"Grał brutalnie, by rywal wiedział, kto to Hajto. I to mu zostało w trenerce"
18.08.2012
Tomasza Hajtę zna pan bardzo dobrze. Zaskoczyło pana, że zimą wskoczył na ławkę trenerską?
Robert Kasperczyk: - Nie, ja wiedziałem, że tak się stanie. Znam Tomka i wiem, że to taki facet, który jak się za coś bierze, to robi to superprofesjonalnie. Wcześniej - sam się do tego przyznawał - nie był gotowy, żeby być trenerem. Był gdzieś tam w niższych ligach, ale to było takie raczej półamatorskie.
Czy znajomość z Hajtą jakoś panu pomoże przed sobotnim meczem?
- Plusem tej znajomości jest fakt, że wiem, na czym polega filozofia trenera Hajty. Lata spędzone za granicą, szczególnie w Niemczech, pozwoliły mu wyrobić naprawdę profesjonalne spojrzenie na piłkę. Styl gry Jagiellonii wiosną temu odpowiadał. Była duża wymienność pozycji, spora ilość podań po ziemi, mało gry górą. Poza tym, jest to zespół bardzo profesjonalnie przygotowany, przy użyciu najnowszych metod. Nie boję się użyć tego sformułowania. To są badania, których chyba nikt inny w Polsce jeszcze nie robi. Nie wszystkich na to stać i specjalistów też nie jest łatwo ściągnąć. Natomiast zweryfikuje to wszystko boisko. Tomek grał w obronie albo w pomocy, był zawodnikiem defensywnym. Ja byłem napastnikiem, ciągnęło mnie do przodu. Na pewno Podbeskidzie nie pojedzie do Białegostoku się bronić, grać niskim pressingiem i przyjmować rywala na własnej szesnastce. Tak na pewno nie będzie!
Jak pan ocenia siłę zespołu z Białegostoku?
- Trudno ocenić siłę Jagiellonii, bo dwa ostatnie mecze - sparing i Puchar Polski - grała z drużynami III-ligowymi. Wygrała je wysoko, ale to nie jest dla nas miarodajne. Natomiast ja bardzo chciałbym, żeby - podobnie jak trener Michał Probierz, który był w Poznaniu na naszym meczu - ktoś z Jagiellonii także widział nasze spotkanie z Wartą. Takiego meczu na pewno nie zagramy, a wyciąganie daleko idących wniosków z tej potyczki może okazać się zgubne. Jestem bardzo dobrej myśli, bo widzę, jaką sportową złość w chłopakach wyzwoliła ta porażka.
Zawodnicy, którzy się znają, czasem dzwonią do siebie przed meczami i jakoś się przekomarzają. Czy wśród trenerów coś takiego też się zdarza?
- Nie, jestem przekonany, że przywitamy się serdecznie i po meczu zamienimy kilka ciepłych słów. Zresztą, utrzymujemy kontakt od kiedy przestaliśmy grać w piłkę. Dzwonimy do siebie cały czas, gdziekolwiek nas los nie rzucił. Nasze rodziny też się znają.
Tomasz Hajto to z pochodzenia góral, wy jesteście góralami, więc można się nastawić na bardzo zaciekłą rywalizację...
- Na pewno tak. Jagiellonia ma charakter, taką zajadłość, nie odpuszcza na boisku rywalowi. Ja pamiętam treningi - ciężko je nazwać tlenowymi - mordercze treningi wytrzymałościowe jeszcze z czasów naszej kariery zawodniczej, które wtedy były domeną szkoleniową. My przybiegaliśmy wszyscy w jednej grupie, a Tomek już gdzieś tam czekał na nas. Byliśmy nawet na niego źli, że tak nam zawyża to tempo. Był pod względem wytrzymałościowym niesamowity. Nie odpuszczał rywalowi, potrafił nawet zagrać brutalnie, by ten jego przeciwnik poczuł, kto to jest Tomasz Hajto. I to mu zostało także w trenerce.
Czy coś się zmieniło w osobowości Hajty od czasu gdy został trenerem?
