Gracz Rekordu: Clearex mnie wybił, ale rewelacji to tam nie było

06.01.2013
- Na pewno to jest ulga, że odskoczyliśmy od dziewiątego miejsca już na siedem punktów. Dobrze, że skorzystałem z transferu "last minute" - mówi Artur Popławski, gracz Rekordu Bielsko-Biała.
Popławski trafił do Bielska-Białej tuż przed końcem letniego okienka transferowego. - To był transfer "last minute", ale dobrze, że z niego skorzystałem. Można powiedzieć, że Clearex Chorzów mnie wypromował, lecz rewelacji to tam nie było - podkreśla były gracz chorzowian. W Rekordzie trener Andrea Bucciol od początku na niego postawił, a ten odwdzięczył się dobrą grą, walką o każdą piłkę i siedmioma strzelonymi bramkami.

- Na pewno jestem zadowolony z pobytu tutaj. Cieszy mnie przede wszystkim gra drużyny, ale także to, że trener mi ufa, gram regularnie, dostałem powołanie do reprezentacji Polski. Oby tak dalej do przodu - mówi Popławski.

Po chimerycznej grze w pierwszej rundzie ekstraklasy futsalu, Rekord wygrał dwa spotkania rewanżowe i jego gra wyglądała już dużo lepiej. - Na pewno teraz to są już mecze na wyższym poziomie. Mamy już wreszcie sto procent składu, bo wcześniej a to ktoś wyjeżdżał na kadrę, a to Janovsky do Tajlandii, a tu kontuzja. Cały czas zmienialiśmy zestawienie, a teraz jesteśmy już w stu procentach gotowi i walczymy o jak najwyższe miejsce w tabeli - zaznacza.

Jednak dla Rekordu absolutnym minimum, o którego osiągnięcie przez moment można się było obawiać, jest awans do play-offów o mistrzostwo Polski. Dlatego wczorajsza wygrana z GKS-em Tychy jest tak ważna, bo pozwoliła odskoczyć od rywali na siedem punktów. - To z całą pewnością jest ulga. Gdzieś tam z boku spoglądamy na tabelę, ale jest jeszcze do rozegrania dużo meczów i w każdym musimy robić punkty. W pierwszej rundzie potraciliśmy punkty głównie z przeciwnikami niżej notowanymi. Gdybyśmy ich nie pogubili, bylibyśmy teraz koło lidera - dodaje Popławski.

Wczorajsza wygrana nie przyszła jednak łatwo. Do przerwy Rekord prowadził 4-0, a później... - Nie wiem, co się stało po przerwie. Może trochę osłabła mobilizacja? Szybko straciliśmy bramkę, GKS poszedł do przodu, a u nas było za dużo nerwowości. Nie umieliśmy wykorzystywać sytuacji, mimo że stworzyliśmy co najmniej 10 klarownych. Powinno być sześć albo siedem-osiem do zera, tak jak było w Tychach (wtedy Rekord wygrał 12-3 - przyp. MT), a zrobiło się 4-2. Później sędzia dał tyszanom karnego. Zupełnie się nie popisał. To było niemożliwe. Nikt nie wiedział, co się dzieje. Na szczęście nie strzelili, ale za chwilę było już 4-3. Moim zdaniem powinniśmy byli spokojnie ułożyć sobie drugą połowę tak, jak pierwszą i wygrać dużo wyżej - kończy Artur Popławski.

Za tydzień Rekord zagra na wyjeździe z Red Devils Chojnice.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również