Grembach - Gwiazda 3-1. Koszmar. Pierwsza liga coraz bliżej

05.04.2009
Nie radzi sobie nadal na wyjazdach Gwiazda. Piłkarze z Rudy Śląskiej przegrali bardzo ważny mecz z Grembachem Zgierz. - Tych punktów może zabraknąć w walce o utrzymanie - przyznał ze smutkiem Mirosław Miozga.
Gwiazda do Zgierza przyjechała w najsilniejszym zestawieniu, z Tomaszem Kasprzykiem na czele. To właśnie popularny "Nakata" w dużej mierze przyczynił się do wygranej nad Grembachem w pierwszej rundzie. Tyle, że poza własną halą podopieczni Sławomira Palucha tracą połowę swej wartości i jak na razie nie zdobyli jeszcze ani jednego punktu. - Nie wiem co się z nami dzieje na wyjazdach. To, co gramy na obcych parkietach to tragedia - podsumował były piłkarz Cleareksu Chorzów.

W pierwszej połowie Gwiazda zagroziła bramce Bardelskiego tylko na początku meczu. Z czasem inicjatywę przejęli gospodarze, a najczęściej wtedy swoimi umiejętnościami popisywał się stojący między słupkami Krzyśka. Między piątą a szóstą minutą musiał jednak dwukrotnie wyjmować piłkę z siatki po precyzyjnych strzałach Marciniaka i Kaczmarka. - Te bramki ustawiły mecz. My się cofnęliśmy i stwarzaliśmy groźne kontry. Gwiazda zagrała ospale, nie wiem co wpłynęło tak na drużynę. Z drugiej strony gra się tak jak przeciwnik pozwala - mówił zdobywca drugiej bramki dla gospodarzy. Na potwierdzenie słów o zbyt pasywnej grze rudzian niech świadczy fakt, że w całym meczu rudzianie "załapali" tylko dwa faule.

Po przerwie Gwiazda śmielej zaatakowała, jednak prócz jednej sytuacji Dury nic z tego nie wynikało. Trafienie Hajnca przywróciło gościom nadzieje, jednak tylko na kilka minut. W końcówce nawet zmiana taktyczna i wprowadzenie lotnego bramkarza nie pomogło w stwarzaniu klarownych sytuacji podbramkowych. - Grembach był lepszy. My więcej biegaliśmy, więcej przebiegliśmy kilometrów, ale połowa tego dystansu była bez piłki. Zawaliliśmy początek meczu. Gdy się obudziliśmy było już 2-0 - podsumował Miozga. [b]
[/b]
autor: DAN

Przeczytaj również