Grzegorz Wesołowski: Patrzę na ŁKS jak na tykającą bombę

30.03.2012
Grzegorz Wesołowski jeszcze nie tak dawno był trenerem Łódzkiego KS-u i rywalizował w I lidze z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Teraz większe szanse na zwycięstwo daje bielszczanom, jednak...
Wesołowski przestrzega przed traktowaniem łodzian jako pewnego spadkowicza. - Patrzę na grę ŁKS-u i uważam, że to taka tykająca bomba. Owszem, nie wygrywają meczów, grają dość pechowo cały czas, ale w każdej chwili może nastąpić eksplozja formy, bo zawodników mają naprawdę dobrych. Myślę, że naprawdę niewiele brakuje, by zaczęli wygrywać mecze. I to wygrywać seryjnie. Pytanie, czy już w meczu z Podbeskidziem to "zapali" - zastanawia się były trener łodzian.

Co może mieć szczególne znaczenie w sobotnim pojedynku? - Na pewno kwestie psychologiczne. ŁKS jest w dołku, a Podbeskidzie będzie grało na luzie. Z dużym zaciekawieniem będę oglądał to starcie, bo moim zdaniem, jeśli łodzianie "zaskoczą" to utrzymają się w tej lidze - wyraża odważny sąd Wesołowski.

Szkoleniowiec, który pamięta rywalizację z bielszczanami jeszcze w I lidze, przyznaje, że jest zaskoczony ich postawą w elicie. - Myślę, że nikt się takich wyników i takiej przewagi nad ŁKS-em nie spodziewał. Tyle, że po tej drużynie cały czas widać progres. Od wielu lat ten zespół nadal czyni postępy. Dlatego tak ciężko jest "rozgryźć" Podbeskidzie, bo cały czas nie wiadomo, gdzie jest granica rozwoju tej drużyny. Nie mam pojęcia, gdzie "Górale" się zatrzymają? - nie ukrywa trener.

Wesołowski zgadza się, że przewagą ŁKS-u będzie to, że on musi, a bielszczanie tylko mogą, ale... - To jest liga i tu nikt nie odpuści tylko dlatego, że przyjeżdża ŁKS. Zawodnicy Podbeskidzia też grają o swoją przyszłość, o to, jak będzie oceniał ich trener. Jednak łodzianie nie stoją na straconej pozycji - kończy Grzegorz Wesołowski.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również