- Widząc jego pracę, słuchając wypowiedzi, odnoszę wrażenie, że zmienił się. Stał się już teraz takim prawdziwym "coachem". Wcześniej jego wypowiedzi często miały wywołać awantury, były wsadzaniem kija w mrowisko. A teraz to są wypowiedzi stonowane, rzetelne, pokorne. Pamiętam, że po mistrzostwach Europy któryś z dziennikarzy wywołał temat powierzenia Hajcie reprezentacji, jeżeli nie od razu, to po jakimś czasie. Zaskoczył mnie Tomek niesamowicie, gdy powiedział, że on się absolutnie nie czuje teraz na siłach, jest dopiero pół roku trenerem i dla niego to jest śmieszne, że ktoś go chce tak na siłę promować. Przyznam się, że nie spotkałem i długo nie spotkam takiego podejścia. To znaczy, że ma pokorę i w trenerce coś osiągnie. Niech osiąga wszystko, niech wygrywa każdy mecz, ale... nigdy z Podbeskidziem.
Na koniec chciałbym spytać, jak wygląda sytuacja z obrońcami Podbeskidzia. Juraj Danczik i Bartłomiej Konieczny będą gotowi do gry?
- Bartek na pewno nie, z tym trzeba powoli. Jurek natomiast już trenuje i to jest bardzo dobra informacja. Damiana Byrtka mieliśmy na kadrze. Nie wraca do Bielska, jedzie od razu z kolegami z Jagiellonii do Białegostoku i tam będzie na nas czekał, ale... mówię szczerze, nie przewiduję sensacji w obronie. Ten duet Michal Piter-Buczko - Damian Byrtek radził sobie w meczach w Kielcach, w Poznaniu i we wcześniejszych sparingach. Tak przynajmniej zaczniemy. A co będzie dalej - zobaczymy.
Rozmawiał Michał Trela.
Jagiellonia Białystok - Podbeskidzie Bielsko-Biała
sobota, 13:30
sędziuje Adam Lyczmański (Bydgoszcz)
Przypuszczalny skład:
Podbeskidzie: Zajac - Sokołowski, Byrtek, Piter-Buczko, Król - Łatka, Reiman - Malinowski, Cohen, Ziajka - Demjan.
Robert Kasperczyk: - Nie, ja wiedziałem, że tak się stanie. Znam Tomka i wiem, że to taki facet, który jak się za coś bierze, to robi to superprofesjonalnie. Wcześniej - sam się do tego przyznawał - nie był gotowy, żeby być trenerem. Był gdzieś tam w niższych ligach, ale to było takie raczej półamatorskie.
Czy znajomość z Hajtą jakoś panu pomoże przed sobotnim meczem?
- Plusem tej znajomości jest fakt, że wiem, na czym polega filozofia trenera Hajty. Lata spędzone za granicą, szczególnie w Niemczech, pozwoliły mu wyrobić naprawdę profesjonalne spojrzenie na piłkę. Styl gry Jagiellonii wiosną temu odpowiadał. Była duża wymienność pozycji, spora ilość podań po ziemi, mało gry górą. Poza tym, jest to zespół bardzo profesjonalnie przygotowany, przy użyciu najnowszych metod. Nie boję się użyć tego sformułowania. To są badania, których chyba nikt inny w Polsce jeszcze nie robi. Nie wszystkich na to stać i specjalistów też nie jest łatwo ściągnąć. Natomiast zweryfikuje to wszystko boisko. Tomek grał w obronie albo w pomocy, był zawodnikiem defensywnym. Ja byłem napastnikiem, ciągnęło mnie do przodu. Na pewno Podbeskidzie nie pojedzie do Białegostoku się bronić, grać niskim pressingiem i przyjmować rywala na własnej szesnastce. Tak na pewno nie będzie!
Jak pan ocenia siłę zespołu z Białegostoku?
