawało nam się grać w przewadze i głęboko wierzyliśmy, że i tym razem tak będzie - przyznał szczęśliwy strzelec.
Jego uderzenie doprowadziło gospodarzy do wybuchu ogromnej radości, a zawodników Marwitu do kompletnej rozpaczy. Torunianie udowodnili bowiem, że mają charakter i z wydawałoby się tragicznej sytuacji - grając z wykorzystaniem lotnego bramkarza - ze stanu 0-2 zdołali wyrównać. Na gole Tomasza Rabczaka (12 sekund przed przerwą) i Łągiewki odpowiedzieli bliźniaczo podobnymi trafieniami Denysa Diemisheva i Marcina Mikołajczaka.
Na uwagę zasługuje druga bramka dla rudzian. Piłkę na swojej połowie przejął Mirosław Miozga, pognał pod pole karne rywala, a gdy wszyscy spodziewali się strzału, dokładnie obsłużył dobrze ustawionego kolegę. - Niektórzy po pierwszej rundzie już nas skreślili. Szkoda jednak, że coś innego zakładaliśmy w szatni, a po zmianie stron popełniliśmy wręcz juniorskie błędy. Efekt końcowy? Rewelacja! Szkoda, że ten sezon już się kończy - uśmiechał się "Miro".
Obie drużyny powinny zdobyć jeszcze przynajmniej po jednym golu. Stuprocentowych okazji - mając przed sobą już tylko pustą bramkę - nie wykorzystali jednak Robert Satora i Mikołajewicz. Z kolei Mateusz Kończalski trafił w ustawionego na linii bramkowej Rabczaka.
W równolegle toczącym się pojedynku w Tychach sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, ale ostateczny remis GKS-u Jachym z Cleareksem Chorzów spowodował, że spadkowiczów i zespół, który zagra w barażach, poznamy dopiero za tydzień. - Mamy passę trzech zwycięstw z rzędu. W starciu z Grembachem Zgierz musimy postawić kropkę nad "i" - zaznaczył Miozga.
Jego uderzenie doprowadziło gospodarzy do wybuchu ogromnej radości, a zawodników Marwitu do kompletnej rozpaczy. Torunianie udowodnili bowiem, że mają charakter i z wydawałoby się tragicznej sytuacji - grając z wykorzystaniem lotnego bramkarza - ze stanu 0-2 zdołali wyrównać. Na gole Tomasza Rabczaka (12 sekund przed przerwą) i Łągiewki odpowiedzieli bliźniaczo podobnymi trafieniami Denysa Diemisheva i Marcina Mikołajczaka.
Na uwagę zasługuje druga bramka dla rudzian. Piłkę na swojej połowie przejął Mirosław Miozga, pognał pod pole karne rywala, a gdy wszyscy spodziewali się strzału, dokładnie obsłużył dobrze ustawionego kolegę. - Niektórzy po pierwszej rundzie już nas skreślili. Szkoda jednak, że coś innego zakładaliśmy w szatni, a po zmianie stron popełniliśmy wręcz juniorskie błędy. Efekt końcowy? Rewelacja! Szkoda, że ten sezon już się kończy - uśmiechał się "Miro".
Obie drużyny powinny zdobyć jeszcze przynajmniej po jednym golu. Stuprocentowych okazji - mając przed sobą już tylko pustą bramkę - nie wykorzystali jednak Robert Satora i Mikołajewicz. Z kolei Mateusz Kończalski trafił w ustawionego na linii bramkowej Rabczaka.
W równolegle toczącym się pojedynku w Tychach sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, ale ostateczny remis GKS-u Jachym z Cleareksem Chorzów spowodował, że spadkowiczów i zespół, który zagra w barażach, poznamy dopiero za tydzień. - Mamy passę trzech zwycięstw z rzędu. W starciu z Grembachem Zgierz musimy postawić kropkę nad "i" - zaznaczył Miozga.
Polecane
Futsal Ekstraklasa