Gracz "Górali": Nie spodziewałem się, że od razu wskoczę do składu

04.09.2010
- Wypożyczenie dało mi bardzo dużo. Zwyczajnie potrzebowałem wtedy zmiany otoczenia, a w Ząbkach zyskałem pewność siebie - przyznaje Sebastian Ziajka, pomocnik Podbeskidzia.
Lewoskrzydłowego bielszczan można nazwać objawieniem początku sezonu  w drużynie "Górali". Kiedy w 2009 roku odchodził na wypożyczenie do Dolcanu, niewielu po nim płakało, bo też przez cały sezon grał mało, zdobył zaledwie jedną bramkę, nie wykorzystał rzutu karnego w meczu z Kmitą Zabierzów. W Ząbkach odżył, był jednym z liderów drużyny. Mimo to, gdy latem wracał do Bielska, nie dawano mu większych szans na miejsce w wyjściowym składzie. - Sam się nie spodziewałem, że uda mi się wskoczyć do jedenastki już od pierwszej kolejki! Jest tak wyrównany skład, tylu dobrych zawodników, że naprawdę nie jest łatwo zdobyć zaufanie trenera - mówi.

Pierwszym sygnałem, że Ziajka zgłasza akces do podstawowego składu były sparingi, w których pomocnik strzelał gola za golem. W zeszłotygodniowym meczu z GKS-em Katowice zdobył pierwszego w tym sezonie gola w lidze. - Nie szło mi za pierwszym razem jak przyjechałem do Bielska. Już po roku czułem, że potrzebuję zmiany otoczenia. Wypożyczenie dało mi bardzo dużo. Zyskałem tam pewność siebie, udowodniłem sobie i innym, że potrafię grać na szczeblu I ligi i myślę, że teraz to procentuje - twierdzi wychowanek Celulozy Kostrzyn.

Po fantastycznym meczu z katowiczanami w minioną sobotę, do Bielska-Białej przyjeżdża trudniejszy rywal - ŁKS Łódź. - Myślę, że to jeden z najmocniejszych zespołów w lidze. Nie omawialiśmy z trenerem poszczególnych zawodników, nie było mowy, na kogo zwrócić szczególną uwagę, przynajmniej na razie. Ważne jednak, że wiemy, że ten zespół ma świetną organizację gry, prezentuje dobrą piłkę. Bez wątpienia są jednym z kandydatów do awansu - chwali przeciwników Ziajka. Trener Robert Kasperczyk i prezes Janusz Okrzesik wyrażali po ubiegłotygodniowym pogromie nadzieję, że zawodnicy zbyt szybko nie uwierzą w swoją wielkość. - Absolutnie nam to nie grozi. Takie zwycięstwa tylko mobilizują, aż chce się grać następne mecze. Wyjdziemy skoncentrowani na 200 procent, żeby nie zaprzepaścić tego, co wywalczyliśmy na początku - zapowiada Ziajka.

Przyjeżdżając do Bielska, łodzianie będą się musieli zmierzyć z bolesnymi statystykami - ŁKS-owi nigdy nie udało się zdobyć przy Rychlińskiego choćby punktu. Podbeskidzie wygrało pięć razy, a stosunek bramek w tych meczach wynosi 10-2. W dodatku bielszczanie na własnym stadionie nie stracili gola już od 3 kwietnia, a nie przegrali od marcowego starcia z Górnikiem Zabrze. A jeszcze niedawno mówiło się, że "Bielska Twierdza" upadła... - Myślę, że dla rywali te statystyki nie mają żadnego znaczenia. Przecież wszystko da się przeskoczyć. Choć mam nadzieję, że im się to nie uda! - zaznacza na koniec pomocnik "Górali".

Podbeskidzie Bielsko-Biała - ŁKS Łódź
sobota, 20:00.
sędziuje Marcin Szrek (Kielce).

Przypuszczalne składy

Podbeskidzie: Zajac - Cienciała, Konieczny, Broniewicz, Osiński - Rogalski, Łatka, Koman, Ziajka - Demjan, Cieśliński.

ŁKS: Wyparło - Gieraga, Łabędzki, Adamski, Woźniczka - Mowlik, Kłus, Mączyński, Smoliński - Mięciel, Romańczuk.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również