- Trudno ocenić siłę Jagiellonii, bo dwa ostatnie mecze - sparing i Puchar Polski - grała z drużynami III-ligowymi. Wygrała je wysoko, ale to nie jest dla nas miarodajne. Natomiast ja bardzo chciałbym, żeby - podobnie jak trener Michał Probierz, który był w Poznaniu na naszym meczu - ktoś z Jagiellonii także widział nasze spotkanie z Wartą. Takiego meczu na pewno nie zagramy, a wyciąganie daleko idących wniosków z tej potyczki może okazać się zgubne. Jestem bardzo dobrej myśli, bo widzę, jaką sportową złość w chłopakach wyzwoliła ta porażka.
Zawodnicy, którzy się znają, czasem dzwonią do siebie przed meczami i jakoś się przekomarzają. Czy wśród trenerów coś takiego też się zdarza?
- Nie, jestem przekonany, że przywitamy się serdecznie i po meczu zamienimy kilka ciepłych słów. Zresztą, utrzymujemy kontakt od kiedy przestaliśmy grać w piłkę. Dzwonimy do siebie cały czas, gdziekolwiek nas los nie rzucił. Nasze rodziny też się znają.
Tomasz Hajto to z pochodzenia góral, wy jesteście góralami, więc można się nastawić na bardzo zaciekłą rywalizację...
- Na pewno tak. Jagiellonia ma charakter, taką zajadłość, nie odpuszcza na boisku rywalowi. Ja pamiętam treningi - ciężko je nazwać tlenowymi - mordercze treningi wytrzymałościowe jeszcze z czasów naszej kariery zawodniczej, które wtedy były domeną szkoleniową. My przybiegaliśmy wszyscy w jednej grupie, a Tomek już gdzieś tam czekał na nas. Byliśmy nawet na niego źli, że tak nam zawyża to tempo. Był pod względem wytrzymałościowym niesamowity. Nie odpuszczał rywalowi, potrafił nawet zagrać brutalnie, by ten jego przeciwnik poczuł, kto to jest Tomasz Hajto. I to mu zostało także w trenerce.
Czy coś się zmieniło w osobowości Hajty od czasu gdy został trenerem?
- Widząc jego pracę, słuchając wypowiedzi, odnoszę wrażenie, że zmienił się. Stał się już teraz takim prawdziwym "coachem". Wcześniej jego wypowiedzi często miały wywołać awantury, były wsadzaniem kija w mrowisko. A teraz to są wypowiedzi stonowane, rzetelne, pokorne. Pamiętam, że po mistrzostwach Europy któryś z dziennikarzy wywołał temat powierzenia Hajcie reprezentacji, jeżeli nie od razu, to po jakimś czasie. Zaskoczył mnie Tomek niesamowicie, gdy powiedział, że on się absolutnie nie czuje teraz na siłach, jest dopiero pół roku trenerem i dla niego to jest śmieszne, że ktoś go chce tak na siłę promować. Przyznam się, że nie spotkałem i długo nie spotkam takiego podejścia. To znaczy, że ma pokorę i w trenerce coś osiągnie. Niech osiąga wszystko, niech wygrywa każdy mecz, ale... nigdy z Podbeskidziem.
Na koniec chciałbym spytać, jak wygląda sytuacja z obrońcami Podbeskidzia. Juraj Danczik i Bartłomiej Konieczny będą gotowi do gry?
- Bartek na pewno nie, z tym trzeba powoli. Jurek natomiast już trenuje i to jest bardzo dobra informacja. Damiana Byrtka mieliśmy na kadrze. Nie wraca do Bielska, jedzie od razu z kolegami z Jagiellonii do Białegostoku i tam będzie na nas czekał, ale... mówię szczerze, nie przewiduję sensacji w obronie. Ten duet Michal Piter-Buczko - Damian Byrtek radził sobie w meczach w Kielcach, w Poznaniu i we wcześniejszych sparingach. Tak przynajmniej zaczniemy. A co będzie dalej - zobaczymy.
Rozmawiał Michał Trela.
Jagiellonia Białystok - Podbeskidzie Bielsko-Biała
sobota, 13:30
sędziuje Adam Lyczmański (Bydgoszcz)
Przypuszczalny skład:
Podbeskidzie: Zajac - Sokołowski, Byrtek, Piter-Buczko, Król - Łatka, Reiman - Malinowski, Cohen, Ziajka - Demjan.
Polecane
Ekstraklasa