Gwiazda - Kupczyk 5-4. Szczęśliwa Halemba. "Takie są uroki futsalu!"

10.10.2010
- Cieszę się ogromnie z tego sukcesu, bo przecież mamy najmłodszy skład w lidze. Każde punkty tej drużyny to dla nas naprawdę wielka sprawa - mówił Szymon Łuszczek, po wygraniu z Kupczykiem.
To, że zmierzyły się ze sobą dwie ekipy, które do tej pory nie zdobyły jeszcze nawet punktu, nie mogło zwiastować braku emocji. Tych było aż nadto! Pierwsi do głosu doszli goście, których na prowadzenie wyprowadził Andrzej Seweryn. Stało się to jednak w niecodziennych okolicznościach. Zawodnik Kupczyka otrzymał dalekie podanie z własnej połowy i odwrócony tyłem do bramki strzałem głową zza pola karnego zmusił do kapitulacji źle ustawionego Macieja Rozmusa. Rafał Krzyśka poprosił o minutę czasu i...  niemal natychmiast przyszły efekty!

- Panowie, nic złego się nie dzieje - mobilizował swoich graczy szkoleniowiec Gwiazdy. Ci wzięli sobie do serca słowa trenera i w następnej akcji spotkania doprowadzili do remisu. Przemysław Kośmider "na tacy" wyłożył piłkę Arielowi Piaseckiemu, a ten z bliska dopełnił formalności. Chwilę potem było już 2-1, bo na indywidualną akcję zakończoną pięknym uderzeniem w okienko zdecydował się Szymon Łuszczek. - Wierzyliśmy, że wreszcie przyjdą efekty naszej ciężkiej pracy. Wszyscy myśleli, że i tym razem przegramy, a udowodniliśmy, że może być inaczej - cieszył się 28-latek, który jest... najstarszym w drużynie z Rudy Śląskiej.

Po zmianie stron było równie ciekawie, a publiczność z siedzeń jako pierwszy znowu poderwał Łuszczek. Moment rozluźnienia gospodarzy spowodował jednak kolejnego gola przyjezdnych. Na listę strzelców wpisał się Krzysztof Filipczak. Odnotujmy, że uczynił to głową, co w futsalu zdarza się niezwykle rzadko. Kontaktowe trafienie podziałało mobilizująco na Kupczyka.

Na jego nieszczęście, zbyt dużą wodzę fantazji puścił Marcin Czech, który w ciągu dwóch minut ujrzał dwie żółte kartki. Gwiazda czas spędzony w przewadze wykorzystała na rozgrywanie piłki, a w sekundzie, w której goście byli już w komplecie - za sprawą Tomasza Klimasa - "użądliła" ponownie. Decyzja Roberta Nazarewicza mogła być tylko jedna: gra z lotnym bramkarzem.

Manewr ten przyniósł korzyść... jego przeciwnikowi, bo strzałem "do pustaka" z własnej połowy rezultat podwyższył Łuszczek, dzięki czemu skompletował hat-tricka. - Takie są właśnie uroki futsalu! Cieszę się ogromnie z tego sukcesu, bo przecież mamy najmłodszy skład w lidze. Każde punkty tej drużyny to dla nas naprawdę wielka sprawa - podkreślał szczęśliwy strzelec.

Kupczyk w ostatnich fragmentach meczu wziął się za odrabianie strat. Gole Filipczaka i Michała Słupka wystarczyły jedynie na poprawę "kosmetyki" wyniku. - Przebieg spotkania wyglądał z naszej strony bardzo słabo. Mieliśmy niby optyczną przewagę, ale nie tym odnosi się sukcesy. Kibicom  dzisiejsze zawody mogły się podobać. Ja mam co do tego mieszane odczucia. Jesteśmy przecież najsłabszym zespołem w stawce - dodał zmartwiony trener krakowian.

Zawody obserwował Artur Sobiech. Piłkarz Polonii Warszawa przed laty był graczem rudzian.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również