Gracz Rekordu: Jesteśmy drużyną, która lubi dużo emocji

30.04.2012
Rekord Bielsko-Biała u siebie przegrał dwa mecze z Akademią FC Pniewy i jest o krok od odpadnięcia z play-offów. - Wyeliminowanie Akademii byłoby w tej sytuacji niesamowite - mówił Wojciech Łysoń.
Gracz Rekordu przyznał po wczorajszym meczu, że on i jego koledzy są bardzo niezadowoleni po tym ostatnim weekendzie kwietnia. - Jesteśmy w bardzo złych nastrojach. Przegrywamy 0-2, a chcieliśmy przynajmniej to jedno spotkanie we własnej hali wygrać. Musimy teraz walczyć dalej - powiedział.

Bielszczanie w obu spotkaniach okazali się słabsi, choć wszystko mogło się skończyć inaczej. - Nie byliśmy na tyle gorsi, żeby te oba mecze przegrać. Ale na pewno swoje zrobiło pięć potyczek rozegranych przeciwko Cleareksowi Chorzów w ćwierćfinale. Akademia miała więcej czasu na przygotowanie się do starć z nami i odpoczęcie po wyeliminowaniu Gwiazdy Ruda Śląska. My w środę graliśmy decydujący mecz, a w sobotę i w niedzielę trzeba było już grać półfinały - zauważył Łysoń.

Przebieg pierwszej połowy drugiego meczu był dość zaskakujący. Obie drużyny strzelały bardzo dużo bramek i grały dość "radosny futsal". - Te drugie spotkania zawsze tak dziwnie wyglądają. Czuć już w nogach poprzednie spotkanie. No i bramki traciliśmy po indywidualnych błędach. Ktoś nie zdążył, ktoś nie pokrył. Defensywa drugiego dnia nie jest już tak szczelna, łatwiej się przedzierać. Niestety, my cały czas goniliśmy wynik, a potem Akademia uciekła na dwa gole i już to dotrzymała do końca - dodał.

W piątek Rekord zmierzy się z Akademią tym razem w Pniewach. Bielszczanie zrobią wszystko, by rywalizację jeszcze przenieść na swoją halę. - Dopóki piłka w grze, będziemy walczyć. Będzie bardzo ciężko, ale wierzymy, że się to uda. Wyeliminowanie Akademii w tej sytuacji byłoby niesamowite, lecz... my jesteśmy drużyną, która lubi dużo emocji. Mistrz Polski to jednak bardzo klasowa drużyna. Trudno będzie wygrać dwa mecze na ich terenie... - kończy Wojciech Łysoń. Transmisję z piątkowego spotkania przeprowadzi Orange Sport.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również