Gwiazda - Akademia 1-4.Gdyby gospodarze grali tak przez cały sezon...
17.04.2011
Mistrz Polski kontra "czerwona latarnia" ligi? Relacja zdawałaby się być zbędną, zwłaszcza, że Akademia Futsal Club Pniewy dzierży przy okazji berło lidera ekstraklasy... Pisać jednak warto, bowiem Gwiazda Ruda Śląska na tle murowanego faworyta do wygrania ligi wypadła naprawdę okazale. - Chyba moi zawodnicy chcieli wygrać najmniejszym nakładem sił. Inna sprawa, że po stronie przeciwnika widać dobrą pracę Rafała Krzyśki. Zawiesili nam dziś wysoko poprzeczkę. Cieszy, że tak wielu utalentowanych zawodników znajduje się w jednym zespole. Życzę im, aby dalej rozwijali się w takim tempie - komplementował rywala szkoleniowiec Klaudiusz Hirsch.
Jego podopieczni przed zmianą stron zaprezentowali się niemrawo. - Potrafiliśmy stworzyć sobie wiele sytuacji, ale jednocześnie byliśmy niesamowicie nieskuteczni. Właśnie o ten element gry miałem najwięcej pretensji w przerwie - dodał trener Akademii. W jej szeregach szalał Frane Despotović, który dwukrotnie obijał słupki (raz prawy, raz lewy) bramki Krzyśki.
Rudzianie nie chcieli być dłużni. Idealnej okazji do zdobycia pierwszego gola nie wykorzystał Adam Jonczyk. Po wzorowej kontrze zawodnik z Halemby miał przed sobą niemal pustą bramkę, ale w porę jak spod ziemi wyrósł gracz przyjezdnych, który zażegnał nieszczęściu. Niewykorzystane sytuacje... Każdy zna to powiedzenie. I tym razem nie było inaczej.
Po blisko kwadransie gry mistrz kraju wyszedł wreszcie na prowadzenie. Pierwszy na listę strzelców wpisał się Daniel Lebiedziński, który z najbliższej odległości wykończył akcję kolegów. - Mogło być zdecydowanie lepiej. Chyba brak wiary u niektórych naszych piłkarzy zaważył na przebiegu drugiej części zawodów - żałował Szymon Łuszczek, kapitan pokonanych.
Tę w wykonaniu Gwiazdy można skwitować krótko: z dużej chmury - mały deszcz. Tempo gry znacznie siadło, a i inicjatywa należała już wyłącznie do Akademii. Na pięć minut przed końcową syreną Gwiazda wycofała bramkarza. Efekt? Dramatyczny! Gospodarze do ostatniej sekundy oddali jeden celny strzał. O dziwo od razu zakończony golem (Jacek Hewlik zmieścił piłkę między słupkiem, a Maciejem Foltynem). Wcześniej to goście pokazali futsal z najwyższej półki.
Drugie trafienie padło łupem braci Pieczyńskich. Dariusz dograł do niepilnowanego Łukasza, a ten efektowną piętką pokonał golkipera miejscowych. Dwa ostatnie słowa także należały do ligowego potentata. Najpierw "do pustaka" futbolówkę wpakował Jan Janovsky, a kolejne trafienie gości przypadło w udziale Marcinowi Stanisławsikemu. - W pierwszej rundzie dostaliśmy od Akademii osiem bramek. Teraz pokazaliśmy, że w Rudzie Śląskiej nie miała ona "spacerku". Gdybyśmy z taką determinacją zagrali w Tychach, na pewno zdobylibyśmy komplet "oczek" - żałował Krzyśka. Wtórował mu najbardziej z doświadczonych rudzian...
- Rywal przewyższał nas taktycznie. Cóż, nie wyglądało to najlepiej. Ale wierzymy dalej! W końcu przed nami jeszcze cztery mecze. W dodatku trzy u siebie - wybiegał w przyszłość Łuszczek.
Jego podopieczni przed zmianą stron zaprezentowali się niemrawo. - Potrafiliśmy stworzyć sobie wiele sytuacji, ale jednocześnie byliśmy niesamowicie nieskuteczni. Właśnie o ten element gry miałem najwięcej pretensji w przerwie - dodał trener Akademii. W jej szeregach szalał Frane Despotović, który dwukrotnie obijał słupki (raz prawy, raz lewy) bramki Krzyśki.
Rudzianie nie chcieli być dłużni. Idealnej okazji do zdobycia pierwszego gola nie wykorzystał Adam Jonczyk. Po wzorowej kontrze zawodnik z Halemby miał przed sobą niemal pustą bramkę, ale w porę jak spod ziemi wyrósł gracz przyjezdnych, który zażegnał nieszczęściu. Niewykorzystane sytuacje... Każdy zna to powiedzenie. I tym razem nie było inaczej.
Po blisko kwadransie gry mistrz kraju wyszedł wreszcie na prowadzenie. Pierwszy na listę strzelców wpisał się Daniel Lebiedziński, który z najbliższej odległości wykończył akcję kolegów. - Mogło być zdecydowanie lepiej. Chyba brak wiary u niektórych naszych piłkarzy zaważył na przebiegu drugiej części zawodów - żałował Szymon Łuszczek, kapitan pokonanych.
Tę w wykonaniu Gwiazdy można skwitować krótko: z dużej chmury - mały deszcz. Tempo gry znacznie siadło, a i inicjatywa należała już wyłącznie do Akademii. Na pięć minut przed końcową syreną Gwiazda wycofała bramkarza. Efekt? Dramatyczny! Gospodarze do ostatniej sekundy oddali jeden celny strzał. O dziwo od razu zakończony golem (Jacek Hewlik zmieścił piłkę między słupkiem, a Maciejem Foltynem). Wcześniej to goście pokazali futsal z najwyższej półki.
Drugie trafienie padło łupem braci Pieczyńskich. Dariusz dograł do niepilnowanego Łukasza, a ten efektowną piętką pokonał golkipera miejscowych. Dwa ostatnie słowa także należały do ligowego potentata. Najpierw "do pustaka" futbolówkę wpakował Jan Janovsky, a kolejne trafienie gości przypadło w udziale Marcinowi Stanisławsikemu. - W pierwszej rundzie dostaliśmy od Akademii osiem bramek. Teraz pokazaliśmy, że w Rudzie Śląskiej nie miała ona "spacerku". Gdybyśmy z taką determinacją zagrali w Tychach, na pewno zdobylibyśmy komplet "oczek" - żałował Krzyśka. Wtórował mu najbardziej z doświadczonych rudzian...
- Rywal przewyższał nas taktycznie. Cóż, nie wyglądało to najlepiej. Ale wierzymy dalej! W końcu przed nami jeszcze cztery mecze. W dodatku trzy u siebie - wybiegał w przyszłość Łuszczek.
Polecane
Futsal Ekstraklasa