Gracz "Górali": Mistrzostwa Europy są dla każdego marzeniem

23.11.2011
Selekcjoner reprezentacji nigdy wcześniej nie oglądał meczów Podbeskidzia Bielsko-Biała tak często. To oczywiście zwiększa szanse na powołanie do kadry. Najmocniejszym kandydatem jest Sylwester Patejuk.
Zbliża się grudniowe zgrupowanie naszej reprezentacji, na które zostaną zaproszeni tylko ligowcy. Wprawdzie jest mało prawdopodobne, by przy tej okazji w drużynie narodowej zadebiutował zawodnik Podbeskidzia, ale jeśli ma się tak stać, to najpoważniejszym kandydatem jest właśnie Patejuk. - Na teraz myślę, jaki następny krok postawić w mojej karierze. Mistrzostwa Europy, gra w reprezentacji, są dla każdego marzeniem. Któż nie chciałby reprezentować barw narodowych? Powiem szczerze, że kadra dla mnie aktualnie to raczej dziennikarskie spekulacje - przyznaje 29-latek.

Podobnie ma się rzecz z ewentualnym transferem. - Nie było żadnych propozycji. To z drugiej strony normalne. Jak ktoś jest w formie, prezentuje niezły poziom, to zainteresowanie jest. Taka kolej losu, że zawodnicy są dokładnie obserwowani - mówi.

O piłkarzu jest ostatnio głośno, ze względu na drogę, jaką przebył w krótkim czasie z amatorskich szczebli do najwyższej klasy rozgrywkowej. - W II lidze spędziłem tylko pół sezonu. Wcześniej występowałem na szczeblu IV-ligowym. Gramy teraz w pucharze czy w lidze z zespołami z ekstraklasy i poziom jest wyrównany. Czołówka I ligi jest w stanie nawiązać kontakt z zespołami najlepszymi w kraju. Na pewno marzyłem o tym w młodości, by grać w zespołach liczących się, jak chociażby w... Barcelonie, mojej ulubionej drużynie. Ekstraklasa to oczywiście krok w kierunku tych największych. A dla mnie dotychczasowe największe osiągnięcie, z którego niezmiernie się ciesze - nie ukrywa Patejuk.

W rozmowie z Magazynem Kibiców Podbeskidzia, napastnik wspomina też swoje początki w bielskim klubie. - Pojechałem z własnej inicjatywy do Podbeskidzia za czasów trenera Marcina Brosza. Zagrałem w sparingu drugiej drużyny z Rekordem, strzeliłem zwycięską bramkę i wpadłem w oko szkoleniowcowi. Nie ukrywam, że miałem trochę szczęścia. Grałem przecież z zupełnie obcymi dla siebie piłkarzami. W takich warunkach nie zawsze mecz musi wyjść, a to przecież może zdecydować o przyszłości człowieka w sporcie. Mi się udało, choć oczywiście nie od razu miałem miejsce w pierwszym składzie - kończy Sylwester Patejuk.
źródło: Magazyn Kibiców Podbeskidzia/SportSlaski.pl

Przeczytaj również