Gwiazda - Kupczyk 3-4. Dreszczowiec na inaugurację rundy rewanżowej

17.01.2010
Siedem bramek, czerwona kartka i niezliczone - głównie graczy z Halemby - stuprocentowe okazje. Inauguracja dla Gwiazdy była bardzo efektowna, ale niestety nieefektywna. Punkty jadą pod Wawel.
- Skuteczność była naszą największą bolączką - podsumował zawodnik gospodarzy, Sylwester Kryger, który wzmocnił rudzian przed początkiem rundy rewanżowej. Ta, rozpoczęła się po myśli krakowian, którzy komplet "oczek" zawdzięczają źle ustawionym celownikom rywala.

Miejscowi od początku "usiedli" na Kupczyku, a jeden gol w pierwszych dziesięciu minutach - ładny strzał Łągiewki zza pola karnego - to najniższy wymiar kary. Kolejne trafienia powinni dołożyć Ficek, Satora i Jasiński. Po uderzeniu tego drugiego piłkę z linii bramkowej wybił piłkarz spod Wawelu, a próba z rzutu wolnego Jasińskiego zatrzymała się na słupku. Po drugiej stronie podobnym wyczynem popisał się Zając. Za drugim razem "Kicaj" był jednak bardziej efektywny i tuż przed końcem połowy doprowadził do wyrównania. - Nie spodziewaliśmy się, że będzie aż tak ciężko! Po odejściu z Rudy Śląskiej Jarzmika i Wolańskiego, sądziliśmy, że Gwiazda jest osłabiona, a tymczasem mieliśmy duże kłopoty - zaznaczył gracz przyjezdnych, Tomasz Leśniak.

Koszmar ostatniej akcji przed przerwą trwał w najlepsze po zmianie stron. - To były wielbłądy! Musimy coś takiego wykorzystywać - pieklił się grający asystent trenera Gwiazdy, Mirosław Miozga, po tym, jak Satora i Łągiewka marnowali sytuacje sam na sam z golkiperem gości. Było wówczas 1-2, bo Zając wyłuskał piłkę spod nóg Hewlika i uciszył miejscową publiczność.

Odpowiedź gospodarzy była natychmiastowa, a dodając do tego czerwoną kartkę rywali i ich dwuminutową grę w osłabieniu, wydawało się, że rudzianie mają przeciwnika "na widelcu". - Zdołaliśmy jednak zachować więcej zimnej krwi i dołożyć kolejne trafienia - cieszył się Leśniak, który najpierw wykończył podanie Kępy, a później gratulował Zagacie po udanym kontrataku.

O zmniejszenie porażki postarał się Jasiński, dobijając z najbliższej odległości futbolówkę. Gwiazda grała już z lotnym bramkarzem, ale na doprowadzenie do remisu nie wystarczyło czasu i szczęścia (po główce Rakowskiego zwycięstwo gości uratował Smagowicz). - Niewykorzystane szanse zemściły się . Nie zapominajmy, że to dopiero pierwszy mecz, a przed nami jeszcze 11 kolejek. Z głową do góry przystąpimy do następnego pojedynku - dodał Kryger.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również