Gwiazda - Clearex 1-3. Szczęśliwa wygrana przy nadkomplecie kibiców!

23.12.2009
Hala pękająca w szwach na meczu futsalu? To widok niecodzienny. Ponad 600 widzów postanowiło zobaczyć ostatnie tegoroczne derby. I powodów do niezadowolenia raczej mieć nie mogą.
Już pierwsza akcja Cleareksu przyniosła im prowadzenie! Na strzał zza pola karnego zdecydował się Grudzień, piłka musnęła jeszcze nogę Miozgi i wpadła do bramki. Zamiast jednak pójść za ciosem, w poczynania gości wkradła się stagnacja. Do głosu tymczasem doszła Gwiazda. Nie sposób wymienić wszystkich okazji gospodarzy, po których rozlegał się tylko głośny jęk zawodu. Wymieńmy jedynie dwa słupki - po strzałach Rakowskiego i Hewlika - a także zmarnowaną okazję Wolańskiego, który przegrał pojedynek sam na sam z Waszką. - Sądziliśmy chyba, że mecz jest już wygrany. Rudzianie zdecydowanie nas przycisnęli i mieliśmy kupę szczęścia, że zdołali zdobyć tylko jednego gola - przyznał Dawid Hajnc, gracz przyjezdnych.

Gospodarze dopięli swego po próbie Hajnca, choć nie bez winy był dobrze dysponowany (do tego momentu) golkiper chorzowian. Na tym jednak nie poprzestali i w dalszym ciągu nadawali ton wydarzeniom na parkiecie. Na szczęście dla utytułowanego rywala - w którego szeregach wyraźny był brak pauzującego za nadmiar kartek Słoniny - wynik do przerwy nie uległ zmianie.

- Po zmianie stron nieporozumienia w obronie poskutkowały tym, że to nie rywal stwarzał sobie sytuacje, ale korzystał z naszych prezentów - zauważył Rafał Jarzmik, grający trener Gwiazdy. Clearex ruszył z impetem, a bliscy zdobycia gola byli: Włodarek, Piasecki i Szłapa. Na drodze do szczęścia temu ostatniemu stanął słupek. W odpowiedzi, poprzeczkę gości "obił" Rakowski.

O obfite "Dzieciątko" dla chorzowian zadbał Hajnc. Zdecydował się uderzyć z rzutu wolnego niemal z połowy i futbolówka - ku zaskoczeniu wszystkich - zatrzepotała w siatce. - To był impuls, bo dopiero w ostatniej chwili zadecydowałem się na strzał. Widziałem ostatni mecz rudzian i pomyślałem, że może przynieść to korzyść - uśmiechał się zadowolony strzelec.

Wynik ustalił uderzeniem z własnej połowy Szłapa. Inna sprawa, że w "świątyni" Gwiazdy nie było nikogo, bo na pięć minut przed końcem wprowadziła  "lotnego" bramkarza. - Próbowaliśmy gonić Clearex na siłę, ale sytuacje nie były tak klarowne, jak w pierwszej odsłonie. Nie zasłużyliśmy na takie rozmiary porażki. Remis byłby sprawiedliwy - martwił się Jarzmik.

Podkreślmy jeszcze bardzo dobre zachowanie kibiców, którzy oprócz głośnego dopingu w "towarzystwie" flag, odpalili zimne ognie i rzucili przygotowane wcześniej konfetti. Pozdrowili też... Artura Sobiecha (byłego piłkarza Gwiazdy), który w przerwie spotkania wręczał nagrody dla najmłodszych adeptów futsalu. - Atmosfera była świetna! Pojedynki przy takiej publiczności są z pewnością atrakcyjniejsze dla każdego. Oczywiście z zawodnikami włącznie - dodał Hajnc.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również